Wołodymyr Zełenski spróbował przekonać Rosjanina do podjęcia negocjacji za pomocą korespondencji, skoro nie udaje się nawiązać ich poprzez amerykańskie pośrednictwo (które ostatnio zamarło), a europejskie jeszcze nie doszło do takiego poziomu, by je traktować poważnie. Najważniejszą chyba propozycją Ukraińca jest spotkanie obu przywódców, którego Putin do tej pory odmawiał, twierdząc że będzie możliwe tylko, by podpisać ustalone wcześniej dokumenty kończące wojnę.

„Tylko przywódcy decydują o najważniejszych sprawach. Tak było zawsze i tak będzie zawsze” – napisał teraz Zełenski. Jednocześnie zaproponował spotkanie w jednym z neutralnych krajów „Szwajcarii, Turcji, państwach świata arabskiego”, ponownie kategorycznie odrzucając przyjazd do Moskwy.

Ale rzecznik Kremla już powiedział – ze zwyczajowym uśmiechem (który Zełenski zresztą opisał w swym liście) – że dla zawarcia pokoju Ukrainiec może w każdej chwili przyjechać do rosyjskiej stolicy. Nie wiadomo jednak, czy rzecznik zdążył ustalić to ze swym chlebodawcą, który znajdował się w Petersburgu (zaatakowanym wcześniej przez ukraińskie drony, co też opisał ukraiński przywódca).

Czytaj więcej

Petersburski policzek dla Putina. Ale bieg wojny rozstrzyga się na południu

Znak zapytania nadal więc wisi nad główną propozycją Zełenskiego.

Pakiet ukraińskich propozycji mających zakończyć wojnę

Ale i nad pozostałymi. A Ukrainiec proponuje zawieszenie broni na obecnej linii frontu na czas rozmów, wymianę jeńców „wszystkich na wszystkich” (Rosja ma znacznie więcej ukraińskich, niż Kijów rosyjskich), monitoring rozejmu przez USA, jak i udział Europy w negocjacjach pokojowych. Europa miałaby udzielić jakichś gwarancji bezpieczeństwa Ukrainie, a obecność Stanów Zjednoczonych na nich pomogłaby „sformować nową architekturę bezpieczeństwa dla naszej części świata”.

Kreml wcześniej odrzucał zarówno rozejm na obecnej linii frontu (domagając się najpierw oddania mu całego obwodu donieckiego), jak i wymianę jeńców „wszystkich na wszystkich”. W sprawie udziału Europejczyków w negocjacjach nie sformułował sensownej odpowiedzi, choć odnosił się do niej niechętnie.

Z drugiej strony propozycje Zełenskiego dotyczące Europejczyków i Amerykanów są ładnie opisane, ale niejasne i można je różnie interpretować. Tak, jak najważniejszy chyba – po propozycji osobistego spotkania – punkt listu. „Linia frontu to linia, od której powinna zaczynać się dyplomacja” – napisał Zełenski. Ale nie dodał, że nie zgadza się na żadne ustępstwa terytorialne z ukraińskiej strony, pozostawiając miejsce na domysły – zarówno w Europie, jak i na Kremlu.

Czytaj więcej

„Rosja złamała zawieszenie broni”, twierdzi ukraiński sztab. Doradca Putina studzi nadzieje Donalda Trumpa

Na koniec Ukrainiec przypomniał jednak Putinowi los cara Pawła I, Aleksandra II i Mikołaja II, czyli to, co może się stać bez podjęcia negocjacji. „Będzie pan musiał znacznie ciężej walczyć o własne przetrwanie: nie Rosji, ale pańskie osobiste. To nie jest groźba (…). To fakt rosyjskiej historii świetnie panu znany. Gdy Rosja się męczy, nadchodzą zmiany”.