Reklama

Dlaczego Iran to nie drugi Irak. Czy Amerykanie ponownie zdradzą Kurdów?

Iran to nie kolejny Irak – to górska twierdza z długą historią odpierania różnych najeźdźców. Nawet po zniszczeniu irańskiego lotnictwa i zatopieniu całej irańskiej floty Amerykanie nadal będą daleko od osiągnięcia swoich celów, więc znów sięgają po Kurdów, którzy ze współpracy z USA nie mają dobrych doświadczeń.
Amerykanie mogą chcieć podobnie wykorzystać Kurdów do prowadzenia działań lądowych przeciw Iranowi

Amerykanie mogą chcieć podobnie wykorzystać Kurdów do prowadzenia działań lądowych przeciw Iranowi

Foto: REUTERS

– Nasze bombowce przeprowadziły bezkonkurencyjne precyzyjne uderzenia na wiele obiektów rakietowych głęboko w Iranie. (...) Bombowce B-52 uderzyły na stanowisko dowodzenia i kontroli rakiet balistycznych. Topimy również irańską marynarkę wojenną. Całą marynarkę wojenną – wyliczał szef Dowództwa Centralnego (CENTCOM), admirał Brad Cooper, po czwartym dniu operacji Epicka furia. Od tamtej pory irańskie straty tylko się zwiększyły.

Mimo tych sukcesów Amerykanie coraz częściej napomykają o tym, że ich operacja w Iranie może się przeciągnąć i potrwać znacznie dłużej niż zapowiadane początkowo przez Donalda Trumpa cztery tygodnie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się, że będą to nie tygodnie, ale miesiące. A to oznacza, że Amerykanie wcale nie osiągają swoich celów tak szybko, jak zakładali. Rośnie też prawdopodobieństwo przeprowadzenia w Iranie jakiejś formy ofensywy lądowej. Ta zaś może być dla Amerykanów więcej niż problematyczna.

Czytaj więcej

Kurdowie dołączą do wojny z Iranem? Uzbroić miałoby ich CIA

Geografia będzie ułatwiać Iranowi obronę w przypadku podjęcia przez USA działań lądowych

W przypadku lądowej inwazji na Iran Amerykanów z pewnością nie czeka równie łatwe zwycięstwo jak w dwóch wcześniej prowadzonych w tym rejonie świata wojnach z Irakiem (rok 1991 i 2003). Analizując każdy – nawet potencjalny – konflikt, poza porównaniem sił, które może w niego zaangażować każda ze stron, warto przyjrzeć się także militarnej geografii terenów, na których toczyłyby się walki. Niezależnie od tego, jak nowoczesne uzbrojenie jest wykorzystywane, geografia terenu walk zawsze ma wpływ na przebieg i ostateczny wynik starcia.

Reklama
Reklama
Cele zaatakowane w Iranie i cele irańskich ataków odwetowych (dane z 3 i 4 marca)

Cele zaatakowane w Iranie i cele irańskich ataków odwetowych (dane z 3 i 4 marca)

Foto: PAP

Kiedy w 2003 roku Amerykanie uderzyli na Irak, amerykańskie Abramsy miały przed sobą połacie równej pustyni, na której można było swobodnie prowadzić pancerne szarże, zwłaszcza że bezsensownie okopane w pustynnych piaskach, przestarzałe wojska pancerne Saddama Husajna rozbiło wcześniej amerykańskie lotnictwo. Pierwsze prawdziwe, acz niewielkie straty Amerykanie odnotowali dopiero po wejściu ich czołgów do irackich miast. W przypadku Iranu taki scenariusz byłby jednak mało prawdopodobny. Iran to nie równinny Irak.

Duże terytorium (czterokrotnie większe od Iraku), Góry Zagros na zachodzie (granica z Irakiem) i Alborz na północy tworzą mur o wysokości 3–4 tys. m, z wąskimi przełęczami i wąwozami idealnymi do obrony i ograniczającymi możliwości prowadzenia natarcia pancernego i budowania efektywnej logistyki. Irańczycy od lat tworzą w tych masywach górskich sieć podziemnych baz, składów i fabryk, które – jak pokazują doświadczenia ubiegłorocznych uderzeń izraelsko-amerykańskich (2025 rok) – są niezwykle trudne do zniszczenia.

Położone na wschodzie pustynie Daszt-e Kawir i Daszt-e Lut (na granicy z Afganistanem i Pakistanem) też nie są równie łatwym terenem walki jak pustynie irackie. Nawet abstrahując od tego, że wykorzystanie tamtego kierunku natarcia, z powodów czysto politycznych, również mogłoby nie być tak proste, jak może się wydawać.

Czytaj więcej

Czy przez wojnę USA z Iranem Polsce zabraknie rakiet do obrony przed rosyjskimi rakietami?

Iran ma dobre doświadczenie z wykorzystaniem defensywnego charakteru swojego terytorium. Zdobył je w trakcie wojny z sąsiednim Irakiem, która toczyła się w latach 1980–1988. W jej trakcie to głównie Góry Zagros zatrzymały pancerne zagony Irakijczyków. Zamiast łatwego – jak spodziewali się Irakijczycy – zwycięstwa obie strony utknęły w wyniku tego na długie lata w okopach wyniszczającej wojny. Straty po obydwu stronach przekroczyły milion ludzi.

Reklama
Reklama

Jeśli Amerykanom nie uda się namówić Kurdów do walki w ich imieniu, będą zmuszeni sami rozpocząć operację lądową

W dużej mierze, podobnie jak Afganistan, z którego na tarczy wrócili najpierw Rosjanie (wycofali się w 1989 roku po trwającej 10 lat wojnie), a następnie w 2021 roku Amerykanie (obecni w Afganistanie przez 20 lat), Iran to „górska twierdza”, w której nawet niewielkie niedobitki obecnego reżimu mogłyby utrzymywać się długie lata, skutecznie paraliżując działania wojsk okupacyjnych, jak i nowych irańskich władz. Szczególnie że podtrzymanie wojny w Iranie byłoby w takiej sytuacji bardzo na rękę zarówno Rosji, jak i Chinom, które byłyby głównym beneficjentem zużywania przez USA zasobów w wojnie z szyicką partyzantką (pod warunkiem, że uda się im ustabilizować sytuację w regionie na tyle, by nie były zagrożone dostawy surowców z regionu Zatoki Perskiej dla Pekinu)

Amerykanie chcieliby zagrać przeciw Iranowi kurdyjską kartą

Dlatego analitycy OSINT od dawna podkreślają, że inwazja lądowa byłaby dla Amerykanów kosztowna i trudna logistycznie. I prawdopodobnie z obawy o jej ewentualny przebieg Amerykanie szukają innych rozwiązań i dążą do osłabienia irańskiego reżimu cudzymi rękami. Podobnie jak w Syrii, a wcześniej w Iraku, kolejny raz starają się wykorzystać do tego Kurdów.

– Prezydent Donald Trump rozmawiał telefonicznie z liderem Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu – poinformowała 4 marca główna korespondentka międzynarodowa CNN, Clarissa Ward. Siły Kurdów w Iranie mają być „aktywnie” dozbrajane przez amerykański wywiad i przygotowywać operację na terenie Iranu.

Amerykanie mają dobre doświadczenia z wykorzystywaniem kurdyjskiej karty w poprzednich konfliktach w tym regionie. Ostatnio z dobrym skutkiem zrobili tak w Syrii, w której waleczność Kurdów walnie przyczyniła się do pokonania tzw. Państwa Islamskiego.

Czytaj więcej

Prezydent Iranu Masud Pezeszkian przeprasza. „Nie zamierzamy najeżdżać krajów sąsiednich”
Reklama
Reklama

Kurdyjskie doświadczenia ze współpracy z USA już tak dobre jednak nie są. Amerykanie porzucili Kurdów w Iraku. Po I wojnie w Zatoce (1991) zachęcali ich do powstania przeciw Saddamowi Husajnowi, ale ostatecznie nie udzielili im wsparcia (decyzja prezydenta George'a H.W. Busha), co doprowadziło do krwawej pacyfikacji kurdyjskiego powstania (ocenia się, że zginęło około 100 tysięcy Kurdów) i emigracji około dwóch milionów Kurdów z Iraku.

Amerykanie zdradzili też swoich sojuszników – jak uważają sami Kurdowie – w Syrii. Kurdowie byli kluczowym sojusznikiem Waszyngtonu (w praktyce stanowili siły lądowe Amerykanów) w pokonaniu tzw. Państwa Islamskiego, ale w 2019 r. Donald Trump wycofał swoje wojska i pozostawił Kurdów na pastwę tureckiej ofensywy (operacja „Źródło pokoju”).

Dziś Kurdowie muszą sobie zatem zadawać pytanie, czy tak samo nie zakończy się dla nich awantura irańska. Nikt w kurdyjskich środowiskach politycznych nie ma już chyba wątpliwości, że Amerykanie wykorzystają ich cynicznie w bardzo instrumentalny sposób.

Jeśli zaś Amerykanom nie uda się namówić Kurdów do walki w ich imieniu, będą zmuszeni sami rozpocząć operację lądową. Albowiem z rewolucji wewnętrznej w Iranie, na którą liczył Donald Trump, nic już chyba nie wyjdzie. W tym przypadku polityczne kalkulacje Amerykanów dotyczące antyreżimowego powstania w Iranie okazały się podobne do tych, które mieli Rosjanie, najeżdżając Ukrainę. Na Bliskim Wschodzie droga od ulicznych protestów do zbrojnego powstania nie jest wcale taka prosta i oczywista, jak mogłoby się to wydawać zachodnim politykom.

Czytaj więcej

Ali Chamenei nie żyje, ale to nie koniec. „Konsekwencje jego apokaliptycznych decyzji wciąż trwają”
Reklama
Reklama

Amerykanie wygrywają bitwy, ale nie są w stanie wygrywać wojen

Amerykanie święcie wierzą, że ich potęga militarna jest w stanie złamać każdego przeciwnika. Niejeden raz okazywało się jednak, że to nie do końca prawda. Silne lotnictwo i marynarka nadal dają USA status najważniejszego światowego mocarstwa. Mimo że od pewnego czasu status ten podgryzają, nie bez sukcesów, Chińczycy.

Stany Zjednoczone to mocarstwo. Ale mocarstwo, które choć spektakularnie wygrywa bitwy, nie jest w stanie wygrać żadnej długotrwałej wojny. Dzieje się tak od czasów zakończenia II wojny światowej. Mimo początkowych, widowiskowych sukcesów klęską zakończyły się nie tylko wojny koreańska i wietnamska, ale także interwencje w Iraku i Afganistanie, z których USA musiały się w końcu wycofać, nie osiągnąwszy w pełni swoich długofalowych celów politycznych.

Z tej perspektywy chełpienie się zniszczeniem kompletnie przestarzałego i w dużej mierze niesprawnego (uziemionego) irańskiego lotnictwa czy zatopieniem niezbyt wyrafinowanej technicznie korwety na Oceanie Indyjskim przez atomowy okręt podwodny (Amerykanie innych nie mają) brzmi dość humorystycznie. Nikt rozsądny innego wyniku takiej konfrontacji nie powinien się przecież spodziewać. Prawdziwym testem skuteczności USA będą dopiero osiągnięte na końcu konfliktu cele polityczne. To, czy uda się je zrealizować, pozostaje zaś póki co raczej niepewne.

Konflikty zbrojne
Czy USA wyślą wojska do Iranu? Trump zostawia otwartą furtkę
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Konflikty zbrojne
Rosyjska rakieta balistyczna trafiła w budynek w Charkowie. Są zabici i wielu rannych
Konflikty zbrojne
Rosyjscy inwalidzi wojenni wrócą na paralimpiadę pod własną flagą. Rosja rekrutuje
Konflikty zbrojne
Prezydent Iranu Masud Pezeszkian przeprasza. „Nie zamierzamy najeżdżać krajów sąsiednich”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama