Komisja Europejska dla upamiętnienia ofiar Holokaustu opublikowała w serwisach społecznościowych filmik, w którym komisarze wyczytują kolejne żydowskie ofiary niemieckich nazistów, każdy po jednej osobie pochodzącej z jego kraju. A na dole pojawia się podpis precyzujący, gdzie ta osoba się urodziła i gdzie została zamordowana. Przy większości informacja: „zginęła w Auschwitz w Polsce”.
Czytaj więcej
Komisja Europejska ma problem z opowieścią o zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej. Ich miejsce śmierci określono po prostu jako Auschwitz w...
Jak na spot Komisji Europejskiej zareagowała Polska
Polska dyplomacja zareagowała perfekcyjnie – stały przedstawiciel RP przy UE od razu zwrócił na to uwagę otoczeniu przewodniczącej Ursuli von der Leyen, która w związku z tym opublikowała kolejny wpis precyzujący, że upamiętniamy ofiary niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau. Bruksela tak bardzo przejęła się reakcją Polaków, że służby KE zdołały nawet w ciągu kilku godzin zmienić napisy w nagraniu i zamieścić je w nowej wersji. Mimo że wszystko rozgrywało się w niedzielę, kiedy przecież urzędnicy nie pracują. Można więc powiedzieć, że wszystko w porządku, ktoś w KE nie wykazał się odpowiednią wrażliwością, ale gdy polscy dyplomaci zwrócili na to uwagę, to błąd zrozumiano i szybko naprawiono.
Autorami spotu byli Niemcy – czy mogą oni tłumaczyć się niewiedzą?
Czy jednak to zamyka sprawę? Gdyby przewodnicząca Komisji Europejskiej pochodziła z Portugalii, jej szef gabinetu był Finem, a osoba zajmująca się komunikacją Hiszpanem, moglibyśmy faktycznie tylko wzdychać nad ich ignorancją. Ale szefowa KE jest Niemką, niemiecki jest jej szef gabinetu, Niemcem jest jej doradca ds. mediów i komunikacji, Niemką jest nawet pełnomocniczka KE ds. zwalczania antysemityzmu, której rola w przygotowaniu wspomnianego nagrania była wiodąca.
Wiemy, że niemiecka chadecja trudnej przeszłości Niemiec nie neguje. Ale chciałaby, żeby dyskurs o Holokauście był mniej niemiecki, a bardziej uniwersalny
Mówimy o bardzo dobrze wykształconych i doświadczonych w polityce i komunikacji osobach, które muszą przecież wiedzieć, jak ważne dla państw okupowanych przez Niemcy w czasie II wojny światowej jest uznanie, że to Niemcy, choćby i nazistowskie, są autorem planu zagłady Żydów na terenie podbitych państw.
Niemiecka chadecja chciałaby zmienić dyskurs o Holokauście
Nie ma tu mowy o ignorancji, która tak często była przyczyną sformułowania „polskie obozy śmierci” publikowanego gdzieś na antypodach czy nawet w amerykańskiej prasie, o której przecież wiadomo – tak zawsze to tłumaczyliśmy – że o historii Europy nie ma pojęcia. Wiemy, że niemiecka chadecja, z której wywodzi się Ursula von der Leyen, trudnej przeszłości Niemiec nie neguje. Ale – jak widać na wspomnianym przykładzie – chciałaby, żeby dyskurs o Holokauście był mniej niemiecki, a bardziej uniwersalny. Można zrozumieć w kontekście szerzącego się dziś antysemityzmu potrzebę podkreślania, że Żydzi ginęli w różnych miejscach i z rąk różnych narodowości. Chyba jednak nie powinni o tym przypominać akurat Niemcy.