Artur Bartkiewicz: Czy Andrzej Duda zawetuje swoją nowelizację?

W internecie dużą popularnością cieszy się fraza, że „kto mieszka w Polsce, ten w cyrku się nie śmieje”. Dzięki prezydentowi Andrzejowi Dudzie ten opis polskiej rzeczywistości zyskał solidny fundament.

Publikacja: 02.06.2023 15:53

Andrzej Duda

Andrzej Duda

Foto: PAP/Albert Zawada

O sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia 2 czerwca, lekarze mówią „operacja się udała, pacjent zmarł”.

Oto pięć dni temu prezydent Andrzej Duda, bez drgnięcia powieki, nie wykorzystując nawet czwartej części czasu, jaki daje mu konstytucja, złożył swój cenny autograf pod ustawą określaną jako lex Tusk, tłumacząc, że jest to najlepsze, co nas spotkało od czasu wygrania wyborów przez PiS.

Czytaj więcej

Oświadczenie Andrzeja Dudy. Prezydent proponuje nowelizację "lex Tusk"

Potem jeszcze prezydent się dziwił, że inni się nie zachwycają się ustawą tak jak on i jego koledzy. I był gotów wyjaśniać sojusznikom Polski, że są nieco nierozgarnięci i nie rozumieją, jaki morderczy cios zada rosyjskiej hydrze Polska tą jedną komisją. Uspokajał nas też pan prezydent, że on (czytaj: wszyscy prawi i uczciwi ludzie) się niczego nie boi – i pewnie, niczym niegdyś prezydent Aleksander Kwaśniewski, mógłby przed komisją zatańczyć i zaśpiewać, bo z jego ust popłynęłaby jakaś pieśń zespołu Mazowsze, a nie „Kalinka”.

Wreszcie po czterech dniach zachwycania się ustawą prezydent wyszedł i jeszcze raz zaczął przekonywać, że jest ona doskonała; ci, którzy ją krytykują mają złą wolę albo się nie znają; a w ogóle to szkoda, że dopiero teraz taka komisja powstanie (gdyby tylko PiS zdobyło tę bezwzględną większość np. w 2015 roku, ależ wtedy można byłoby rzeczy zrobić...). I kiedy już raz jeszcze poznaliśmy wszystkie zalety i mocne strony ustawy, prezydent stwierdził, że w sumie, to można byłoby ją zmienić. Bo w to, że Trybunał Konstytucyjny w najbliższej dekadzie wyda jakieś ważne orzeczenie, nie wierzy już, jak się okazuje, nawet prezydent, który jeszcze cztery dni temu ustawę do Trybunału Konstytucyjnego kierował.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Andrzej Duda popełnił poważny błąd. I sam to przyznał

Jak dalej rozwinie się sytuacja? Cóż, można snuć różne scenariusze. Załóżmy, że nowelizacja prezydenta trafi do Sejmu, ten przepuści ją przez maszynkę do głosowania, ale zgłosi poprawki, bo Suwerenna Polska nie zgodzi się, by tych wszystkich rosyjskich kolaborantów karać tylko infamią, a nie jakimś 10-letnim zakazem. Skoro nie odbierać prawa do wydawania pieniędzy publicznych, to może chociaż prawo jazdy? Coś się wymyśli.

A w 2033 roku Trybunał Konstytucyjny znajdzie czas, by zająć się wnioskiem prezydenta i stwierdzi, że ta ustawa była jednak niekonstytucyjna

Potem ustawa trafi do Senatu, który ją po 30 dniach pełnych oburzenia odrzuci, bo to, że jest trochę mniej niekonstytucyjna, nie uczyni jej zgodną z konstytucją.

Potem ustawa trafi do Sejmu, który z kolei odrzuci weto Senatu.

I tak w środku wakacji ustawa prezydenta wyląduje na jego biurku.

W tym czasie komisja, powołana na podstawie ustawy doskonałej-choć-nie-tak-jak-się-początkowo-wydawało, czyli w oryginalnym brzmieniu, może sobie swobodnie działać, bo ustawa już podpisana przez Andrzeja Dudę obowiązuje. Więc komisja będzie działać, przesłuchiwać, ba – będzie miała prawo nakładać owe środki zaradcze, które prezydent z niej nowelizacją usuwa.

A jako że komisja niewątpliwie będzie działać świetnie, jak każda instytucja zreformowana przez obecną władzę, to nie można wykluczyć, że prezydent własną nowelizację z poprawkami Sejmu zawetuję, uznając, że to w ogóle nie o to chodziło, a poza tym to rację miał, gdy ją pierwotnie podpisywał, poza tym jest początek sierpnia, a komisja ma przedstawić raport do 17 września, więc nie czas na zmiany.

A w 2033 roku Trybunał Konstytucyjny znajdzie czas, by zająć się wnioskiem prezydenta i stwierdzi, że ta ustawa była jednak niekonstytucyjna.

O sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia 2 czerwca, lekarze mówią „operacja się udała, pacjent zmarł”.

Oto pięć dni temu prezydent Andrzej Duda, bez drgnięcia powieki, nie wykorzystując nawet czwartej części czasu, jaki daje mu konstytucja, złożył swój cenny autograf pod ustawą określaną jako lex Tusk, tłumacząc, że jest to najlepsze, co nas spotkało od czasu wygrania wyborów przez PiS.

Pozostało 90% artykułu
Komentarze
Bogusław Chrabota: Co pan myśli o spocie PiS, panie Morawiecki?
Komentarze
Stefan Szczepłek: Orban, czyli nieszczęście Węgrów
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Ursula von der Leyen znów na czele KE. Dlaczego Unia panicznie boi się zmian?
Komentarze
Dlaczego Donald Tusk nie powinien atakować białoruskich informatyków
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
EURO 2024
Kamil Kołsut: Ciemne chmury nad Europą. Jeśli piłka da nam oddech, to tylko na chwilę
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Poseł na dachu, czyli jak wysoko mogliśmy zajść