Południowy Liban mierzy się z narastającą katastrofą humanitarną. Według danych libańskich władz od początku najnowszej fazy izraelskiej ofensywy zginęło tam blisko 2,9 tys. osób, zniszczonych zostało około 36 tys. domów. W ciągu ostatnich trzech miesięcy ofensywa Izraela zmusiła 1,4 mln Libańczyków, około jednej czwartej populacji, do ucieczki z miejsc zamieszkania.

Walki między Izraelem a wspieranym przez Iran Hezbollahem trwają od 2023 r., jednak od kilku miesięcy konflikt ponownie przybrał na sile. Choć formalnie obowiązuje zawieszenie broni, izraelskie operacje wojskowe w południowym Libanie nie ustały.

Setki miejscowości opustoszały

Według danych przekazanych przez libańskie instytucje państwowe w ciągu ostatnich trzech miesięcy ewakuowano około 300 miejscowości. Najbardziej dotknięte regiony znajdują się przy granicy z Izraelem, gdzie część terenów pozostaje pod kontrolą izraelskiej armii.

Rząd w Bejrucie twierdzi, że wojska izraelskie zajmują obecnie około 6 proc. terytorium Libanu. Premier Nawaf Salam oskarżył Izrael o prowadzenie polityki „całkowitego zniszczenia” przygranicznych obszarów.

Czytaj więcej

Problem w Libanie, wygasa mandat misji ONZ. António Guterres ma pomysł, czym ją zastąpić

Jak relacjonuje hiszpański dziennik El País, sytuację dodatkowo komplikują kolejne nakazy ewakuacji. W ostatnich dniach izraelska armia rozszerzyła strefę, z której mieszkańcy mają się wycofać, obejmując nią obszar aż do rzeki Zahrani. Oznacza to, że znaczna część południowego Libanu została uznana za teren niedostępny dla ludności cywilnej.

Wielu mieszkańców, którzy wcześniej uciekli z terenów przygranicznych, zmuszonych jest do kolejnej przeprowadzki. Schroniska są przepełnione, a część przesiedleńców nocuje w samochodach lub prowizorycznych obozowiskach.

Miasta pod ostrzałem

Nowe ograniczenia obejmują obszar stanowiący około 14 proc. powierzchni Libanu, w tym ważne miasta, takie jak Tyr i Nabatijja. Mieszkańcy tych regionów żyją w ciągłym zagrożeniu nalotami i ostrzałem, a pod koniec maja Izrael wskazał je jako miejsca zbliżających się działań wojennych i nakazał ewakuację.

Według danych sił pokojowych ONZ większość odnotowanych wymian ognia między Izraelem a Hezbollahem przypisywana jest stronie izraelskiej. Skutkiem są kolejne ofiary cywilne oraz dalsze zniszczenia infrastruktury.

Bank Światowy szacował już wcześniej, że odbudowa szkód powstałych w wyniku działań wojennych tylko między październikiem 2023 a listopadem 2024 roku  będzie kosztowała 3,4 mld dolarów. Od tego czasu skala zniszczeń znacząco wzrosła.

Czytaj więcej

Izrael bombarduje i wchodzi w głąb Libanu. Iran: USA naruszyły zawieszenie broni

Szpitale i infrastruktura na granicy załamania

Konflikt coraz mocniej uderza także w system ochrony zdrowia.  Libańskie Ministerstwo Zdrowia, które oskarża Izrael o stosowanie „prawa dżungli” w atakach na sieć medyczną, informuje o „poważnych zniszczeniach” co najmniej pięciu szpitali na południu kraju. – To są bezpośrednie ataki – powiedział  dr Joseph el Helou, doradca ministra Rakkana Nassereddine’a. Szpital w Mais al-Dżabal i dwa inne w Bint Dżubajl – obszarach przygranicznych – zostały zmuszone do zamknięcia, zanim znalazły się pod okupacją izraelską.

Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała od marca blisko 200 ataków na infrastrukturę medyczną. Ratownicy alarmują również o przypadkach ostrzeliwania karetek pogotowia.

Czytaj więcej

Po atakach Izraela na Liban Iran zawiesza rozmowy z USA

Problemy dotyczą także dostępu do wody i żywności. Według organizacji humanitarnych wiele sieci wodociągowych nadal nie zostało odbudowanych po wcześniejszych zniszczeniach, a znaczna część lokalnych targowisk i sklepów pozostaje zamknięta.

Dodatkowym problemem są szkody w rolnictwie. Libańska Narodowa Rada Badań Naukowych podaje, że od marca pożary i działania wojenne zniszczyły ponad 1,9 tys. hektarów ziemi.

Eksperci ostrzegają, że nawet gdyby walki zakończyły się natychmiast, dziesiątki tysięcy rodzin nie miałyby dokąd wrócić.  W niektórych miejscowościach skala zniszczeń jest tak duża, że mieszkańcy porównują swoje rodzinne miasta do terenów dotkniętych katastrofą nuklearną.  Ponadto większość spośród ponad 36 tys. zniszczonych domów znajduje się właśnie w południowym Libanie. Czyli tam, gdzie Libańczycy nie będą mogli wrócić, dopóki Izrael nie uzna tego za stosowne – jak zapowiedział  izraelski minister obrony Israel Katz.