Wątpliwe, aby data publikacji rewelacji „Financial Times” była przypadkowa. Można raczej podejrzewać kontrolowany przeciek, który ma pokazać, że Ameryka nie odwraca się do końca od Europy. Artykuł ukazał się w końcu kilkanaście dni po wstrzymaniu rotacji połowy wojsk amerykańskich do Polski. A także półtora roku od momentu, gdy Biały Dom wstrzymał wszelkie wsparcie finansowe dla Ukrainy. Na sześć tygodni przed szczytem Sojuszu Atlantyckiego w Ankarze wygląda więc na to, że Waszyngton chce przynajmniej w jakimś stopniu uspokoić aliantów co do swoich intencji. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Bomba atomowa. Skoro Niemcy, to i Polska

Zarysowany scenariusz zdaje się potwierdzać wizję NATO 3.0: układ, w którym Stany Zjednoczone utrzymują parasol jądrowy nad Europą, ale uwalniają się na rzecz Europejczyków od głównego ciężaru obrony konwencjonalnej naszego kontynentu. Namacalnym tego sygnałem jest system udostępnienia broni jądrowej (Nuclear Sharing). Zakłada on, że samoloty wybranych aliantów mogą przenosić amerykańskie pociski atomowe. Nawet jeśli ostateczna decyzja o ich użyciu (czy wycofaniu z Europy) należy do Amerykanów, to jest to mocny sygnał solidarności transatlantyckiej. 

Państwa uczestniczące w programie Nuclear Sharing

Państwa uczestniczące w programie Nuclear Sharing

Foto: PAP

Do tej pory w tym mechanizmie brały udział wyłącznie kraje, które jeszcze za czasów zimnej wojny należały do obozu zachodniego: Wielka Brytania, Belgia, Holandia, Niemcy, Włochy i Turcja. Teraz nie da się wykluczyć, że ta lista zostałaby rozszerzona o któregoś z dawnych satelitów Moskwy.

Dla amerykańskiego parasola atomowego na razie nie ma alternatywy

„Financial Times” nie wymienia co prawda z nazwy żadnego kraju, z którym podjęli negocjacje Amerykanie. Podkreśla także, że rozmowy mogą się skończyć niczym. Wiadomo jednak, że zainteresowanie takim projektem w przeszłości sygnalizowała Polska. Mówił o tym prezydent Andrzej Duda. Co kuriozalne, nie wywołało to wówczas ogólnonarodowej dyskusji. A przecież udział w programie Nuclear Sharing ma potencjalnie poważne konsekwencje. Pułkownik Ryszard Kukliński tłumaczył swoją współpracę z Amerykanami obawami, że w razie wojny jądrowej Polska stanie się celem zachodniego ataku jądrowego i może w ogóle zniknąć. Teraz rysowałoby się ryzyko odwrotnej sytuacji: że nasz kraj będzie kluczowym celem atomowego uderzenia Rosji.

Czytaj więcej

Polska z palcem na spuście ws. bomby atomowej. Reakcja Rosji ryzykiem hedgingu

Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że umieszczenie amerykańskiej broni masowego rażenia na terenie naszego kraju wydatnie zwiększy bezpieczeństwo kraju. Takie są w końcu wnioski z okresu zimnej wojny: żadna ze stron nie odważyła się na wywołanie ataku w obawie, że skończy się on jądrową hekatombą. Także w trakcie trwającej piąty rok wojny w Ukrainie, mimo wielu gróźb Władimira Putina, Rosja nigdy nie zdecydowała się na użycie broni atomowej, nawet taktycznej. 

W ostatnim czasie pojawiały się liczne pomysły zastąpienia amerykańskiego parasola atomowego. Jednym z nich było objęcie takimi gwarancjami niektórych krajów Europy przez Francję. Innym – dywagacje nad uzyskaniem przez Polskę, Niemcy czy Unię Europejską takiej broni. Z uwagi na implikacje polityczne, koszty czy zbyt ograniczony potencjał żadne z tych rozwiązań nie wydaje się jednak w pełni wiarygodne. Europa może stopniowo zastąpić amerykańskie pociski dalekiego zasięgu czy systemy obrony powietrznej własnym uzbrojeniem. Jednak amerykańskiego parasola atomowego zastąpić w przewidywalnej przyszłości się nie da. Dobrze więc, że wygląda na to, iż przynajmniej na razie nie zostanie on zwinięty.