Na długo zapamiętamy Andrzeja Dudę, który w TVP na tle wystrojonych w korale kobiet (naturalnie elektorat) wykrzykiwał do kamery, że „nie bardzo rozumie, jak kwestia zbadania rosyjskich wpływów na Polskę w ciągu ostatnich 16 lat miałaby zniszczyć polską demokrację" i „sam się nie boi, bo nie ma ku temu żadnego powodu”. Pan prezydent oczywiście nie mówi prawdy, bo – raczej w to nie wątpię – posiada dostateczny aparat umysłowy, by zrozumieć, że krytyka dotyczy nie tego, czy badać rosyjskie wpływy, ale jak je badać. Innymi słowy, kwestionuje się nie cel podpisanej regulacji, ale same przepisy, które są fundamentalnie sprzeczne z konstytucją.