Fakt, że nasi rodacy walczą w Międzynarodowym Legionie Sił Zbrojnych Ukrainy, nie jest już dla nikogo tajemnicą. W ostatnich dniach media poinformowały o śmierci dwóch z nich: Krzysztofa Tyfla i Jana Szeremety, którzy zginęli pod Bachmutem. W czwartek Onet napisał o śmierci kolejnego Polaka: Daniela S. Nie ulega też wątpliwości, że większość walczy bez pozwoleń. Do kwietnia, zanim weszła w życie ustawa o obronie ojczyzny, wydawały je MSWiA i MON, a obecnie tylko MON.

Jak informuje resort, do końca października napłynęły 34 wnioski o zgodę na służbę w obcym wojsku, w czego 25 dotyczyło pełnienia służby w Siłach Zbrojnych Ukrainy. Tylko dwa rozpatrzono pozytywnie. Nieco więcej decyzji pozytywnych, bo 14, wydało MSWiA. Ochotników na pewno jest dużo więcej. – Liczba Polaków walczących w Ukrainie może wynosić kilkadziesiąt, żeby nie powiedzieć, że kilkaset – mówił w maju „Rzeczpospolitej” Mirosław Czech, dziennikarz, były poseł i działacz ukraiński.

Senacki projekt ustawy, przewidujący abolicję dla Polaków walczących w Ukrainie, utknął w sejmowej zamrażarce

Czy takie osoby będą karane? Wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz właśnie dość jasno zasugerował, że nie. „Kwestia wyłączenia odpowiedzialności karnej (...) oraz ocena zasadności karania udziału obywateli Polski w działaniach podejmowanych w obronie Ukrainy jest pochodną decyzji w zakresie oceny, czy przyjęcie przez obywatela Polski obowiązków w Siłach Zbrojnych Ukrainy lub innej ukraińskiej formacji wojskowej narusza interesy RP, czy jest zgodne z przepisami międzynarodowymi i polityką międzynarodową naszego kraju oraz jaki to będzie miało wpływ na zadania wykonywane przez Polskie Siły Zbrojne” – napisał w odpowiedzi na interpelację Hanny Gill-Piątek (Polska 2050).

Z wypowiedzi i działań przedstawicieli obozu rządzącego jasno wynika, że walki z Rosjanami ocenia on jako zgodne z interesami RP i polityką międzynarodową naszego kraju. Zgodnie z zapowiedzią wiceministra miałoby to wiązać się z „wyłączeniem odpowiedzialności karnej”. Jak to miałoby wyglądać w praktyce, Skurkiewicz jednak nie precyzuje.

Interpelacja, na którą odpowiedział, zawierała pytanie, czy rząd jest zainteresowany uchwaleniem senackiego projektu ustawy, przewidującego abolicję dla osób służących w 2022 r. w Siłach Zbrojnych Ukrainy lub innych ukraińskich formacjach. Projekt utknął w sejmowej zamrażarce, a jego autor, senator niezależny Krzysztof Kwiatkowski uważa, że abolicja byłaby lepszym rozwiązaniem niż mgliste obietnice MON.

– Służba bez zgody w obcej armii jest przestępstwem formalnym, co oznacza, że decyzję o umorzeniu może podjąć nie tylko sąd, ale też prokurator, jednak po zbadaniu okoliczności popełnienia czynu. Narażamy więc ochotników z Ukrainy na śledztwa, przesłuchania i brak gwarancji pozytywnego rozstrzygnięcia – mówi Kwiatkowski.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Sejm nie pamięta o bohaterach

– Być może istnieje jakieś porozumienie między MON a prokuratorem generalnym co do wytycznych dla prokuratur, ale co się stanie, jeśli hipotetycznie za kilka lat do władzy dojdzie Grzegorz Braun? – pyta Andrzej Turczyn, adwokat specjalizujący się m.in. w kwestiach związanych z obronnością i bronią palną. Również on twierdzi, że najlepiej ochotników z Ukrainy zabezpieczałaby ustawa abolicyjna.

Kwiatkowski mówi, że będzie zabiegał na rzecz prac nad projektem w Sejmie, i dodaje, że Polska jest to winna ochotnikom. – Duża część z nich na żadną wojnę się nie wybierała, tylko ona przyszła do nich, bo np. mieszkali we wschodniej Ukrainie, mając tam rodziny i domy – dodaje.