W poniedziałek, 8 czerwca zbierze się Kapituła Orderu Orła Białego i prawdopodobnie zajmie się propozycją prezydenta Karola Nawrockiego, by odebrać odznaczenie prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. Chciałbym wierzyć, że to szacowne grono w swojej – niewiążącej prezydenta opinii – kierować się będzie przede wszystkim pragmatyzmem i rozumieniem racji stanu, a nie chwilową emocją. Członkowie kapituły nie są bowiem strażnikami narodowej godności i zakładnikami polskiej historii (te role zostawmy IPN-owi), ale gronem, które waży oczywistość zasług dla Polski i Polaków. Bo właśnie to – nic innego – jest przepustką do tak niezwykłego honoru, jakim jest status kawalera Orderu Orła Białego.

Za co przyznano Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego? 

Przypomnę, Wołodymyr Zełenski otrzymał swój order za wspieranie i rozwój przyjaznych stosunków polsko-ukraińskich, działalność na rzecz bezpieczeństwa i stabilności w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz niezłomność w obronie wartości, czyli obronę praw podstawowych w obliczu agresji.

Czytaj więcej

Donald Tusk pod presją w sprawie orderu Zełenskiego. Z KO płyną sprzeczne sygnały

Zdecydowanie potępiając decyzję Zełenskiego w sprawie nadania jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, chcę wskazać, że wszystkie z okoliczności, które kapituła pod przewodnictwem Andrzeja Dudy uznała za przekonujące, są wciąż aktualne. Zełenski się nie cofnął, nie przegrał ani nie poddał. Prowadzi swój naród do zwycięstwa, co jest dziś bardziej prawdopodobne niż w 2023 r. A relacje z tym narodem będą jeszcze ważniejsze, kiedy gorąca wojna się skończy. Nie jestem i zapewne nigdy pewnie nie doznam zaszczytu bycia członkiem tak ważnej kapituły, ale jako obywatel mam prawo przedstawić swoje oczekiwania.

Relacje z Ukrainą. Nie mieszać emocji z pragmatyzmem

Oczekuję też od demokratycznego państwa polskiego więcej pragmatyzmu i dystansu do narodowej emocji. Dojrzałe narody i przywódcy, zwłaszcza w trudnych momentach swojej historii, kierowały się chłodną kalkulacją i zracjonalizowanym interesem, nie histerią czy chęcią odwetu. Chciałbym, by Polska była właśnie taka. Dlatego proponuję, by relacje z Ukrainą ustabilizować na dwóch poziomach. Pierwszy, odnoszący się do historii i trudnych kwestii narodowej emocji, zostawić gronom ludzi dobrej woli, którzy będą skutecznie je wyjaśniać. Nie mogą to być wyłącznie historycy, nawet szefowie narodowych instytutów pamięci, tylko szersze grono. Drugi poziom oddajmy rządom, prezydentom, ludziom biznesu i organizacjom społecznym, którzy dziś powinni budować relacje na przyszłość. Te dwa poziomy stosunków nie powinny sobie wchodzić w drogę. Wiem, jakie to trudne, ale innej drogi nie ma. Rozstrzygają o tym historia i geografia. A tych zmienić się nie da.