Artur Bartkiewicz: Debata Joe Biden–Donald Trump. Na co powinni zwrócić uwagę Polacy?

Joe Biden wyraźnie przegrał debatę przedwyborczą w USA, w której mierzył się z Donaldem Trumpem. W Polsce warto w tym kontekście zwrócić uwagę na to, co Trump mówił w czasie debaty o Ukrainie.

Publikacja: 28.06.2024 08:50

Joe Biden i Donald Trump

Joe Biden i Donald Trump

Foto: REUTERS/Marco Bello

Amerykanie, wybierając prezydenta, będą kierować się wieloma kryteriami, z których kluczowe będą zapewne sprawy związane z polityką wewnętrzną – polityka gospodarcza, polityka imigracyjna czy też kwestie związane z dostępem (lub jego brakiem) do aborcji. Z naszej perspektywy ważne jest jednak to, jaką politykę będzie prowadził przyszły prezydent USA na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa. I z tej perspektywy, słuchając wypowiedzi zwycięzcy debaty o Ukrainie, można odczuwać co najmniej dyskomfort.

Debata Joe Biden–Donald Trump: Co Donald Trump mówił o Ukrainie?

To dobrze, że Trump dopytywany przez prowadzącego stwierdził, że warunki pokoju, przedstawione przez Władimira Putina, są nieakceptowalne. Ale opieranie swojego optymizmu na tym byłoby zawieszaniem poprzeczki oczekiwań bardzo nisko – wszak propozycja Putina, przedstawiona przed konferencją pokojową w Szwajcarii, to de facto kapitulacja Ukrainy i wystawienie jej na przyszłą agresję Rosji. Przypomnijmy: prezydent Rosji chciał, aby Ukraina nie tylko wyrzekła się ambicji wejścia do NATO, przeprowadziła „denazyfikację” (czyli – de facto – zmieniła władzę pod dyktando Moskwy), ale na dodatek zaakceptowała rosyjskie podboje, a nawet wycofała się z tej części nielegalnie anektowanych przez Rosję obwodów, które jeszcze kontroluje.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Debata Joe Biden–Donald Trump. Klęska Bidena. Ameryka pozostawiona na pastwę Trumpa

Ale Trump mówił więcej. Po pierwsze zadeklarował, że doprowadzi do zakończenia wojny jeszcze przed objęciem urzędu, jako prezydent elekt. Po drugie mówił, że Ukraina nie może wygrać wojny, a ludzie giną na niej niepotrzebnie. Po trzecie stwierdził, że Wołodymyr Zełenski jest utalentowanym handlowcem, bo przyjeżdża do USA i wyjeżdża z miliardami dolarów. Trump przekonywał, że USA nie powinny wydawać tak wiele na wojnę nad Dnieprem.

Ani Ukraina nie jest dla USA wielkim rynkiem zbytu, ani Rosja – nawet po połknięciu Ukrainy – nie jest dla USA egzystencjalnym zagrożeniem

Jak Donald Trump chce zakończyć wojnę na Ukrainie?

Z tego wszystkiego wyłania się obraz, który – biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi Trumpa – nie zaskakuje, ale musi niepokoić. Były i być może przyszły prezydent USA na bezpieczeństwo patrzy transakcyjnie. Podchodzi do niego jak do zwykłego biznesu. Po stronie „ma” w tym rachunku ma być więcej niż po stronie „winien”, biorąc pod uwagę czysto finansowy charakter sprawy. I z tej perspektywy Trump może przekonywać, że Amerykanie przeznaczają na Ukrainę więcej środków, niż będą w stanie odzyskać.

Ani Ukraina nie jest dla USA wielkim rynkiem zbytu, ani Rosja – nawet po połknięciu Ukrainy – nie jest dla USA egzystencjalnym zagrożeniem. Stąd możemy się domyślać, jak będzie wyglądał ów nieujawniony dotąd plan Trumpa na zakończenie wojny – rąbka tajemnicy uchylili zresztą ostatnio jego doradcy. Trump jako prezydent USA będzie miał wszystkie narzędzia, a właściwie jedyne skuteczne narzędzie ku temu, by zmusić Ukrainę do negocjacji: może wstrzymać pomoc wojskową. I z tego, co mówi, nie zawaha się tego zrobić. Owszem, nie przystanie na maksymalistyczne warunki Putina, ale z pewnością nie będzie dążył do spełnienia warunków Ukrainy, czyli przywrócenia integralności terytorialnej tego kraju. Zajętej części Ukrainy Putin nie odda. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, sytuacja w bezpośrednim sąsiedztwie Polski się pogorszy.

Część Ukrainy okupowana obecnie przez Rosję - stan na 13 maja 2024

Część Ukrainy okupowana obecnie przez Rosję - stan na 13 maja 2024

PAP

Polska i Polacy nie mają wpływu na to, jakiego wyboru dokonają Amerykanie. Ale już dziś należy antycypować jego skutki. Europa musi jeszcze szybciej powiększać swój potencjał obronny. Bo być może czekają nas cztery lata, gdy nasz kontynent będzie musiał wziąć na siebie główny ciężar powstrzymywania imperialnych ambicji Rosji.

Amerykanie, wybierając prezydenta, będą kierować się wieloma kryteriami, z których kluczowe będą zapewne sprawy związane z polityką wewnętrzną – polityka gospodarcza, polityka imigracyjna czy też kwestie związane z dostępem (lub jego brakiem) do aborcji. Z naszej perspektywy ważne jest jednak to, jaką politykę będzie prowadził przyszły prezydent USA na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa. I z tej perspektywy, słuchając wypowiedzi zwycięzcy debaty o Ukrainie, można odczuwać co najmniej dyskomfort.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Paweł Łepkowski: Wymuszona rezygnacja Joe Bidena to profanacja demokracji
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Komentarze
Michał Płociński: Rezygnacja Bidena jest tak zaskakująca, że przegrałbym dom i auto, gdybym się założył
Komentarze
Katarzyna Kucharczyk: Niebieski ekran śmierci. Czyli ciekawa lekcja dla ludzkości
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Trump rozmawiał z Zełenskim. Negocjacje z Putinem są tylko kwestią czasu
Komentarze
Tomasz Krzyżak: Abp Marek Jędraszewski już wie, kiedy odejdzie. I jego kalendarz też to chyba zdradza