Reklama

Armenia - Azerbejdżan: Walki nie tylko o lokalnym znaczeniu

Po tygodniu strzelaniny między armiami Armenii i Azerbejdżanu wybuchły najcięższe od roku starcia.

Publikacja: 17.11.2021 18:04

Armenia - Azerbejdżan: Walki nie tylko o lokalnym znaczeniu

Foto: PAP/EFE

 

Obie strony oskarżyły się nawzajem o ich sprowokowanie. Gdy w końcu umilkła artyleria, podsumowano straty. Zginął 1 armeński żołnierz, a 13 dostało się do niewoli. Ale zniknął gdzieś 24-osobowy oddział, z którym nie można nawiązać łączności. Baku straciło aż 7 zabitych i 10 rannych, ale zdobyło dwie umocnione pozycje ormiańskie.

Z niejasnych komunikatów obu stron można wnioskować, że walki wybuchły o wzgórza znajdujące się na obecnej granicy Armenii i Azerbejdżanu, dominujące nad pozycjami obu stron. Ale trudno ustalić, kto zaczął i po co.

Erywań twierdzi, że Azerowie zajęli 41 kilometrów kwadratowych jego terytorium na 11 odcinkach granicy. Oddziały azerskie przecięły też szosę łączącą Stepanakert, stolicę ormiańskiej enklawy Górskiego Karabachu, z Armenią. Odblokowano ją dopiero po interwencji dowództwa rosyjskich oddziałów, które stacjonują w Karabachu od zakończenia wojny, która w ubiegłym roku toczyła się o te tereny.

Ormianie są przekonani, że obecnie Azerowie chcieli przebić się do własnej enklawy Nachiczewan, odciętej od Azerbejdżanu armeńskim terytorium. Umożliwiłoby to Baku stworzenie bezpośredniego połączenia z Turcją.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Armenia wzywa Rosję na pomoc. Na granicy z Azerbejdżanem mają trwać walki

– To, co było przyczyną wybuchu ostatnich starć, to chęć Azerbejdżanu, ale i konieczność przebicia lądowego korytarza do Nachiczewanu – ukraiński ekspert Ilia Kusy zgadza się z Ormianami.

– Lokalne starcia zakończą się, jak sądzę, w najbliższym czasie, ale to wcale nie oznacza, że problem zniknie – dodaje.

Ewentualny atak azerski w kierunku Nachiczewanu oznaczałby wtargnięcie na terytorium Armenii. W zeszłym roku azerska armia walczyła – przynajmniej formalnie – z oddziałami ormiańskiego Karabachu, ale nie z armią Armenii. Nie weszła też na teren tego kraju. Erywań zaś łączą dość ścisłe więzi sojusznicze z Rosją (mimo niechęci do niej obecnego rządu armeńskiego), ponadto Armenia należy do prorosyjskiego sojuszu wojskowego Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Bezpośredni atak na nią teoretycznie powinien wywołać reakcję zarówno Moskwy, jak i ODKB. Ale obecnie nie wywołał, mimo że walki toczyły się także na terenie Armenii.

– Jeśli tak dalej będzie, zmusi to nas do zwrócenia się do organizacji międzynarodowych – zapowiedział sekretarz armeńskiej Rady Bezpieczeństwa Armen Grigorian. Erywań twierdzi, że wzywał ODKB do działania, ale Organizacja nic nie zrobiła. Sekretariat ODKB twierdzi, że nie dostał żadnego formalnego pisma z Erywania.

Kreml zaś zaczął działać dopiero po telefonie premiera Nikola Paszyniana do prezydenta Władimira Putina. Podobno rosyjski minister obrony zadzwonił do swych odpowiedników w Azerbejdżanie i Armenii, co doprowadziło do zakończenia walk. Starcia jednak wygasły wcześniej z powodu zapadającego zmierzchu.

Reklama
Reklama

– Rosji wygodniej obecnie nie dopuszczać do eskalacji, bo to by odciągnęło jej zasoby na Kaukaz (od Ukrainy i Białorusi – red.) – uważa Kusy.

Konflikty zbrojne
Donald Trump ostrzega, że USA mogą interweniować w Iranie. W tle protesty
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1408
Konflikty zbrojne
Kilkadziesiąt zabitych w ataku dronów. Rosja oskarża Ukrainę
Konflikty zbrojne
„Cieszę się, że pan żyje, to bardzo miłe”. Brawurowa akcja ukraińskiego wywiadu wojskowego
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Konflikty zbrojne
Amerykanów zapytano, jak Donald Trump radzi sobie z obietnicą zakończenia wojny Rosji z Ukrainą. Najnowszy sondaż
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama