Wsiadając do ukraińskiego pociągu na dworcu w Przemyślu, liderka wolnej Białorusi Swiatłana Cichanouska otrzymała bilet, w którym w nietypowy sposób opisano stacje na trasie jej podróży: Przemyśl – Wolny Kijów – Swobodny Mińsk. W bilecie zaznaczono też, że Cichanouska ma status dyplomatyczny, którym posługują się, jadąc do Kijowa, delegacje obcych państw i przywódcy zagraniczni. Na zaproszenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wypchnięta z kraju rywalka Łukaszenki w wyborach 2020 r. 25 maja po raz pierwszy udała się na Ukrainę.

Czytaj więcej

„Polska jest dla nas wzorem”. Liderka wolnej Białorusi przeprowadza się z Wilna do Warszawy

Dotychczas władze w Kijowie, nawet przez pierwsze lata wielkiej wojny z Rosją (która zaczęła się od uderzenia rosyjskiej armii również z terytorium Białorusi), unikały kontaktów z liderką białoruskiej opozycji demokratycznej.

W kuluarach ukraińskiej polityki tłumaczono, że Kijów „nie chce prowokować Łukaszenki” i chce w ten sposób uniknąć powtórnego uderzenia z północy. Sytuacja nagle się zmieniła w styczniu 2026 r., gdy ukraiński przywódca po raz pierwszy spotkał się z Cichanouską w Wilnie. Powody wolty Kijowa wobec Mińska brzmią niepokojąco.

Wołodymyr Zełenski ostrzega Europę i wzmacnia granicę z Białorusią. Oficer armii ukraińskiej: Aleksandr Łukaszenko już nie kontroluje sytuacji

Zełenski udał się 22 maja do Równego, stolicy graniczącego z Białorusią obwodu rówieńskiego i polecił wzmocnić obronę w graniczących z Białorusią północnych obwodach Ukrainy. Tego samego dnia, w trakcie rozmowy z przywódcami Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii, Zełenski poinformował ich o „rosyjskich planach dotyczących Ukrainy, Białorusi i innych kierunków w Europie” i zasugerował, że udostępni europejskim partnerom Kijowa pewne dane, które posiada na ten temat ukraiński wywiad.

Na razie nie widzimy po drugiej stronie granicy grupy uderzeniowej, a potrzebowaliby do ofensywy co najmniej dziesięciu brygad. Ale ta sytuacja może się zmienić.

ppłk Taras Berezowiec z dowództwa Sił Obrony Terytorialnej armii ukraińskiej

Nie wiadomo, czy to informacje zdobyte przez wywiad ukraiński, czy ostatnie ćwiczenia rosyjskiej taktycznej broni atomowej na Białorusi zmotywowały prezydenta Francji Emmanuela Macrona do wykonania telefonu do Mińska. W niedzielę doszło do jego drugiej rozmowy telefonicznej z Łukaszenką w czasie trwającej od ponad czterech lat wojny. Poprzednio dzwonił do dyktatora 26 lutego 2022 r., dwa dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Szczegółów rozmowy brak, ale z relacji AFP wynika, że francuski prezydent apelował do Łukaszenki, by nie pozwolił zaangażować Białorusi w wojnę z Ukrainą, potępił szantaż jądrowy i namawiał Mińsk do deeskalacji oraz poprawienia relacji Białorusi z Europą. W skąpym komunikacie Mińska czytamy, że omawiano „regionalne problemy oraz relacje Białorusi z UE, a w szczególności z Francją”.

– Prezydent uprzedzał o istnieniu planów inwazji z terytorium Białorusi. Są trzy kierunki, którymi mogą podążać: kijowski, czernihowski i wołyński. Ukraina jest przygotowana do obrony naszej północnej granicy – mówi „Rzeczpospolitej” ppłk Taras Berezowiec z dowództwa Sił Obrony Terytorialnej armii ukraińskiej.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony sieją strach w Rosji. „Wojna jest już wszędzie”

– Na razie nie widzimy po drugiej stronie granicy grupy uderzeniowej, a potrzebowaliby do ofensywy co najmniej dziesięciu brygad. Ale ta sytuacja może się zmienić. Łukaszenko znajduje się pod całkowitą kontrolą Rosji i nie jest już samodzielnym graczem. Jeżeli Putin podejmie odpowiednią decyzję, zostaną tam przerzucone rosyjskie jednostki, które mogą uderzyć wspólnie z białoruskimi siłami. Ta akcja byłaby skazana na niepowodzenie i oznaczałaby samobójstwo białoruskich sił zbrojnych – dodaje ppłk Berezowiec.

Nasz rozmówca twierdzi, że zapraszając Cichanouską do Kijowa, Zełenski „postawił krzyżyk” na relacjach z Łukaszenką.

– Wcześniej unikano takich kontaktów, ale w pewnym momencie w Kijowie zrozumiano, że Łukaszenko już nie kontroluje sytuacji w swoim kraju. Ostatnie przerzucenie głowic jądrowych na Białoruś jest tego potwierdzeniem – twierdzi.

Ukraina przeszła do ofensywy dyplomatycznej, psychologicznej i informacyjnej wymierzonej w reżim w Mińsku. Kijów poczuł siłę i widzi słabość Łukaszenki.

Waler Karbalewicz, niezależny białoruski politolog i publicysta

Kijów zmienia strategię wobec Mińska. Białoruski politolog: Ukraina przeszła do ofensywy

Znany niezależny białoruski politolog i publicysta Waler Karbalewicz uważa, że zapraszając Cichanouską i zacieśniając relacje z siłami demokratycznymi Białorusi (w Kijowie otwierają biuro), Wołodymyr Zełenski uderza w Łukaszenkę prewencyjnie.

– Ukraina przeszła do ofensywy dyplomatycznej, psychologicznej i informacyjnej wymierzonej w reżim w Mińsku. Kijów poczuł siłę i widzi słabość Łukaszenki – mówi „Rzeczpospolitej” Karbalewicz.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Putin znów straszy bombą atomową. Ale elity nie chcą apokalipsy

– Oczywiste jest to, że wojna nie idzie po myśli Putina i Łukaszenko nie zamierza wysyłać swoich wojsk do Ukrainy. Ukraińskie drony swobodnie poruszają się po całej europejskiej części Rosji i uderzają w tamtejsze rafinerie. Łukaszenko zdaje sobie sprawę, że gdyby uderzył w Ukrainę, tamtejsze drony latałyby nad całym terytorium Białorusi, która ma gorszą obronę przeciwlotniczą niż Rosja. Pierwszego dnia zostałaby zmiażdżona rafineria w Mozyrzu, leżącym przy granicy z Ukrainą – uważa.

W co w takim razie gra Kijów, zapraszając Cichanouską i alarmując o możliwym kolejnym uderzeniu z terytorium Białorusi? – Ukraina chce wystraszyć Łukaszenkę i zneutralizować możliwość jego udziału w tej wojnie. Jest to też próba zaangażowania Zachodu do większej presji na Białoruś – twierdzi Karbalewicz.

Ukraińskie ataki dronów na Rosję

Ukraińskie ataki dronów na Rosję

Foto: PAP

– Wspólnymi ćwiczeniami atomowymi z Rosją Łukaszenko dodaje argumentów władzom w Kijowie. W kwestiach militarnych jest mocno uzależniony od Rosji i jego pole manewru jest mocno ograniczone – uważa białoruski analityk.

Uważam, że temat białoruski nasza władza wykorzystuje dzisiaj z powodu wewnętrznych problemów politycznych.

Jewhen Mahda, ukraiński politolog, dyrektor kijowskiego Instytutu Polityki Światowej.

Dlaczego Ukraina nagle gra kartą białoruską?

Interesujące jest to, że do eskalacji relacji pomiędzy Białorusią a Ukrainą dochodzi w czasie ocieplających się relacji Łukaszenki z USA, licznych wizyt wysłannika Waszyngtonu do Mińska i masowego uwalniania więźniów politycznych. Co więcej, kilka dni temu białoruska redakcja Radia Swoboda (Radio Wolna Europa) poinformowała, że Stany Zjednoczone zwróciły się z nieformalną prośbą do Litwy, Polski i Ukrainy o umożliwienie tranzytu nawozów potasowych z Białorusi do USA. O presji na rząd w Wilnie w tej sprawie pisały też ostatnio media litewskie.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Czy będzie kolejny reset z Białorusią Łukaszenki?

– Wizyta Cichanouskiej w Kijowie jest jak najbardziej potrzebna i słuszna, ale nie ma to raczej związku z możliwym atakiem Białorusi na Ukrainę. Powtórka sytuacji z lutego 2022 r. technicznie nie jest możliwa, nie da się przerzucić na Białoruś kilkudziesięciu tysięcy rosyjskich wojskowych, by nikt tego nie zauważył – mówi „Rzeczpospolitej” znany ukraiński politolog i dyrektor kijowskiego Instytutu Polityki Światowej Jewhen Mahda, zajmujący się m.in. relacjami ukraińsko-białoruskimi.

– Uważam, że temat białoruski nasza władza wykorzystuje dzisiaj z powodu wewnętrznych problemów politycznych dotyczących m.in. niedawnej afery korupcyjnej. To głośny temat, bo Białoruś leży zaledwie nieco ponad sto kilometrów od Kijowa – dodaje.