W Moskwie odbył się jubileuszowy szczyt Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), powstałej 30 lat temu na miejsce rozwiązanego Układu Warszawskiego i mającej gwarantować rosyjskie wpływy przynajmniej w postsowieckich państwach.

Obecnie jednak ODKB, pomyślana jako przeciwwaga dla NATO, jest bliższa rozkładu niż działań na rozkaz Rosji.

Co może Kreml

– Putin potrzebuje jakichkolwiek międzynarodowych wizyt, by udowodnić, że nie znajduje się w pełnej izolacji, dlatego Kreml wymusił (szczyt ODKB) u siebie – uważa jeden z rosyjskich politologów. Z tego powodu spotkanie przywódców sześciu krajów wchodzących w skład organizacji (Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgizji, Rosji i Tadżykistanu) odbywa się w Moskwie, a nie w Erywaniu, choć to Armenia w obecnym roku przewodniczy ODKB i to ona powinna gościć zgromadzenie.

Czytaj więcej

Wystrzelony w czasie wojny rosyjski satelita z literą „Z” spada na Ziemię

– Mam nadzieję, że organizacja będzie się dalej rozwijać mimo ciężkich czasów. Chciałbym tylko przypomnieć, że ciężkie czasy były też w 1992 i w 2002 roku – witał gości Władimir Putin.

Premier Armenii i prezydenci pozostałych państw najbardziej obawiali się w Moskwie nagabywań Putina o udzielenie pomocy wojskowej w agresji na Ukrainę. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku – gdy Kreml ogłosił ultimatum NATO – emisariusze Moskwy namawiali członków ODKB do uczestnictwa w „pokojowej operacji specjalnej na postukraińskim terytorium”. Ale napotkali opór, formalnie uzasadniany tym, że Ukraina nie jest członkiem organizacji.

Czytaj więcej

Donald Trump nie chce pomagać Ukrainie. Ale Putin już nie jest „geniuszem”

Bezradność rosyjskiej armii w starciu z ukraińską postawiła przed nimi kolejny problem: czy parasol bezpieczeństwa Kremla jest naprawdę niezawodny (potencjał wojskowy ODKB to w 90 proc. rosyjska armia). W ciągu 30 lat organizacja tylko raz przeprowadziła wspólną operację, w styczniu obecnego roku, pomagając stłumić antyrządowe rozruchy w Kazachstanie. Pod naciskiem Moskwy odmówiła natomiast angażowania się w wojnę Azerbejdżanu z Armenią jesienią 2020 roku. Teraz Kazachstan, mimo styczniowej „operacji pokojowej”, wspiera jedynie Rosję w częściowym obchodzeniu sankcji nałożonych na jej sektor bankowy, ale nie zamierza angażować się w kremlowską wojnę z Ukrainą.

Nie ma problemów

ODKB nie potrafiła nawet zapanować nad własnymi członkami, między którymi dochodzi do starć zbrojnych: Tadżykistanem i sąsiednią Kirgizją.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

– Organizacja nie nabrała autorytetu i znaczenia. Główna przyczyna jest taka, że w państwach postsowieckich instytucje nie odgrywają większej roli. Najważniejsze decyzje podejmują i tak przywódcy, a organizacje istnieją tylko na papierze – uważa tadżycki politolog Marat Mamadszojew.

Przywódcy przybywający do Moskwy starali się więc załatwiać swoje sprawy na spotkaniach z rosyjskim liderem, a nie na forum organizacji. Prezydent Tadżykistanu Emomali Rachmon zaraz po przyjeździe poprosił Putina o dostawy broni. Duszanbe znalazło się w trudnej sytuacji, gdyż Rosjanie wysłali do Ukrainy znaczną część swych oddziałów z granicy tadżycko-afgańskiej, na której obecnie wybuchają starcia z ugrupowaniami radykalnych islamistów. Ale Rosja sama nie ma zbędnego uzbrojenia, wszystko wysyła na wojnę. To z kolei podminowuje jeden z głównych filarów organizacji – możliwość otrzymywania przez jej członków w miarę nowoczesnej, rosyjskiej broni na ulgowych zasadach.

Jedynie wierny Aleksandr Łukaszenko wspiera Kreml. – Czasy są ciężkie, bo trwa walka o podział świata – tłumaczył. Brytyjski wywiad informuje, że Mińsk (najwyraźniej na polecenie Moskwy) skoncentrował na granicy z Ukrainą swoje oddziały specjalne, co uniemożliwia Kijowowi wysłanie posiłków do Donbasu.

Wahających się przywódców Putin zapewniał, że przyjęcie do NATO dwóch nowych państw, Szwecji i Finlandii, nie jest istotne dla Rosji. – Nie mamy z tym problemów, nie – przekonywał.