Reklama

Trump liczy na kapitulację Iranu. Teheran pokazuje, że nie zamierza się poddawać

Zapowiedź zaprzestania przez Iran ataków rakietowych na państwa sąsiednie nie jest wyrazem kapitulacji, na którą tak liczy amerykański prezydent.
Trump nadal chce kapitulacji Iranu, Teheran nie zamierza się poddawać

Trump nadal chce kapitulacji Iranu, Teheran nie zamierza się poddawać

Foto: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są kluczowe elementy obecnej amerykańskiej strategii wobec Iranu i jak retoryka Waszyngtonu ewoluuje w tej kwestii?
  • Kto jest prawdopodobnym kandydatem na następcę najwyższego przywódcy Iranu i jakie są implikacje tego wyboru dla wojny z USA?
  • Jakie dyskusje toczą się w Iranie o przyszłości kraju i jaki jest ich rzeczywisty wpływ na system sprawowania władzy?
  • Na czym opiera się strategia przetrwania Iranu i w jaki sposób państwo ocenia swoją zdolność do oporu?
  • Jakie są postawy kluczowych aktorów regionalnych, w tym Kurdów, wobec perspektywy zaangażowania się w konflikt z Iranem?
  • Co świadczy o prawdopodobnym przedłużeniu się konfliktu na Bliskim Wschodzie i jakie sygnały wskazują na jego eskalację?

Nowy plan prezydenta Trumpa zakończenia wojny z Iranem poraża prostotą. Najpierw bezwarunkowa kapitulacja, a później wybór nowego przywódcy kraju, z którym „będziemy nieustannie pracować, aby Iran odbił się od krawędzi zagłady i stał się  gospodarczo większym, lepszym i silniejszym niż kiedykolwiek wcześniej” – jak napisał na platformie Truth Social. – To tak, jakby amerykański prezydent zapragnął uczestniczyć w wyborze papieża – mówi „Rz” Juliusz Gojło długoletni ambasador Polski  w Iranie.

W wywiadzie dla CNN prezydent powołał się na przykład Wenezueli, gdzie poszło łatwo. Obecnie utrzymuje, że nie chodzi o wprowadzanie demokracji  w Iranie i nie zgłasza obiekcji, aby przywódcą państwa została osoba religijna, jak do tej pory. To zdecydowanie inny język niż jeszcze kilka dni temu, kiedy amerykański przywódca wzywał Irańczyków do powstania narodowego i obalenia teokratycznego  reżimu.

Kolejna zmiana celu Waszyngtonu

Nie wiadomo, jak miałoby się spełnić życzenia prezydenta w sytuacji, gdy irańska, powołana do tego instytucja – jaką jest 88-osobowe Zgromadzenie Ekspertów – zdecydowała już podobno, że następcą zabitego ajatollaha ma zostać jego syn, 56-letni Modżtaba Chamenei. Wiadomo, że Modżtaba jest mocno związany z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC),  formacją zabezpieczającą przez lata stabilność reżimu i wspierającą siły sojusznicze Iranu w regionie w postaci tzw. osi oporu. Trump nie ma więc najmniejszych złudzeń co do osoby syna zabitego Najwyższego Przywódcy i już wcześniej zapowiadał, że jest nie do przyjęcia.

Tymczasem – jak pisał brytyjski „Guardian” – w irańskim dzienniku gospodarczym „Donya-e-Eqtesad” pojawiło się oświadczenie tzw. Frontu Reform wskazujące, że wybór nowego kierownictwa kraju powinien być przesłaniem „pokoju, przyjaźni ze światem, a tym samym wzmocnienia protestów antywojennych na arenie międzynarodowej”. Mowa jest też o początku nowej ery i uczestnictwie obywateli w rządzeniu krajem.

Reklama
Reklama

– Jest to przejaw wewnętrznej debaty i opinii środowiska reprezentującego prezydenta Masuda Pezeszkiana, które jednak nie ma wpływu na system sprawowania władzy w kraju – podkreśla amb. Gojło.

Czytaj więcej

Czy USA wyślą wojska do Iranu? Trump zostawia otwartą furtkę

Jego zdaniem trzeba się liczyć z tym, że następcą – w sumie jednak gotowego do ustępstw w negocjacjach z USA ajatollaha Chameneja – zostanie jego syn zdecydowanie bardziej konfrontacyjnie nastawiony do USA.

Iran bardziej odporny na ataki, niż się spodziewał Waszyngton

Nie byłaby to dobra prognoza dla zakończenia wojny. Jak twierdzi amb. Gojło, w obecnej sytuacji nie może być mowy ani o wywołaniu w Iranie powstania narodowego, ani o kapitulacji. Zdecentralizowane struktury obrony państwa są gotowe do przetrzymania amerykańskiej oraz izraelskiej nawały, uznając za zwycięstwo tę właśnie zdolność przetrwania, czyli przyjmowania ciosów z powietrza. A te nie są jednak w stanie zdezintegrować wieloczłonowego systemu władzy.

– Taka strategia w połączeniu z atakami rakietowymi na Izrael oraz cele amerykańskie w regionie nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Chodzi o wywołanie jak największego chaosu politycznego, nie tylko w samym regionie, ale – co nie mniej ważne – zwiększenia kosztów wojny nie tylko dla USA czy Izraela w nadziei na naciski na oba te kraje ze strony innych państw – tłumaczy „Rz” Rafael Loss, analityk wojskowy European Council on Foreign Relations.

Czytaj więcej

Iran planował zamach terrorystyczny w Azerbejdżanie? „Znaleziono C-4”
Reklama
Reklama

Z różnych informacji wynika, że Iran wystrzelił do tej pory zaledwie kilkaset rakiet balistycznych. Tymczasem jego zapasy przed wojną oceniano na co najmniej 2,5 tys. sztuk rakiet i wiele tysięcy dronów. Nie ulega jednak wątpliwości, że USA i Izraelowi udało się zlikwidować ogromną liczbę wyrzutni oraz część zapasów rakiet. Ten fakt może być przyczyną optymizmu prezydenta Trumpa. Tym bardziej, że prezydent Pezeszkian ogłosił wstrzymanie ataków na kraje regionu.

Kurdowie nie ufają już USA

Na Bliskim Wschodzie toczą się obecnie dwie wojny.

Amerykanie koncentrują się właściwie na Iranie, a Izrael walczy na dwa fronty, atakując zarówno Iran, jak i Hezbollah w Libanie. – Hezbollah został  już właściwie całkowicie pozbawiony siły militarnej, lecz utrzymuje napięcie sporadycznymi atakami na Izrael – mówi z okolic Bejrutu „Rz” Nadim Shehadi, były ekspert brytyjskiego Chatham House. Jego zdaniem militarne osłabienie Hezbollahu nie wpłynie na decydujące ograniczenie wpływów politycznych ludności szyickiej w Libanie. Jej religijna i ideologiczna  indoktrynacja poszła przez lata zbyt daleko, aby można było liczyć na reorientację nastrojów po obecnej wojnie.

Nie sposób wykluczyć, że w regionie rozpocząć się może kolejna, trzecia wojna.

Prezydent Trump zachęcał już  telefonicznie Kurdów w Iraku, jak i w Iranie do przygotowań do walki z reżimem ajatollahów. Organizacja tego frontu w postaci nawet symbolicznego „marszu na Teheran”, jest jednak rzeczą mocno skomplikowaną i wiele wskazuje na to, że jest traktowana jako ostateczność lub rodzaj karty przetargowej.

Czytaj więcej

Dlaczego Iran to nie drugi Irak. Czy Amerykanie ponownie zdradzą Kurdów?
Reklama
Reklama

– Przystąpienie do wojny z Iranem jest niezwykle trudną decyzją, zwłaszcza, że Amerykanie niedawno zdradzili Kurdów w Syrii, walczących wspólnie z nimi przeciwko tzw. państwu islamskiemu. Kurdowie domagają się twardych gwarancji, że przystępując do walki uzyskają w zamian amerykańską ochronę w razie niepowodzenia całej akcji – mówi „Rz” Kamal Sido Kurdaxi, mieszkający w Niemczech kurdyjski tłumacz i pisarz. Jest w stałym kontakcie z przedstawicielami działającej po stronie irackiej Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu (PDKI) i zapewnia, że irańscy Kurdowie, jak i ich rodacy w Iraku nie są gotowi obecnie zaufać USA i zaryzykować.

Prezydent Trump jest jednak pewien sukcesu definiowanego obecnie jako całkowite podporządkowanie Iranu. Tymczasem w kierunku teatru wojny płynie trzeci amerykański lotniskowiec USS George H.W. Bush. To dowód, iż wojna szybko się nie zakończy.

Konflikty zbrojne
USA ewakuują dyplomatów z Arabii Saudyjskiej. Pierwsza taka decyzja od początku wojny
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Konflikty zbrojne
Czy Trump ma plan dla Iranu? W Waszyngtonie rośnie chaos i krytyka
Konflikty zbrojne
Jacek Siewiera dla „Rzeczpospolitej”: Radioaktywny uran może już być poza Iranem
Konflikty zbrojne
Wiadomo, kto zastąpi ajatollaha Alego Chameneiego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama