Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 267

Siewiera powiedział, że został zobowiązany przez prezydenta Dudę do przekazania, że 48 godzin po incydencie w Przewodowie, gdy istniała obawa, że na terytorium RP mogła spaść rosyjska rakieta, "pokazały niezwykłą siłę i odpowiedzialność nie tylko państwa i organów administracji, ale również rolę mediów".

- Bardzo odpowiedzialną postawę wszystkich uczestników sceny politycznej. I to jest jedna z najważniejszych lekcji, jaką wyciągamy z tych 48 godzin - powiedział szef BBN.

Siewiera zaznaczył, że śledztwo w sprawie wybuchu w Przewodowie prowadzi polska prokuratura, ale nie jest wykluczone, że jeśli Ukraina wystąpi z takim wnioskiem, grupa śledcza może być polsko-ukraińska.

- Już wczoraj została przekazana stronie ukraińskiej przez ambasadora nota, która informowała o tym, że strona polska dopuszcza obecność na miejscu zdarzenia przedstawicieli administracji ukraińskiej - powiedział.

Pytany, czy w kwestii śledztwa doszło do napięć między Polską a Ukrainą, Siewiera odparł, że "całe ostatnie 48 godzin to sytuacja dużego napięcia na wszystkich możliwych płaszczyznach", ale obecnie nie ma żadnych kwestii spornych.

Ze wstępnych ustaleń, jak mówił major, wynika, że pocisk, który spowodował smierć dwóch Polaków w Przewodowie, "to pocisk S-300 sowieckiej produkcji wystrzelony z terytorium Ukrainy w celu przechwycenia innego środka napadu powietrznego".

Szef BBN przekazał także, że w procedowanej obecnie ustawie o ochronie ludności znajduje się zapis, który nakłada na operatorów telefonii komórkowej wyposażenie aparatów w aplikację ostzregająca o niebezpieczeństwie, jaka obecnie wykorzystywana jest w Ukrainie.