Komentarze po zakończonym w piątek szczycie UE były boleśnie przewidywalne. Obóz władzy trąbił o wielkim sukcesie, opozycja załamywała ręce nad klęską polskiej delegacji.
Obie strony padły ofiarą własnej narracji. Opozycja ostrzegała, że jeśli dojdzie do weta, rozwój wypadków może doprowadzić Polskę do katastrofy, gdy jednak do weta nie doszło, jeszcze głośniej mówiła o katastrofie. Obóz władzy również musiał się nagimnastykować: najpierw zbudował narrację o Unii, która nam chce zabrać suwerenność, wprowadzając rozporządzenie o warunkowej wypłacie funduszy (dlatego właśnie trzeba było grozić wetem), a potem, gdy z weta się wycofaliśmy, przekonywał, że kilka zdań z konkluzji Rady Europejskiej jest tejże suwerenności gwarancją. Nie kupiła tego nawet część prawicy. Antoni Macierewicz porównał autorkę kompromisu Angelę Merkel do carycy Katarzyny, co sugeruje, że kompromis wynegocjowany przez Morawieckiego to kolejny rozbiór Polski.