Stabilna tradycja w obwodzie biełgorodzkim: rosyjscy żołnierze kradną

Mieszkańcy obwodu biełgorodzkiego skarżą się na powszechne maruderstwo wojskowych. Mieszkańcy okupowanych części Ukrainy również.

Publikacja: 04.04.2024 15:00

Już w trakcie walk ochotnicy Legionu Wolna Rosja zauważyli, że rozbite domy są okradane przez putino

Już w trakcie walk ochotnicy Legionu Wolna Rosja zauważyli, że rozbite domy są okradane przez putinowskich żołnierzy. Nim walki się skończyły, drogi zablokowały rosyjskie posterunki wojskowe, nie wpuszczając mieszkańców.

Foto: Emil Leegunov / Anadolu

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 771

„Proszę zastosować środki w sprawie maruderstwa ze strony rosyjskich wojskowych w rejonie gajworońskim” – pisze w sieci społecznosciowej Telegram miejscowa mieszkanka Tatiana Sołowiew do gubernatora Biełgorodu Wiaczesława Gładkowa. „Tatiana, bądź ostrożniejsza, za to mogą ci przyłożyć z artykuł kodeksu karnego o dyskredytacji armii” – życzliwie przestrzegła ją sąsiadka Olga Agarkowa.

Leżące wzdłuż granicy z Ukrainą rejony, których mieszkańcy skarżą się na falę kradzieży, były w marcu polem walki między oddziałami rosyjskich ochotników i formacjami Kremla. Większość mieszkańców uciekła stamtąd z powodu metod walki swojej armii, która – tak, jak i w Ukrainie – ostrzeliwała wszystko, burząc poszczególne miejscowości.

Mieszkańcy mają zakaz wstępu do okradanych regionów

Ostrzały z obu stron trwają do dziś, Biełgorod trafiany jest codziennie od trzech tygodni. Już w trakcie walk ochotnicy Legionu Wolna Rosja zauważyli, że rozbite domy są okradane przez putinowskich żołnierzy.

Nim walki się skończyły, drogi zablokowały rosyjskie posterunki wojskowe, nie wpuszczając mieszkańców. Z około 26,5 tys. mieszkańców na przykład powiatu gajworońskiego (gdzie toczyły się najcięższe walki) na miejscu pozostało ok. 1,5 tys. Posterunki przepuszczają tylko niektórych do opieki nad pozostawionymi zwierzętami gospodarczymi – o ile nie zostały ukradzione. Pozostali nie mogą wrócić i bronić swego majątku.

Kradną „nie nasi”

Szef administracji tego powiatu Giennadij Bondariow powiedział, że obecnie przypadki maruderstwa odnotowano w co najmniej 12 miejscowościach. Na internetowym koncie gubernatora w sieci społecznościowej pojawiło się ponad 2 tys. wpisów na ten temat.

Czytaj więcej

Tucker Carlson chciał rozmawiać z Wołodymyrem Zełenskim. Ukraińcy zignorowali jego prośby

Urzędnik nie przyznał, że wie, iż to wojsko dokonuje grabieży, ale powiedział: „to nie nasi ludzie”. A jednocześnie dodał, że „udało się zmniejszyć falę skarg”. Nie wiadomo jednak, czy poprzez zwalczanie maruderstwa czy może przez karanie skarżących się. Jedna z mieszkanek powiedziała dziennikarzom, że nie wie kto grabi opustoszałe gospodarstwa i mieszkania, ale „po powiecie kursuje dużo nie miejscowych samochodów”.

Okupowane miasta: melina w garażu i rozbijane drzwi mieszkań

„Dzień dobry, chcę się podzielić informacją, a nuż komuś będzie potrzebna. W Siewierodoniecku na ulicy Nauki mieszka Tolik, wcześniej był dekarzem w administracji mieszkań. A teraz to maruder” – piszą z kolei z okupowanego od czerwca 2022 roku Siewierodoniecka. „Ma kilka mieszkań (krewni wyjechali i zostawili) i garaż. Wszystko zapchane (kradzionymi) rzeczami. Nam podpowiedzieli (gdzie go szukać), pocisnęliśmy go i jakieś rzeczy oddał. Chytry i sprytny” – mieszkańcy opisują warunki życia w okupowanym mieście, w którym formalnie są władze, ale prawo nie rządzi. Rosyjskie wojsko nie interesuje się losem mieszkańców.

W przeciwieństwie do obwodu biełgorodzkiego w Siewierodoniecku kradną miejscowi. Ale już w sąsiednim Łysyczańsku (zdobytym przez Rosjan w lipcu 2022 roku) opuszczone mieszkania okrada miejscowa, kolaboracyjna administracja pod ochroną rosyjskich żołnierzy.

„Po mieszkaniach osób, które wyjechały chodzi jakaś komisja, dokonując ich kontroli. Podobno dla zapobiegania awariom. W tym celu rozwalają drzwi wejściowe” – piszą mieszkańcy.

Odbieranie mieszkań w Mariupolu i Bierdiańsku

Podobnie rozbijają drzwi ocalałych mieszkań w Mariupolu i nadmorskim Bierdiańsku. Tyle, że w tych dwóch okupowanych miasta po prostu odbierają je właścicielom.

– Szczególnie polują na mieszkania w pobliżu brzegu morskiego, są bardziej atrakcyjne – mówi ukraiński działacz Pawło Łysianśkyj. Właścicielom wyrzuconym z mieszkań radzi zachowanie wszystkich, ukraińskich dokumentów własności. Na ich podstawie będzie można je odzyskać - ale dopiero po wyzwoleniu.

Zaminowany złom Azowstali

W Mariupolu trwa jeszcze w dodatku walka o władzę oraz majątek między „kadyrowcami” (formacjami z Czeczenii Ramzana Kadyrowa) i „gauleiterem” (tak Ukraińcy pod okupacją nazywają szefów miejscowych administracji) Denisem Puszylinem.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony mają coraz większy zasięg. "Są lepsze od zachodnich sankcji"

„Kadyrowcy” wynajmowali ocalałych miejscowych do zbierania złomu na terenie zrujnowanego i zaminowanego kombinatu Azowstal. Szczególnie zależało im na miedzianych przewodach. Sami nie chcieli go szukać, to zbyt niebezpieczne. Mieszkańcy mówią, że prawie codziennie na terenie kombinatu słychać było jakieś wybuchy.

Ale skłócony z Czeczenami Puszylin nie pozwalał im wywozić zagrabionego metalu. Porzucili więc intratny biznes.

Teraz miejscowi na własną rękę szukają kabli w ruinach i wśród min, spalają ich izolację, by uzyskać metal, który skupują teraz już ludzie Puszylina. W Mariupolu nie ma pracy, każdy zarobek się liczy.

Konflikty zbrojne
Wojna w Gazie. Putin i Raisi wzywają strony konfliktu do "rozsądnej powściągliwości"
Konflikty zbrojne
Izraelskie ataki w Strefie Gazy. Celem Rafah i Beit Hanoun
Konflikty zbrojne
Prezydent Ukrainy Zełenski podpisał ustawę o mobilizacji
Konflikty zbrojne
Zełenski o ataku na elektrociepłownię: Skończyły nam się rakiety
Konflikty zbrojne
Podwodna wojna hybrydowa zagraża miliardowi cywilów w państwach NATO