Jędrzej Bielecki: Niemcy muszą być na flance wschodniej NATO

PiS żyje tak, jakby druga wojna światowa skończyła się wczoraj, a nie 80 lat temu. Bo jak inaczej wytłumaczyć gwałtowną reakcję czołowych polityków ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego na błąd w tłumaczeniu, jaki wkradł się do tweeta niemieckiego ambasadora Viktora Elblinga?

Publikacja: 19.04.2024 21:02

Jędrzej Bielecki: Niemcy muszą być na flance wschodniej NATO

Foto: AFP

Miało być o przejmowaniu przez Niemcy odpowiedzialności „na” flance wschodniej, bo tak przybywający po raz pierwszy z wizytą w Polsce szef niemieckiego sztabu generalnego gen. Carsten Breuer określił rolę Bundeswehry wobec konfliktu na Ukrainie, w szczególności na Litwie. Ale pojawiło się „za”: jakby Berlin chciał wyręczyć wszystkie kraje Europy Środkowej z obrony przed Rosją. 

To jednak wystarczyło, aby czołowi politycy PiS-u poczuli się jak w szczytowym momencie kampanii przed wyborami parlamentarnymi 15 października, kiedy dzień bez ataku na Niemcy był dniem straconym.

Czytaj więcej

Wpis ambasadora Niemiec ws. flanki wschodniej. Dworczyk: Niemcy mają znikome możliwości

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera uznał, że to dobra okazja, aby złośliwie wskazać na twitterze, że Niemcy tak naprawdę nie mają kim bronić Polski. Były szef KPRM Michał Dworczyk mówił w RMF FM o „pomyłce freudowskiej” sugerując, że nasz zachodni sąsiad chętnie znów przejąłby kontrolę nad Polską. A były szef MON pytał ironicznie swojego następcę, czy Polska zostawi sobie choć jedną dywizję, bo resztę miałaby oddać pod dowództwo Berlina. 

Permanentne ataki na Niemcy przyczyniły się do oddania władzy przez PiS jesienią

Strategia oparcia kampanii wyborczej na ataku na Niemcy zakończyła się spektakularną porażką ugrupowania Kaczyńskiego. Przestraszyła umiarkowany elektorat i doprowadziła do oddania władzy przez PiS, mimo nachalnej propagandy ówczesnych tzw. mediów publicznych. Dlatego przed wyborami samorządowymi Kaczyński nie wrócił do tej strategii. Powrót do niej teraz nie wydaje się więc wyrazem nadziei na dobry wynik w wyborach europejskich. Chodzi raczej o wynik głębokiego przekonania, że Niemcy są dla nas zagrożeniem, a nie sojusznikiem. 

W ciągu ośmiu lat rządów PiS w sprawach bezpieczeństwa stawiał wyłącznie na Amerykę. Dziś jednak jest jasne, że to strategia ryzykowna. Nawet bez zwycięstwa Donalda Trumpa w listopadowych wyborach Stany Zjednoczone będą coraz mocniej koncentrowały się na starciu z Chinami, kosztem Europy. Trzeba więc mieć alternatywny układ sojuszniczy na wypadek, gdyby Amerykanów zabrakło. 

Polska potrzebuje alternatywnego pomysłu na bezpieczeństwo na wypadek, gdyby Ameryka odwróciła się od Europy

Taka polisa bis nie może zaś istnieć bez zaangażowania Niemiec. To dyktuje geografia, a także potencjał gospodarczy i wojskowy naszego zachodniego sąsiada. Mimo wielkich wahań RFN stała się w końcu po USA największym dawcą pomocy wojskowej dla Ukrainy. W ciągu trzech lat ma rozlokować stałą brygadę na Litwie, która będzie ogrywała fundamentalną rolę dla powstrzymania Rosjan przed odcięciem Przesmyku Suwalskiego. 

Wiosną 2022 roku, zaraz po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Niemcy zaczęły sondować rząd Mateusza Morawieckiego, czy nie należałoby rozlokować wojsk niemieckich na polskiej granicy wschodniej. To był czas, kiedy Kreml wysłał czołgi na Kijów i nie było wiadomo, gdzie skończą one swoją ofensywę. Rząd PiS nie podjął jednak nawet wstępnych rozmów z Niemcami, a i teraz nie ma o tym pomyśle mowy. Zapewne taki ruch nie jest w tej chwili potrzebny, bo na Polsce nie ciąży bezpośrednie zagrożenie. A i Niemcy skoncentrowani na Litwie nie mają dodatkowych, wolnych środków. Ale próba wykluczenia z debaty możliwości stacjonowania w Polsce niemieckich żołnierzy tak, jakbyśmy byli w 1945, a RFN nie było od pokoleń demokracją związaną dziś bliskim sojuszem z Polską jest sprzeczne z podstawową racją stanu naszego kraju. 

Miało być o przejmowaniu przez Niemcy odpowiedzialności „na” flance wschodniej, bo tak przybywający po raz pierwszy z wizytą w Polsce szef niemieckiego sztabu generalnego gen. Carsten Breuer określił rolę Bundeswehry wobec konfliktu na Ukrainie, w szczególności na Litwie. Ale pojawiło się „za”: jakby Berlin chciał wyręczyć wszystkie kraje Europy Środkowej z obrony przed Rosją. 

To jednak wystarczyło, aby czołowi politycy PiS-u poczuli się jak w szczytowym momencie kampanii przed wyborami parlamentarnymi 15 października, kiedy dzień bez ataku na Niemcy był dniem straconym.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Wieś u bram Brukseli. Czy Unia Europejska wróci do idei państwa opiekuńczego?
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Na wybory marsz, czyli patent Donalda Tuska
Komentarze
Anna Słojewska: Palestyna dzieli Unię. UE stoi w rozkroku w kwestii Strefy Gazy
Komentarze
Michał Płociński: Elon Musk atakuje Polskę, a PiS bije mu brawo. Jak to było z tą Targowicą?
Komentarze
Bogusław Chrabota: Komisja Tuska do zbadania rosyjskich wpływów pracować będzie w cieniu
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy