"Zagrożenie ze strony Białorusi nigdy się nie zmniejszyło, ale żeby ponownie rozwinąć ofensywę z terytorium tego kraju, trzeba stworzyć silną grupę ofensywną. Przekonaliśmy się o tym już w pierwszych tygodniach pełnej inwazji rosyjskiej. To właśnie dzięki nieprzyjaznym działaniom Republiki Białorusi Rosja tak szybko dotarła na przedmieścia Kijowa. Wtedy powstała bardzo silna grupa. Teraz takiej grupy nie widzimy - powiedział  rzecznik Ministerstwa Obrony Ukrainy Ołeksandr Motuzianyk.

Podkreślił jednocześnie, że działania przeciwnika zmuszają stronę ukraińską do utrzymywania wojsk na granicy z Białorusią.

Czytaj więcej

Sondaż: Ukraińcy najbardziej pozytywnie postrzegają Dudę, Johnsona i Bidena

- Do tej pory Rosja realizuje następującą taktykę: główny nacisk kładzie na obwód ługański, doniecki, reszta to ciągły ostrzał, odwracanie naszej uwagi, powstrzymywanie działań naszych jednostek. W ten sposób zmuszają nas do utrzymywania tam wojsk. Mamy świadomość, że gdy tylko zabierzemy jednostki, oni mogą przeprowadzić drugą ofensywę. Nie widzimy tego w najbliższej przyszłości, ale jesteśmy zmuszeni do wzmocnienia tego kierunku - podkreślił Motuzianyk.

Obecnie białoruska armia liczy ponad 60 tys. żołnierzy, a w związku z utworzeniem Południowego Dowództwa Operacyjnego zwiększy się o prawie 20 tys. osób - zaznaczył. Obecnie na granicy z Ukrainą w obwodach brzeskim i homelskim stacjonuje do siedmiu batalionów - około 3,5-4 tys. żołnierzy. W tym samym czasie w kilku miejscowościach stacjonują wojska rosyjskie.

- Ze względu na to, że Białoruś zapewnia Rosjanom całą logistykę, możliwe jest, że Rosjanie będą mogli szybko przerzucić dodatkowe rezerwy na terytorium Białorusi. Muszą jednak przygotować się do ofensywy. Na dzień dzisiejszy tego nie widać - podsumował Motuzianyk.