Ogłaszanie aneksji wielkiego terytorium należącego do sąsiedniego państwa po przeprowadzeniu naprędce pseudoreferendum to od wielu dekad najbardziej bezczelny przykład łamania prawa międzynarodowego. Ukraińskie obwody, które Rosja uznała za swoje, to ponad 100 tysięcy kilometrów kwadratowych. To tak, jakby nagle miała zniknąć Bułgaria. Nie mówiąc o wielu innych krajach Unii Europejskiej, ponad połowa jest jeszcze mniejsza, w tym Węgry, najbardziej nieczułe w tym gronie na szalejący rosyjski imperializm.

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 219

Sprawa jest niezwykle poważna, egzystencjalna, Rosja dokonuje zbrodni, ale kremlowska uroczystość, na której się to wszystko odbywało, trudno opisywać w całkowicie poważnym tonie. Władimir Putin zachowywał się jak szef upadającego koncernu, który jeszcze niedawno obiecywał, że podbije wielki rynek, ale rzeczywistość zmusza go do tego, by zachwalać sukces w niszy. Odniesiony wielkim kosztem i za pomocą brutalnych, nieakceptowalnym metod - czego już nie nagłaśnia.

Spośród absurdalnych ataków Putina na zły Zachód, który jego zdaniem chwali się swoją demokracją, sprawiedliwością i poszanowaniem prawa, a ich nie przestrzega, w przeciwieństwie oczywiście do Rosji; spośród karkołomnych sugestii, że to nie Moskwa prowadzi kolonialną politykę i nie ona okupuje, lecz ma zasługi w walce z kolonializmem Zachodu i obnażaniu amerykańskiej okupacji - można próbować wyłowić to, co chciał przedstawić w sprawie przyszłości wojny na Ukrainie i granic ambicji imperialnych. Pamiętając naturalnie, że miał dwa cele: zaspokojenie nacjonalistycznej żądzy rodaków i odwołanie się do tej części międzynarodowej społeczności, która chce, by konflikt jak najszybciej się zakończył.

Czytaj więcej

Putin: Rosja nie potrzebuje już ZSRR

Co do ambicji imperialnych - Putin zasugerował, że upadek ZSRR to rzecz straszna, ale odbudowa go nie jest niezbędna. Granice wymarzonego przez Putina imperium się więc chwilowo zmniejszyły, choć w jakim stopniu - nie jest jasne. Zawsze ktoś może go przecież poprosić o obronę języka, kultury, wiary czy jeszcze czegoś.

A propozycja zakończenia obecnej wojny pod warunkiem, że Ukraina uzna za nie swoje cztery obwody, w tym ich części, które kontroluje, nie brzmi poważnie chyba nawet dla prorosyjsko nastawionych ludzi Zachodu.

Dla realistów, których od początku inwazji przybyło, jest jasne, że przegrywający przywódca chce dostać czas na wzmocnienie. Po to, by wrócić do pierwotnego celu: zniewolenia Ukrainy i rozbicia Zachodu.

Nie może go dostać. Odpowiedzią Zachodu nie mogą być teraz jedynie werbalne zapewnienia, że uznają i zawsze będą uznawać Ługańsk, Donieck, Chersoń, Zaporoże i Krym za ukraińskie. Potrzebne jest szybkie i zdecydowane militarne wsparcie Kijowa.

A także poważne potraktowanie decyzji Ukraińców, którzy po przemówieniu Putina zgłosili się do NATO. To nie oznacza, że Ukraina zostanie w dającej się przewidzieć przyszłości członkiem sojuszu. Ale w tej na razie niedającej się przewidzieć: albo Rosja będzie neutralna i niezdolna do podbojów, albo leżące u jej boku państwa Europy będą musiały być pod parasolem ochronnym militarnych struktur Zachodu - ich neutralność oznaczałaby bowiem wizję kolejnych wojen.