W wyniku co najmniej dwóch eksplozji w rejonie lotniska w Kabulu zginęło 13 żołnierzy USA i 95 innych osób (w tym - jak podają talibowie - 28 ich bojowników).

Talibowie żądają, by cudzoziemskie wojska, które obecnie zapewniają bezpieczeństwo lotniska w Kabulu (przede wszystkim 6 tys. żołnierzy USA), opuścili Afganistan do 31 sierpnia. Prezydent USA Joe Biden informował we wtorek, że nie zamierza przedłużać obecności amerykańskich żołnierzy pod Hindukuszem.

W pobliżu w Kabulu - jak informuje AP - widać patrole talibów, które nie pozwalają nikomu kręcić się wokół lotniska.

W czwartek USA informowały, że z Afganistanu od 15 sierpnia, gdy talibowie zajęli Kabul i ogłosili zakończenie wojny domowej w tym kraju, ewakuowano już ponad 100 tysięcy osób. W Afganistanie przebywa jednak wciąż ok. tysiąca obywateli USA i dziesiątki tysięcy Afgańczyków, którzy boją się odwetu talibów i chcą opuścić kraj.

W czwartek nadzorujący działania amerykańskiej armii na lotnisku w Kabulu gen. Frank McKenzie informował, że na lotnisku na ewakuację czekało ok. 5 tysięcy osób.

Wielka Brytania poinformowała, że prowadzona przez nią ewakuacja z Afganistanu skończy się w ciągu kilku godzin. Minister obrony Wielkiej Brytanii, Ben Wallace w rozmowie ze Sky News zapowiedział, że w piątek Brytyjczycy zrealizują "osiem lub dziewięć" lotów ewakuacyjnych i że będą to ostatnie takie loty. Potem Brytyjczycy skupią się na ewakuowaniu z Kabulu swoich żołnierzy.

O zakończeniu ewakuacji poinformował w piątek hiszpański rząd. Francja zapowiada, że prowadzona przez nią ewakuacja zakończy się "wkrótce".