Reklama

Bogusław Chrabota: Budapeszt czuje miętę do bandytów

Mińską eskapadę szefa węgierskiej dyplomacji Pétera Szijjártó można by potraktować tylko jako naplucie w gębę bratankom z Warszawy, gdyby nie to, że idealnie wpisała się w potrzeby Łukaszenki.
Ledwo co premier Węgier Viktor Orbán obraził Ukraińców, twierdząc, że ich kraj jest jak Afganistan z

Ledwo co premier Węgier Viktor Orbán obraził Ukraińców, twierdząc, że ich kraj jest jak Afganistan ziemią niczyją, a teraz wysłał z pokojową misją do Mińska swojego ministra spraw zagranicznych

Foto: AFP

Polak – Węgier, dwa bratanki… Wciąż w to wierzę, choć za czasów Viktora Orbána moja wiara została wystawiona wielokrotnie na ciężką próbę. Problem w tym, że premier Węgier, w którego tak wierzyliśmy nad Wisłą w latach 90., ostatecznie wybrał ścieżkę Erdogana, a ideały demokratycznych przemian końca lat 80. zamienił na fideszowe państwo w państwie, stadion w Felcsút i przyjaźń z Putinem.

Dziwi ten flirt premiera Węgier z autokratą (dziś wiemy, że także zbrodniarzem), zwłaszcza że Orbán pazurami trzyma się Unii Europejskiej i ponoć ani myśli o scenariuszu jakiegoś hungaroexitu. Zdaniem przychylnych mu ekspertów chce być po prostu pragmatyczny; przeciwnicy widzą co innego. Unia to dla niego gwarancja dopływu taniej gotówki do skorumpowanego systemu władzy i zachodnie inwestycje, bez których Węgry dawno byłyby bankrutem. Panu Bogu więc świeczkę, a diabłu ogarek. Przysłowie to pasuje jak ulał, choć może czas je odwrócić: Putinowi świeczkę, a Unii ogarek; świeczka pali się coraz jaśniej, a ogarek coraz bardziej symboliczny.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama