Taka jest logika twitterowej (czy też iksowej) wymiany ciosów, jaką ostatnio prowadzą ze sobą premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Szymon Hołownia. Zaczęło się od różnicy zdań na temat rozliczania PiS-u i tego, jak poważnie należy traktować zniszczenie przez Jarosława Kaczyńskiego i Marka Suskiego wieńca. Dziś obserwujemy dogrywkę - Donald Tusk pokazuje Szymonowi Hołowni miejsce w szeregu („kandydat z trzykrotnie mniejszym poparciem”), a Szymon Hołownia odgryza się twierdząc, że broniąc Rafała Trzaskowskiego Tusk udowadnia jego tezę o „partyjnym” kandydacie KO na prezydenta. Dlaczego nagle polityczna przyjaźń Tuska z Hołownią stała się tak „szorstka”?