Okolice dworca głównego w Przemyślu. Jest ósmy dzień wojny. Jest zimno. Jest gęsto. Z wolontariuszami, pracownikami służb i dziennikarzami czekamy przy barierkach na Ukraińców. Lada moment powinniśmy zobaczyć ich, wysiadających z pociągu ze Lwowa. Podobno jadą nim od wieczora, dnia poprzedniego.

Po mojej prawej stronie stoi para starszych ludzi. Ona trzyma bukiet sztucznych czerwonych róż. Czeka na siostrę.

- To nasz znak rozpoznawczy - mówi kobieta, uważnie obserwując wysiadających Ukraińców. Kwiatów nie da się nie zauważyć.

Dzieci z wojennymi plecakami

Z pociągu wychodzą głównie starsze kobiety oraz matki z dziećmi. Mężczyźni? Starcy. Młodzi walczą o wolną Ukrainę.

Zasada dla oczekujących na Ukraińców krewnych jest taka: rozpoznajesz go, dajesz znać policjantowi, on potem przesuwa barierki i przechwytujesz przyjezdnego. Jednak w takim tłumie wysiadających nie jest to takie proste.

Prawie połowa wszystkich ukraińskich pasażerów pociągu to dzieci. Szczególnie dużo tych najmłodszych. Starsze niosą plecaki. Kiedyś szkolne, teraz wojenne… Do szkoły w najbliższych dniach nie pójdą. Teraz pomagają matkom nieść jedzenie i najpotrzebniejsze rzeczy. Trzymają w rękach plastikowe torebki z czekoladami, sokami i kanapkami.

Czytaj więcej

Przemyska wieża Babel. 25-35 tysięcy uchodźców dziennie

Ruch Ukraińców koordynują sprawnie policjanci. Część uchodźców pojedzie dalej do Krakowa pociągiem, który już czeka na innym peronie.

Na drewnianym stoliku, naprzeciwko barierek, przygotowano jedzenie dla Ukraińców. W kartonach znajdują się drożdżówki, czekolady, banany, soczki. Obok nich zabawki – od żółtego pluszowego kurczaka po większe miśki. Jednak ukraińscy uchodźcy wstydzą się sięgnąć po dary.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

- Dzieciom wkładamy czekolady do kieszeni kurtek lub plecaków, matkom drożdżówki i kanapki do wózków - przyznaje jedna z pomagających wolontariuszom kobiet. Wcześniej instruowała policjantów, żeby zamiast proponować przyjezdnym jedzenie, wciskali je na siłę. – Ukraińcy będą tego potrzebować i oni to wiedzą – dodaje.

Jeden z funkcjonariuszy wręcza soczek w tubce małemu chłopcu. Chłopiec ubrany jest w ciemną czapkę z pomponem i puchową kurtkę. Ma ze sobą obowiązkowo plecak. Chłopczyk uśmiecha się. Taki widok podczas wojny.

Kontrolowany chaos

Po mojej lewej stronie o barierki opiera się mężczyzna w średnim wieku. Słyszę, że mówi po niemiecku, francusku i ukraińsku.

- Czy pani jest z Polski? Na kogo pani czeka? - zagaduje mnie, ale po polsku mówi bardzo słabo. Odpowiadam mu więc po niemiecku. On przyznaje, że oczekuje tutaj swojej teściowej z Ukrainy.

- Wsiadła wczoraj do pociągu we Lwowie. Powinna tutaj być – mówi ze zniecierpliwieniem mężczyzna.

Wśród pasażerów pociągu starsza kobieta. Płacze. Zakrywa twarz dłońmi, a mimo to widać cieknące łzy. Mówi załamanym głosem, że dziękuje za przyjazd do Polski.

Wolontariusze dbają o to, aby Ukraińcom nie zabrakło jedzenia, szczególnie dzieciom

Na przemyskim dworcu panuje kontrolowany chaos. Co i rusz wchodzą i wychodzą ludzie. Wolontariusze niezmiennie pomagają uchodźcom z Ukrainy. Zapewniają ciepłe posiłki, prowiant i pomoc przy zorientowaniu się w ruchu pociągów. To - dla przyjeżdżających bez podstawowej znajomości polskiego - nie jest proste. Terenu dworca pilnują policjanci i pracownicy służb. Bezpiecznie.

W porze obiadowej do punktów żywnościowych ustawiają się kolejki. Została tylko ciepła zupa. Wolontariusze dbają o to, aby Ukraińcom nie zabrakło jedzenia, szczególnie dzieciom. Wydawane są też pieluchy oraz butelki na mleko.

Dworzec pęka w szwach. Brakuje miejsca, nawet na podłodze. Niektórzy leżą na kocach, inni siedzą oparci o bagaże lub ścianę. Dominują plecaki, walizki, ale także torby i wózki dziecięce. Dla matek z dziećmi wydzielono oddzielną strefę, z łóżkami polowymi i legowiskami. Tam trochę więcej radości. Dzieci bawią się zabawkami. Takimi, jakie zdążyły zabrać z Ukrainy lub dostały tutaj. Dwaj chłopcy rzucają czapkami, jakby właśnie była to najciekawsza zabawa świata.

Przy drzwiach do budynku dworca rozstawili się operatorzy komórkowi z darmowymi kartami SIM dla Ukraińców. Obok nich oferujący darmowe transfery lub noclegi dla uchodźców. Trzymają w ręku tekturki z wypisanym markerem celem podróży. Berlin, Wiedeń, Monachium, Wilno, Litwa, Włochy, Estonia, Wielka Brytania. W budynku dworca ludzie na bieżąco wypisują kartki z ofertami. Kto wie, czy to nie zaproszenia do nowego życia.