Premier Viktor Orbán wygłosił swoje tradycyjne przemówienie do Węgrów w sobotę na 31. letnim uniwersytecie w Baile Tusnad (węg. Tusnádfürdö) w Transylwanii w Rumunii.
W Rumunii mieszka około półtora miliona członków tej grupy etnicznej. Letni uniwersytet ma ponad 30-letnią historię, ale z powodu pandemii nie obył się dwóch ostatnich latach,
W tym roku letni uniwersytet odbywa się pod hasłem „Jest coś wiecznego”. Głównymi tematami przemówienia Orbána były rosyjska wojna na Ukrainie, sankcje UE wobec Rosji i ich wpływ na bezpieczeństwo energetyczne i inflację.
Węgierski premier uznał m.in., że przyczyną wybuchu wojny była rosyjska potrzeba gwarancji bezpieczeństwa od Zachodu.
Czytaj więcej
Rosjanie „mówią starym językiem”, ale „to nie znaczy, że to, co mówią, nie ma sensu” - ocenił premier Węgier Viktor Orbán, stwierdzając, że najeźdź...
Odnosząc się do wojny na Ukrainie, Orbán powtórzył, że „to nie jest nasza wojna”.
- Wojna nigdy by nie wybuchła, gdyby prezydent USA Donald Trump i kanclerz Niemiec Angela Merkel pozostali u władzy - stwierdził premier.
Poruszył też kwestię stosunków węgiersko-polskich.
Jego zdaniem rosyjska inwazja na Ukrainę wstrząsnęła współpracą polsko-węgierską, stanowiącą dotąd podstawę grupy Wyszehradzkiej.
Orbán uważa, że cele Polski i Węgier są takie same, ale "problem leży po stronie serca". O ile Węgry postrzegają wojnę jako konflikt dwóch słowiańskich narodów, to Polacy "czują, że sami w niej walczą".
- Przy pomocy rozumu trzeba uratować z naszej przyjaźni wszystko, co się da, na czasy powojenne - powiedział Orbán.