Czytaj więcej
24 lutego 2022 r. Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Wołodymyr Zełenski mówi, że sytuacja w Donbasie staje się jeszcze poważniejsza.
Z relacji Jefremowa wynika, że w jednym z miejsc na południu Ukrainy "przesłuchania i tortury trwały około tygodnia". - Każdego dnia i każdej nocy, czasem dwa razy dziennie - mówi Rosjanin.
Jefremow został usunięty z armii za to, że odmówił powrotu na Ukrainę. Następnie zbiegł z Rosji.
BBC na podstawie zdjęć i dokumentów wojskowych doświadczonych przez byłego oficera potwierdziło, że był on na Ukrainie w pierwszej fazie wojny. Jefremow służył w obwodzie zaporoskim, w tym w Melitopolu.
Jefremow trafił na Krym 10 lutego 2022 roku. Kierował jednostką saperów z 42. Dywizji Piechoty, która na co dzień stacjonuje w Czeczenii. Jak mówi jemu i jego żołnierzom powiedziano, że "jadą na ćwiczenia".
Czytaj więcej
- Nie mam wiedzy o żadnych zaplanowanych wydarzeniach - tak rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow odpowiedział na pytanie czy Rosja będzie w jakikolwiek...
- W tamtym czsie nikt nie wierzył, że będzie wojna. Wszyscy sądzili, że to tylko ćwiczenia. Jestem pewnie, że nawet oficerowie starsi nie wiedzieli - mówi dziś były porucznik.
Były porucznik twierdzi, że gdy zorientował się, że ma jechać na wojnę, chciał odesłania go do domu. - Wyjaśniłem moje stanowisko dowódcy. Zabrał mnie do starszego oficera, który nazwał mnie zdrajcą i tchórzem - wspomina.
Jak dodaje pułkownik zagroził mu karą więzienia do 10 lat za dezercję i poinformował policję, że Jefremow chce porzucić służbę. Były porucznik skontaktował się wtedy z prawnikiem, który poradził mu, by nie opuszczał swojego oddziału.
- Bałem się, że trafię do więzienia - przyznaje.
Jefremow mówi, że przed wojną przez trzy lata zajmował się rozminowywaniem Czeczenii.
W związku z inwazją na Ukrainę porucznik stanął tymczasowo na czele plutonu piechoty. 27 lutego on i jego pluton miał wymaszerować w kierunku ukraińskiego Melitopola.
Następnie przez miesiąc Jefremow i jego żołnierze stanowili osłonę jednostki rosyjskiej artylerii. - Przez cały czas spaliśmy na zewnątrz. Byliśmy tak głodni, że zaczęliśmy polować na króliki i bażanty. Pewnego dnia weszliśmy do jednego domu. W środku był rosyjski żołnierz. - Jesteśmy z 100. Brygady i teraz tu mieszkamy - miał powiedzieć.
- Było tam tyle jedzenia. Lodówki były pełne. Było wystarczająco dużo jedzenia, by przetrwać wojnę atomową. Żołnierze, którzy tam mieszkali, łapali japońskie karpie w stawie na zewnątrz domu i jedli je - relacjonuje były porucznik.
Czytaj więcej
Stacja CNN rozmawiała z członkami ukraińskiej armii, którzy bronią swoich pozycji w okolicach Bachmutu. Od kilku tygodni walczą z setkami najemnikó...
W kwietniu jednostka Jefremowa została przerzucona do ochrony "dowództwa logistycznego" w mieście na północny-wschód od Melitopola. Tam, jak mówi, był świadkiem przesłuchań i nękania ukraińskich więźniów.
Były oficer wspomina dzień, gdy przyprowadzono trzech więźniów.
- Jeden z nich przyznał, że był snajperem. Słysząc to, rosyjski pułkownik stracił panowanie nad sobą. Uderzył go, ściągnął mu spodnie i spytał czy jest żonaty. "Tak" - odpowiedział żołnierz. "Więc niech ktoś przyniesie mi mopa". odparł pułkownik. "Zrobimy z ciebie kobietę i wyślemy żonie nagranie", dodał - relacjonuje były porucznik.
Innym razem więzień miał wymienić wszystkich ukraińskich nacjonalistów ze swojej jednostki. - Ukrainiec nie zrozumiał pytania. Odpowiedział, że jest żołnierzem piechoty morskiej. Za tę odpowiedź wybili mu zęby - mówi Jefremow.
Dziękuję Bogu, że nikogo nie skrzywdziłem, nikogo nie zabiłem. Dziękuję Bogu, że nie zginąłem
Były porucznik opowiada też, jak jednemu jeńcowi założono opaskę na oczy. - Pułkownik przystawił mu pistolet do głowy i powiedział: "Policzę do trzech, a potem strzelę ci w głowę" - wspomina.
- Policzył do trzech i strzelił dwa razy, z obu stron jego głowy - wspomina.
Przesłuchujący Ukraińców pułkownik miał odmawiać im jedzenia i kazać karmić ich tylko wodą i sucharami.
Jeden z jeńców miał zostać postrzelony przez pułkownika w ramię i nogę. Kula uszkodziła m.in. kość pod kolanem.
Po usunięciu go z armii za odmowę powrotu na Ukrainie, Jefremow postanowił uciec po ogłoszeniu w Rosji częściowej mobilizacji. W ucieczce pomogła mu organizacja Gulagu.net.
Pytany o stosunek Rosjan do wojny na Ukrainie, były porucznik odpowiada, że "nie rozumie jak mogą dać się oszukiwać". - Ale ten człowiek (Władimir Putin - red.) oszukiwał ich przez 20 lat, a wystarczy że powie słowo i ci ludzie są gotowi zabijać i umierać. Nie rozumiem tego - przekonuje.
Jefremow na koniec rozmowy przeprasza cały naród ukraiński za "przyjście do jego domu jako nieproszony gość, z bronią w ręku".
- Dziękuję Bogu, że nikogo nie skrzywdziłem, nikogo nie zabiłem. Dziękuję Bogu, że nie zginąłem. Nie mam nawet moralnego prawa prosić o wybaczenie od Ukraińców. Nie mogę sobie wybaczyć, Więc nie mogę oczekiwać, że mnie wybaczą - podsumowuje.