To początek bitwy o wschodnią Ukrainę. Jak ją zamierza wykorzystać Kreml, można już wyczytać w rosyjskich mediach. Ujawnia to w tytule tekstu o wydarzeniach w wielkim przemysłowym mieście wschodniej Ukrainy największa rosyjska gazeta „Komsomolska Prawda": „W Doniecku nikt nie rozumie, dlaczego oni są gorsi niż Krym".

Czyli krótko mówiąc, dlaczego Rosja nie przysyła tam swoich żołnierzy – przebierańców albo i nieprzebierańców. I dlaczego nie pomaga zorganizować referendum w sprawie przyszłości regionu.

„Dlaczego Rosja nie zwraca na nas uwagi, dlaczego nas porzuciliście" - spisuje „Komsomolska Prawda" żale niewymienionych z nazwiska mieszkańców Doniecka, którzy nie zamierzają tam wpuścić „faszystów".

To dopiero początek, jutro i pojutrze prorosyjskie organizacje w Donbasie zamierzają Ukraińcom urządzić prawdziwe piekło. Inne media rosyjskie przypominają przy okazji, że „Rosja jest partnerem strategicznym Donbasu". A jak partner strategiczny może ze spokojem obserwować starcia między swoimi sojusznikami i „faszystami"?

Medialnie inwazja rosyjska na wschodnią i południową Ukrainę jest już gotowa. Gotowi są też rosyjscy żołnierze – dziesiątki tysięcy prężą muskuły na czołgach i transporterach opancerzonych przy granicy Ukrainy.

Gotowe są też, a jakże, sankcje unijne. Co prawda dla paru mało ważnych panów z Krymu, ale po co Zachód ma wyprzedzać rozwój wypadków.

 

***

Jak można się było spodziewać, Rosja zaniepokoiła się wydarzeniami w Doniecku, pogroziła „tym, którzy przyszli do władzy w Kijowie” i dała sobie prawo do „obrony” rodaków, współobywateli i po prostu - ludzi. Odpowiedni komunikat wydało już MSZ Rosji.