Zdjęcia opublikowane przez niezależną firmę satelitarną Planet Labs pokazały niemal identyczne kratery w miejscu budynków na terenie bazy lotniczej w miejscowości Saki. Baza na południowo-zachodnim wybrzeżu Krymu doznała rozległych zniszczeń, z wyraźnie widocznymi spalonymi szczątkami co najmniej ośmiu samolotów bojowych.

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 169

Rosja zaprzeczyła, że samoloty zostały uszkodzone i powiedziała, że eksplozje widziane w bazie we wtorek były przypadkowe.

Ukraina nie przyznała się publicznie do odpowiedzialności za atak ani nie powiedziała, jak dokładnie został on przeprowadzony.

"Oficjalnie niczego nie potwierdzamy ani nie zaprzeczamy.  Istnieje wiele scenariuszy tego, co mogło się wydarzyć... pamiętając, że było kilka epicentrów wybuchów dokładnie w tym samym czasie - powiedział agencji Reutera doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak.

Zachodni eksperci wojskowi powiedzieli, że skala zniszczeń i precyzja uderzenia sugerują potężną nową zdolność ukraińskiej armii.

Rosja, która zaanektowała Krym w 2014 roku, wykorzystuje półwysep jako bazę dla swojej floty czarnomorskiej i jako główną drogę zaopatrzenia dla swoich sił inwazyjnych okupujących południową Ukrainę, gdzie Kijów planuje kontrofensywę w najbliższych tygodniach.

"Nie jestem analitykiem wywiadu, ale nie wygląda to dobrze" - napisał na Twitterze Mark Hertling, były dowódca sił lądowych USA w Europie. "Ja jestem. Jest bardzo dobrze" - odpowiedział jego kolega, emerytowany amerykański generał, Michael Hayden, były szef CIA i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego.

Dokładny sposób przeprowadzenia ataku pozostaje tajemnicą. Niektórzy ukraińscy urzędnicy sugerowali, że mógł to być sabotaż. Jednak niemal identyczne kratery po uderzeniu i jednoczesne eksplozje wskazują na to, że w bazę uderzyła salwa nowej broni dalekiego zasięgu, zdolnej do uniknięcia rosyjskiej obrony.

Czytaj więcej

Łotewski parlament uznaje Rosję za państwo wspierające terroryzm

Baza znajduje się poza zasięgiem zaawansowanych rakiet, do których wysyłania na Ukrainę przyznają się kraje zachodnie, ale w zasięgu potężniejszych wersji, o które zabiegał Kijów. Ukraina posiada również własne rakiety typu ziemia-okręt, które teoretycznie mogłyby zostać wykorzystane do rażenia celów na lądzie.

Nowy etap konfliktu

Oczekuje się, że w najbliższych tygodniach wojna na Ukrainie wejdzie w nową fazę. Ukraina wyparła siły rosyjskie ze stolicy Kijowa w marcu i z obrzeży drugiego co do wielkości miasta Charkowa w maju. W czerwcu Rosja zdobyła kolejne tereny na wschodzie w wielkich bitwach, w których zginęły tysiące żołnierzy po obu stronach.

Czytaj więcej

Rosjanie nie zgadzają się, by Szwajcaria reprezentowała interesy Ukrainy

Od tego czasu linie frontu pozostają w dużej mierze statyczne, ale Kijów twierdzi, że przygotowuje się do wielkiego natarcia, aby odzyskać południowe regiony Chersonia i Zaporoża.

Rosja wzmocniła te obszary, ale jej obrona zależy od możliwości kontrolowania linii zaopatrzenia, aby zaopatrzyć swoje oddziały w tysiące pocisków dziennie, które jej ciężkie siły artyleryjskie mają w zwyczaju wystrzeliwać.

Kijów ma nadzieję, że przybycie w zeszłym miesiącu amerykańskich systemów rakietowych zdolnych do uderzania w rosyjskie cele znajdujące się za linią frontu może przechylić szalę na jego korzyść. Jednak do tej pory Zachód wstrzymywał się z dostarczeniem rakiet o większym zasięgu, które mogłyby uderzyć w głąb Rosji lub w liczne bazy Moskwy na zaanektowanym Krymie.