Reklama

Ali Chamenei nie żyje, ale to nie koniec. „Konsekwencje jego apokaliptycznych decyzji wciąż trwają”

– Przede wszystkim myślę o Irańczykach w kraju. Co się z nimi stanie, jeśli ten zraniony reżim przetrwa? – mówi „Rzeczpospolitej” Mariam Mirza, irańska dziennikarka i aktywistka, emigrantka polityczna.
Antyamerykański baner przy wejściu do dawnej ambasady Stanów Zjednoczonych w Teheranie.

Antyamerykański baner przy wejściu do dawnej ambasady Stanów Zjednoczonych w Teheranie.

Foto: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

Co pani poczuła, gdy usłyszała pani wiadomość, że USA i Izrael rozpoczęły w sobotę wojnę? Nadzieję czy strach?

Oczywiście byłam przerażona. Wojna jest przerażająca. Ale czy Iran naprawdę żył w pokoju przed tą wojną? W styczniu tysiące protestujących zginęło w ciągu zaledwie dwóch dni. Ten konflikt jest również czymś, do czego reżim dążył od lat, inwestując majątek naszego kraju w nieuzasadnione ambicje. Mówiąc „nieuzasadnione ambicje”, mam na myśli to, że prawowity rząd w czasie, gdy nasz naród stawał się coraz biedniejszy, skupiłby się na dobrobycie Irańczyków, a nie na realizacji strategii, która już okazała się nieskuteczna. Jestem absolutnie przeciwna wojnie – jakiejkolwiek. Ale nie definiuję wojny tylko jako ataku agresywnego mocarstwa zagranicznego wobec innego kraju. Republika Islamska zabiła tysiące demonstrantów, a zaraz potem sekretarz generalny ONZ António Guterres wysłał list gratulacyjny do reżimu w rocznicę jego powstania... To kto wtedy bronił wojny przeciwko narodowi irańskiemu?

Pozostało jeszcze 85% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama