Ogłoszona w Dzień Dziecka decyzja o rozwiązaniu małopolskich struktur KO to nie tylko przykra wiadomość dla Aleksandra Miszalskiego, który tydzień temu stracił stanowisko prezydenta Krakowa, a w poniedziałek również tytuł przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej w regionie. To odłożona w czasie kara za przegrane referendum i stworzenie przedpola do wyborów na prezydenta miasta, które muszą się odbyć pod Wawelem w sierpniu.

Reklama
Reklama

Przez tydzień KO udawała, że w Krakowie nic się nie stało. Aż przyszła kara od Donalda Tuska

Złośliwi powiedzą, że Donald Tusk postanowił ukarać struktury za błędy, które popełniła centrala. Z jednej strony przez tydzień politycy KO bagatelizowali wynik referendum w Krakowie. Z drugiej dało się słyszeć głosy, że Warszawa za mało wsparła Miszalskiego, że nie sypnęła miliardami na projekt metra, że nie przyjęto jakichś specjalnych ustaw, które ucieszyłyby mieszkańców Krakowa.

Czytaj więcej

Tusk rozwiązuje struktury KO w Małopolsce. Powstaną nowe

Ale rozwiązując regionalne struktury, Donald Tusk chce zmusić wszystkie regiony do uświadomienia sobie, że wybory można wygrywać tylko przy pełnym zaangażowaniu partii na każdym poziomie. Po tygodniu przekonywania, że to nieprawda, że dach przeciekał, szczególnie że prawie nie padało, Tusk uderzył pięścią w stół. I przysłał prosto z Warszawy sygnał wszystkim strukturom w Polsce, że nie macie czekać na... sygnał z Warszawy, ale gryźć trawę i codziennie się bić. Centrala partii wie bowiem doskonale, że nie wygra przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, jeśli na każdym poziomie działacze nie będą codziennie walczyli o każdy głos. Jeśli pozwolili na odwołanie w referendum Miszalskiego, popełnili błąd, którego nie da się wybaczyć.

Tylko wygrana kandydata KO w sierpniowych przedterminowych wyborach w Krakowie może zatrzeć wrażenie porażki Aleksandra Miszalskiego

A zarazem centrala wie, że musi w ciągu trzech miesięcy przygotować się do wyborów w Krakowie. Dotychczasowe struktury były ustawione pod Miszalskiego. Tusk więc rozwiązując dotychczasowe struktury, chce stworzyć nie tylko miejsce nowemu kandydatowi albo kandydatce, ale też przekuć dotychczasową sieć lojalności i na nowo tak poukładać partię w regionie, by pracowała na zwycięstwo kolejnego kandydata.

Bo tylko wygrana kandydata KO w Krakowie może naprawić wizerunkowe straty, jakie zadało referendum z 24 maja. Wówczas Tusk wyjdzie i powie: tak, popełniliśmy błędy, ale wyciągnęliśmy wnioski, przekonaliśmy Krakowian, że problemem był Miszalski, a nie partia rządząca. Taki wizerunkowy sukces mógłby na rok przed wyborami parlamentarnymi okazać się bardzo przydatny, a równocześnie osłabić plany prawicy, by organizować referenda w kolejnych miastach. Dokładnie z tego powodu klęska w Krakowie byłaby wizerunkowym ciosem na rok przed wyborami. Po tygodniu udawania, że nic się nie stało, Tusk postanowił więc pokazać partii, ale też wyborcom, jaką stawkę będą miały sierpniowe wybory przedterminowe w Krakowie.