Czy to, co obserwujemy od kilku dni na okupowanych częściach obwodów donieckiego, ługańskiego, chersońskiego i zaporoskiego, można nazwać referendum?

Oczywiście, że nie. To nie ma nic wspólnego z definicją słowa „referendum”. Nie uznawaliśmy, nie uznajemy i nie będziemy uznawać żadnych kroków, których Rosja dokonuje na naszym terytorium. To jest sprzeczne zarówno z prawem ukraińskim, jak i międzynarodowym. Reakcja świata też już jest. Wielka Brytania wprowadziła z tego powodu kolejne sankcje. Jest odpowiednie oświadczenie Stanów Zjednoczonych i innych czołowych państw świata.

Czytaj więcej

Dagestan, jedyny zbuntowany region Rosji. Czym skończą się protesty przeciw mobilizacji?

Chyba są też tacy, którzy przeszli na stronę Rosjan na okupowanych terenach i organizują te pseudoreferenda?

Czeka tych ludzi postępowanie karne i zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Dla kolaborantów litości nie będzie, prędzej czy później trafią za kraty. Wiedzieli, na co się piszą. Takich ludzi nie jest dużo, a po skutecznym kontrataku ukraińskim w obwodzie charkowskim jest ich jeszcze mniej. Bo zrozumieli, że Rosja tam nie przyszła na zawsze. Mamy dane wywiadu i z nich wynika, że lokalni mieszkańcy masowo odmawiają współpracy z Rosjanami. Nie mogli znaleźć chętnych nawet do noszenia skrzynek. Znamy przypadki, gdy ludzi zmuszano do udziału w tak zwanym referendach. Pozbawiano pomocy humanitarnej albo pomocy medycznej. Zmuszają do tego emerytów, którzy od miesięcy nie mogą otrzymać emerytury i nie mają za co żyć.

Czyli niektórych zmuszają do wyboru – głodować, czy uczestniczyć w rosyjskiej farsie?

Dokładnie. Co więcej, osoby w wieku zdolnym do pracy, które nie chcą w tym uczestniczyć, wsadzają do piwnic i podejrzewają o „nielojalność”. Biją i torturują. Zwracają się do nas kobiety, którym grożą odebraniem dzieci, jeżeli nie wezmą udziału w pseudoreferendum. Zamknęli też wyjazd z terenów okupowanych, zwłaszcza dla mężczyzn. Najpierw chcą ogłosić aneksję, następnie rozdać paszporty i zmobilizować miejscowych mężczyzn.

Chcą zmusić Ukraińców, by strzelali do Ukraińców?

Tak. Robią to całkowicie świadomie i cynicznie. Nawet tego nie ukrywają. W pierwszej kolejności chcą zmobilizować mieszkańców obwodów donieckiego i ługańskiego, a następnie całą resztę.

Jak w tej sytuacji będzie się zachowywała ukraińska armia?

Muszą się na wszelkie możliwe sposoby bronić przed przyjęciem rosyjskiego paszportu. W miarę możliwości ewakuować się lub zmienić miejsce zamieszkania. Ci, którzy zostaną jednak zmobilizowani przez Rosjan, muszą skontaktować się z nami poprzez specjalnie utworzone czaty w sieciach społecznościowych. Dowiedzą się, jak mają postępować, by poddać się ukraińskiej armii. Jeżeli to w odpowiednim czasie zrobią, nie zostaną ukarani. Ale jeżeli ktoś bierze rosyjski paszport, daje się zmobilizować i staje w jednym szeregu, ramię w ramię, z rosyjskimi okupantami, to takie osoby zostaną zniszczone.

Mobilizowanych z okupowanych terenów mogą przecież wysłać w pierwszym szeregu, by ustalić pozycje ukraińskich sił.

To prawda. Już tak robią, wysyłając ludzi na pola minowe, nie dając im żadnej mapy. Bo chcą w ten sposób sprawdzić, gdzie znajdują się zaminowane tereny. Ostrzegaliśmy jeszcze pół roku temu, że tak będzie, wzywaliśmy do ewakuacji. Niestety, nie wszyscy nas usłyszeli, nie wszystkim to się udało.

A czy to nie jest tak, że ogłaszając mobilizację i rozpoczynając aneksję tych terenów, Putin wysyła sygnał do Kijowa i świata, że może zakończyć wojnę na tym etapie?

To nie jest możliwe. Bo nasza armia walczy i kontratakuje. Poza tym naród ukraiński, jak wynika z sondaży, nie zaakceptuje żadnych rozmów, dopóki Rosjanie nie opuszczą całego terytorium Ukrainy w granicach uznawanych przez prawo międzynarodowe. Dopiero później można będzie o czymś z nimi rozmawiać. Uważam jednak, że Putin nie chce się dogadywać, lecz potrzebuje jedynie przerwy. Popełnił ogromny błąd, ogłaszając mobilizację. Otworzył puszkę Pandory, bo wojna przyszła do domów Rosjan. Wiedzieliśmy, że brakuje mu żołnierzy. Ale uważaliśmy zarazem, że ogłoszenie mobilizacji będzie najgorszą decyzją dla niego. Zrobił to. Annuszka wylała olej, jak pisał niegdyś Bułhakow (w powieści „Mistrz i Małgorzata” oznacza to, że wydarzyło się coś nieodwracalnego – red.). Moja babcia z zachodniej Ukrainy mówiła, że jak Bóg chce kogoś ukarać, to odbiera mu rozum. Putin pozostał właśnie sam na sam ze swoją paranoją. Ogłoszenie mobilizacji to początek końca Putina.

Pewnie są kraje świata demokratycznego, które chciałyby jak najszybciej zakończyć tę wojnę, nawet kosztem kolejnych okupowanych terytoriów Ukrainy?

Są. Niestety, muszę to powiedzieć, ale w tym gronie znajdują się Niemcy. Bo są bardzo zależne od Rosji i jej surowców energetycznych. Niezależnie od tego, co mówią politycy w Berlinie, podświadomie myślą, że to się uda jakoś załatwić. Uważają, że trzeba siadać i się dogadywać. Muszą zdjąć różowe okulary i spojrzeć prawdzie w oczy. Tego nie będzie. Sytuacja będzie się pogarszała. Jeżeli nie zmienią swojego zachowania hegemoni Europy, tacy jak Niemcy czy Francja, sytuacja wewnątrz ich krajów będzie tylko się pogarszać. Putin szantażuje i poniża Europę.

Zwolennicy najszybszego zawarcia układu z Putinem wprost prezydentowi Zełenskiemu nie odważą się tego powiedzieć?

Atomowe groźby Federacji Rosyjskiej traktujemy bardzo poważnie. Wiemy, że to nie są tylko pogróżki

Iryna Wereszczuk

Nikt nie jest w stanie naciskać na prezydenta Zełenskiego. Jest nastawiony na zwycięstwo. A nawet jeżeli jakieś kraje wysyłają jakieś sygnały, to my nie zwracamy na to uwagi. To ich modus operandi, a nasz modus vivendi mówi nam, że musimy walczyć o swoje przetrwanie. Oni nie odczuwają zagrożenia egzystencjalnego. My to odczuwany codziennie.

Ale Rosja grozi Ukrainie bronią nuklearną. Jak do tego podchodzą w Kijowie?

Atomowe groźby Rosji traktujemy bardzo poważnie. Wiemy, że to nie są tylko pogróżki. Niestety, Zachód, na czele z USA, nieco inaczej widzi to zagrożenie. Traktują Rosję jako słabszego gracza. My zaś jesteśmy przekonani, że Putin stanowi poważne zagrożenie, również dla USA. Zajęli już zaporoską elektrownię, największy obiekt atomowy w Europie. Uważam, że reakcja światowych mocarstw na te działania Rosji i szantaż nuklearny jest niewystarczająca. Dlatego Putin uważa, że może dosłownie wszystko.

Przecież Stany Zjednoczone i inne zachodnie państwa nuklearne ostrzegają Rosję przed użyciem broni atomowej. Czy to nie wystarczy?

Oczywiście, że nie wystarczy. Mamy do czynienia z półsankcjami. Jedno zabraniają, ale drugie pozwalają. Z jednej strony jest embargo na gaz i ropę, z drugiej strony go nie ma. To samo dotyczy technologii i innych rzeczy. Mam wrażenie, że próbuje się zmęczyć Putina, ale niestety, kosztem naszych poległych żołnierzy i naszych zamordowanych cywili. To wszystko tylko pogarsza sytuację takich krajów, jak Stany Zjednoczone. Nie są w stanie przewidzieć dalszych wydarzeń, decyzję w Rosji podejmuje jedna osoba i ma tylko jeden przycisk.

Czytaj więcej

W Niemczech zaczyna brakować miejsc dla Ukraińców. A rząd chciałby otworzyć granice dla dezerterów z Rosji

Co według pani powinni powiedzieć Rosji przywódcy demokratycznych państw nuklearnych?

Powinni raczej zrobić, a nie tylko powiedzieć. Powinni mieć dokładny plan na wypadek tego, jeżeli do tego dojdzie. Co będzie w przypadku sytuacji A, B czy C. Zero reakcji na zajęcie czarnobylskiej elektrowni, zmusiliśmy ich do wycofania się stamtąd. Do zaporoskiej elektrowni pojechała misja Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Porozmawiali, popatrzyli i może jakieś decyzje kiedyś zapadną. Putin już nie ma czasu, bo jego problemy się kumulują. My również już nie mamy czasu, nasi ludzie giną. Putin niszczy naszą infrastrukturę krytyczną i cywilną. A jednocześnie, w kuluarach, próbuje dogadywać się z zachodnimi państwami odnoście do eksportu surowców energetycznych. Jego szantaż atomowy ma na celu m.in. przykrycie tego procesu.

We wtorek były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew napisał, że jeżeli Rosja użyje broni atomowej wobec Ukrainy, państwa zachodnie „nie będą chciały ginąć w atomowej apokalipsie”.

Gdzie znajdują się jego dzieci? Gdzie ulokował swoje pieniądze? Zachód nie zastosował wobec niego wszystkich swoich narzędzi. Gdyby to zostało zrobione, nie pisałby takich rzeczy. System bezpieczeństwa międzynarodowego nie działa.

Z tego, co pani mówi, wynika, że Ukraina będzie nadal walczyć, nawet ze świadomością, że Moskwa może uderzyć bronią nuklearną?

Putin w najbliższym czasie ogłosi aneksje naszych terytoriów i już tego samego dnia otrzyma potężny cios. I będziemy walczyć, dopóki Putin nie polegnie, albo się nie wycofa z naszej ziemi. Nie mamy wyboru. Nieważne, czy mamy do czynienia z zagrożeniem atomowym, czy innym. Walczymy o przetrwanie. To walka na śmierć i życie. Nie mamy dokąd się wycofywać. Putinowi nie chodzi wyłącznie o Ukrainę. Stawka jest znacznie większa.