Reklama

Władimir Putin chce zamrozić Ukrainę, bo nie umie w inny sposób wygrać wojny

Na skutek rosyjskich bombardowań miejskich elektrociepłowni od prawie dwóch tygodni Kijów i kilka największych miast kraju nie ma prądu oraz ogrzewania. Setki tysięcy ludzi wyjeżdżają z nich na zachód.

Publikacja: 23.01.2026 04:30

Władze Kijowa uruchomiły „punkty niezłomności”, w których mieszkańcy miasta mogą otrzymać niezbędną

Władze Kijowa uruchomiły „punkty niezłomności”, w których mieszkańcy miasta mogą otrzymać niezbędną pomoc

Foto: AFP

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są skutki rosyjskich bombardowań dla infrastruktury Kijowa i innych miast Ukrainy?
  • Dlaczego mieszkańcy Kijowa decydują się na opuszczenie miasta?
  • Jakie są koszty życia w Kijowie w obliczu przerw w dostawach energii?
  • Jakie strategiczne błędy wpłynęły na zdolności obronne Ukrainy?
  • Dlaczego rosyjska strategia w obecnej sytuacji może nie przynieść oczekiwanych rezultatów?

„Szron przenika do mojego mieszkania, jego kryształki pokrywają okna i wdzierają się na ściany” – pisze kijowska korespondentka portalu „Politico”, która tak jak milion innych mieszkańców ukraińskiej stolicy odczuła skutki rosyjskich ataków powietrznych.

Reklama
Reklama

Ogromne blokowiska na stołecznym lewym, wschodnim brzegu Dniepru od 9 stycznia w większości nie mają ciepłej wody i ogrzewania, rzadko mają prąd. Nikt z mieszkańców wieżowców nie używa już lodówek – elektryczność bywa rzadko, za to za oknem mróz –10 stopni C, jedzenie przechowują na balkonach i parapetach.

Mieszkańcy stolicy wyjeżdżają, pozostali żyją dzięki generatorom prądu 

W Kijowie rosyjska armia zajadle atakuje dwie największe elektrociepłownie miejskie. O dziwo, po każdym bombardowaniu – wcześniej czy później – udaje się je ponownie uruchomić. Ale znaczna część mieszkańców nie wytrzymuje już trudów życia w zamarzającym mieście i wyjeżdża. – W styczniu Kijów opuściło ok. 600 tys. mieszkańców – mówił po ostatnich bombardowaniach mer miasta Witalij Kliczko.

Czytaj więcej

Mykoła Kniażycki: Kreml chce, by nas, Ukraińców, nie było
Reklama
Reklama

– To obliczenia na podstawie danych z billingów komórkowych, dzisiaj o 600 tys. numerów mniej „nocuje” w mieście. Ktoś posłuchał rad i wyjechał – jeśli miał gdzie. Ponadto przedłużono ferie szkolne. A studenci uczą się zdalnie, kto z nich nie jest z miasta, siedzi u siebie – wyjaśniają współpracownicy mera.

Aglomeracja kijowska liczy ok. 3 mln mieszkańców, z danych wynika, że 1/5 z nich wyjechała. To jednak znacznie mniej niż na początku wojny, gdy armia Putina parła na miasto z północy i wschodu. Wtedy w stolicy zostało tylko ok. 800 tys. osób.

Ci, którzy obecnie nie chcą wyjeżdżać, mierzą się nie tylko z zamarzającymi mieszkaniami, ale i rosnącymi cenami. – Po trzech rosyjskich masowych atakach grafiki (odłączenia poszczególnych dzielnic od prądu – red.) skasowano i żyjemy w permanentnych odłączeniach elektryczności – mówi jeden z właścicieli kawiarni w centrum miasta. Podobnie jak wszyscy, ma od dwóch lat (od pierwszych masowych bombardowań cywilnej infrastruktury przez Rosjan) własny generator prądu. Ale jego używanie podnosi koszty.

Rosnące ceny i ratunek dzięki elektrowniom atomowym

– Praca z generatorem jest mniej więcej o połowę droższa niż z prądem z sieci – mówi właścicielka jednej z restauracji na Podolu, dzielnicy na prawym brzegu nad samą rzeką. W rezultacie ceny w mieście podskoczyły o 10-30 proc. Bardzo niewielu producentom udało się utrzymać podwyżkę w granicach 2-5 proc.

Czytaj więcej

Lwów. Miasto bez prądu, ale pełne nadziei

Jednorazowo, zaraz po kolejnych bombardowaniach prawie milion mieszkańców jest pozbawiony prądu i ogrzewania. Podobnie w innych dużych miastach w co najmniej siedmiu regionach Ukrainy, które co noc atakują Rosjanie, w tym Odessę, Dnipro i Charków. W rejonie tego ostatniego po jednym uderzeniu prąd straciło 1,1 mln ludzi – 90 proc. obecnych mieszkańców Charkowa i obwodu charkowskiego. Jednorazowo Rosjanie wystrzeliwują do 400 dronów i do 40 rakiet balistycznych różnych typów, celując w cywilną infrastrukturę.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Bombardowania zamiast szturmów. Co Rosja chce w końcu osiągnąć?

Ostatnim, w miarę pewnym źródłem prądu w Ukrainie pozostają trzy wciąż działające elektrownie atomowe. Armia Putina nie ośmiela się ich atakować, by nie doprowadzić do gigantycznej katastrofy na skalę całego kontynentu. – Wróg ani razu nie atakował podstacji energetycznych, które znajdują się na terenie elektrowni atomowych. Ale uderza w te, które przyjmują energię elektryczną z podstacji w ich strefach. Atakowane obiekty na szczęście znajdują się w dużej odległości od samych elektrowni – wyjaśnia deputowany Serhij Nahorniak.

Skutki strategicznych błędów ukraińskich władz

Największym problemem Ukrainy pozostaje niezdolność własnej obrony przeciwlotniczej do obrony kraju. – To nie jest problem, który pojawił się z dnia na dzień, lecz skutki kumulacji strategicznych błędów popełnionych na poziomie całego państwa – sądzi ekspert Anatolij Chrapczynski, oficer rezerwy lotnictwa. Pierwszym było zabieranie od początku ubiegłego roku do służby w wojskach lądowych personelu sił powietrznych, „przede wszystkim członków tzw. grup mobilnych, czyli tych jednostek, które bezpośrednio zwalczają rosyjskie Szahidy”. Spowodowane było to katastrofalnym brakiem żołnierzy na froncie, ale w rezultacie zabrakło skutecznej obrony przeciwlotniczej w głębi kraju.

Kolejny problem jest związany z sojusznikami. – Prezydent przyznał to nawet wprost: dopiero niedawno dostaliśmy częściowe wzmocnienie sił rakietowych, poprzednio obiektywnie nie byliśmy w stanie chronić przestrzeni powietrznej – mówi Chrapczynski.

Czytaj więcej

Rosja nie cofa się przed atakami na infrastrukturę medyczną

Przy tym nawet spóźnione i niewystarczające dostawy od sojuszników nie likwidują problemu, bowiem „na świecie nie ma gotowej recepty zwalczania zmasowanych ataków dronów. My dopiero znajdujemy się na etapie poszukiwań takich środków”. Obecnie nawet większość radarów, którymi dysponuje ukraińska obrona „nie widzi” rosyjskich dronów. – One przyjmują Szahidy za ptaki czy jakieś szumy i zakłócenia, które automatycznie odrzucają algorytmy filtrujące tych urządzeń i nie uznają za cele – wyjaśnia.

Reklama
Reklama

– Rozumiem, że to dla was bardzo ciężka zima. Rozumiem, co się dzieje w Kijowie, wiem, jakie są temperatury. Ale naprawdę wierzę, że jeśli Ukraina przeżyje tę zimę, przewaga będzie po waszej stronie – powiedział ukraińskim dziennikarzom w Davos były specjalny wysłannik prezydenta Trumpa ds. Ukrainy, generał Keith Kellogg.

– Putin już szuka sposobów, jak wyjść z tej sytuacji, bo rozumie, że tej wojny nie wygra – dodał.

Konflikty zbrojne
Rewolucja w ukraińskiej armii. Ogłoszono duże zmiany
Konflikty zbrojne
Asz-Szara umacnia władzę w Syrii. Kosztem Kurdów
Konflikty zbrojne
Kremlowski „Generał Mróz” przeciwko Ukrainie. Moskwa walczy ciemnością i chłodem
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1425
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1424
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama