Rosjanie piąty miesiąc szturmują okolice Bachmutu, posuwając się kilkaset metrów do przodu w ciągu tygodnia. Jednak w ciągu ostatnich dni atakowali tam w trzech miejscach i w jednym udało im się posunąć trochę dalej.

Ukraińcy odbili ich ataki na południe od miejscowości (odległej około 100 kilometrów od Doniecka). „Rosyjskie wojska pchają się z południowego wschodu, ale w ciągu tygodni dosłownie nie zrobiły żadnych postępów” – podsumował te walki jeden z niemieckich ekspertów.

Czytaj więcej

Emmanuel Macron mówi o gwarancjach bezpieczeństwa dla Rosji

Ale na północ od Bachmutu Rosjanie zaczęli ją okrążać. Walki trwają już prawdopodobnie między domami w Soledarze, miejscowości leżącej 10 kilometrów na północ od Bachmutu i równie zajadle szturmowanej. Sytuacja zmienia się jednak bardzo szybko, Ukraińcy bowiem wysłali bliżej nieokreślone „znaczne posiłki” obrońcom tego rejonu.

Rosjanie próbują też odrzucić Ukraińców z przedmieść Doniecka, z miejscowości Marinka, gdzie front nie drgnął w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy. Nie wydaje się, by ich ataki uwieńczone zostały jakimkolwiek sukcesem. Z tamtejszych zamarzniętych na kamień ukraińskich okopów świetnie widać stolicę Donbasu.

Wydaje się, że krwawe rosyjskie szturmy mają doprowadzić wojska Kremla na granicę obwodu donieckiego i to jest jedyny cel wielomiesięcznej bitwy o Bachmut i okoliczne miejscowości. Jeśli tak, to wykonują one jedynie polecenie polityczne, z wojskowego punktu widzenia zdobywanie tych właśnie miasteczek nie ma zbyt dużego sensu.

Równie zajadle, tym razem jednak Ukraińcy atakują na granicy obwodów charkowskiego i ługańskiego. W zasadzie walki trwają od samej granicy z Rosją, po rzekę Doniec (za którą znajduje się utrzymywany przez Ukraińców Siwersk i zdobyty w lipcu przez Rosjan Łysyczańsk). Koncentrują się jednak na północ od rzeki, między Kreminną a leżącym dalej na północ Swatowem.

Wyzwolenie któregokolwiek z tych miasteczek doprowadzi do zrolowania rosyjskiego frontu. Po ciężkich walkach Ukraińcy na południe od Swatowego dotarli do drogi łączącej je z Kreminną, w okolicach Czernopopiwki.

„Tylko część wsi została zajęta przez naszych, ale to dość duża wieś” – pisze jeden z żołnierzy znajdujących się w pobliżu frontu walk. Dokładne położenie wojsk nie jest znane, na pewno jednak szosa ze Swatowego do Kreminnej znajduje się w zasięgu ukraińskiego ognia i to z broni niezbyt dużych kalibrów.

- Jesteśmy dosłownie kilka kilometrów od Kreminnej – twierdzi szef ukraińskiej administracji obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj. Do miasteczka Ukraińcy zbliżają się nie tylko od Czernopopiwki, ale i z lasów leżących na południowym zachoduzie Jak twierdzą zachodni eksperci, analizujący zdjęcia satelitarne, z tej strony Ukraińców dzieli od miasteczka rzeczywiście niewiele, może nawet tylko dwa kilometry.

Czytaj więcej

Były szef Roskosmosu: Wojna będzie trwała, póki Rosja nie weźmie Kijowa

Ukraińskie oddziały bez większych przeszkód wspiera w tym rejonie lotnictwo (nie tylko helikoptery, ale i samoloty). To chyba świadczy o tym, że rosyjska obrona utraciła stabilność (przynajmniej miejscowo).

„Przeciwnik zdołał osiągnąć na razie ograniczony sukces” – przyznał nawet jeden z rosyjskich komentatorów wojskowych.

Najdziwniejsze i jednocześnie niezbyt zrozumiałe rzeczy odbywają się jednak w zupełnie innej części frontu, w stepach na południu od Zaporoża. Walki trwały tam z mniejszą intensywnością niż w w obwodach donieckim czy ługańskim. Ale doprowadziły do zaskakujących rezultatów.

„Rosjanie zaczęli wycofywać wojska z obwodu zaporoskiego. Wywieźli swe oddziały z kilku wiosek i porzucili domy, w których kwaterowali. Wywożą kradzione rzeczy. Oprócz tego prowadzą tzw. spis ludności chętnej do dobrowolnej ewakuacji” – poinformował ukraiński sztab generalny.

Wśród miejscowości, z których Rosjanie mieli wywieźć swoje oddziały są i Połohy, w których i w pobliżu których znajdują się skrzyżowania ważnych szlaków komunikacyjnych, zarówno drogowych, jak i kolejowych. „Stamtąd jest prosta droga do Berdiańska!” – denerwują się rosyjscy komentatorzy wojskowi.

Rzeczywiście, Połohy i Berdiańsk (port nad Morzem Azowskim) dzieli w prostej linii 80 kilometrów przez step. Ewentualną rosyjską ewakuację czyni prawdopodobnym wywożenie przez nich kradzionych rzeczy. Zawsze tak robili przed odwrotem, ostatnio z Chersonia.

Jednak sami Ukraińcy są sceptyczni. Rosyjskie jednostki w Połohach ostatnio mocno oberwały od ukraińskich ostrzałów (szczególnie oddziały z Północnej Osetii), możliwe więc że dowództwo prowadzi rotację, wycofując przetrzebione bataliony. Mieszkańcy świeżo wyzwolonej Chersońszczyzny przestrzegają z kolei przed prowokacjami. „U nas robili tak kilkakrotnie, wycofywali na kilka dni żołnierzy z wiosek i obserwowali jak zachowują się mieszkańcy. Były potem represje i to krwawe. Dlatego w Chersoniu nie uwierzyliśmy w wyzwolenie dopóki na własne oczy nie zobaczyliśmy naszych” – piszą w sieciach społecznościowych.

Ale niepokój rozprzestrzenia się i wśród rosyjskich imperialistów, z innego powodu. „Nie wierzę w porzucenie (obwodu) zaporoskiego. (…) Chcę po prostu wierzyć, że to nie kolejna ucieczka. Możecie nazwać to wiarą religijną” – pisze z kolei jeden z nich, Roman Sapońkow.