Czytaj więcej
24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Ukraiński wywiad twierdzi, że Korea Północna będzie przez półtora miesiąca...
Jak informuje niezależny rosyjski portal Meduza, prorządowym dziennikarzom nakazano, by nie poruszali tematu kolejnej fali mobilizacji ani nawet nie dementowali pogłosek o ewentualnym poborze. "I w ogóle rozmawiajcie na ten temat jak najmniej” - zalecono.
Powodem są niepokoje społeczne. Pracownik prorządowych mediów wyjaśnił, że publikacje o mobilizacji zyskują dużą liczbę wyświetleń, ponieważ ludzie dostrzegają w nich bardzo konkretne sygnały.
- Jak wierzymy w Rosji, jeśli władze czemuś zaprzeczą, to na pewno tak się stanie – wyjaśnił.
Rozmówcy Meduzy zauważyli, że żądanie Kremla dotyczy także wypowiedzi szefa Komitetu Obrony Dumy Państwowej Andrieja Kartapolowa (wcześniej to on obalił „rozkaz” o nowej fali mobilizacji – jego słowa cytowało wiele prorządowych mediów).
Deputowany stał się powszechnie znany we wrześniu ubiegłego roku, kiedy „zakwestionował” przygotowania do mobilizacji tuż przed jej rozpoczęciem. Ponadto to Kartapołow jesienią ubiegłego roku, komentując zmianę wieku poborowego, zapewniał, że do armii nie potrzeba 18-letnich poborowych i teraz do służby będą przyjmowani od 21. roku życia. W efekcie władze podniosły jedynie górną granicę poboru (do 30 lat) – dolną zaś pozostawiły na niezmienionym poziomie.
Z obserwacji Meduzy wynika, że część najpopularniejszych mediów prorządowych przestała już cytować Kartapołowa.
Kreml "nie potrzebuje niepokojów" przed wyborami
Kreml sugerował, aby zamiast zaprzeczania mobilizacji, propagandyści skupili się na publikacjach na temat rekrutacji żołnierzy kontraktowych, która rzekomo przebiega z dużymi sukcesami.
Źródło Meduzy bliskie rosyjskiej administracji prezydenckiej wyjaśniło to zalecenie, stwierdzając, że sama wzmianka o mobilizacji „bardzo niepokoi społeczeństwo”, a przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku Kreml nie potrzebuje takiego „niepokoju”.
Czytaj więcej
Chcemy kontrolować całą ziemię, którą wpisaliśmy do konstytucji jako naszą - powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w rozmowie z publicystą "T...
- To wpływa na nastroje ludzi. Niektórych może zachęcić do protestów, inni nie zagłosują na Putina lub nie pójdą do urn - mówiło źródło.
Utrudniłoby to realizację zadania administracji prezydenckiej, który zamierza zapewnić Putinowi rekordowe wyniki w wyborach w 2024 roku.