Dobrze pokazują to dwie konferencje prasowe w poniedziałek, na starcie roku i de facto na start nowego etapu kampanii wyborczej. Zmienia się jedno: wszystkim zostaje coraz mniej czasu na ostateczne decyzje co do przyszłości. Bo wyborczy i sejmowy kalendarz jest nieubłagany.
W poniedziałek w Sejmie politycy Solidarnej Polski - w tym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro - kontynuowali temat tęczowych opasek zespołu Black Eyed Peas z “Sylwestra Marzeń”. Ziobro stwierdził, że tęcza jest “symbolem opresji” i zapowiedział rozmowę na ten temat z premierem Mateusze Morawieckim. Solidarna Polska próbując cały czas odróżnić się od PiS jest skazana na poszukiwanie takich tematów, które są jednocześnie potencjalnie istotne dla wyborców PiS i szeroko pojętej prawicy, a z drugiej strony niosą medialnie i budują polaryzację.
Czytaj więcej
Niestety piękny symbol tęczy nie uosabia dzisiaj wartości, o których środowiska LGBT głośno krzyczą - wolności, miłości, tolerancji, swobody, wolne...
Nawet jeśli ogólnie są kompletnie trywialne - w kontekście geopolityki, gospodarki, inflacji, mieszkalnictwa, edukacji, bezpieczeństwa itd. Dla opozycji to wygodne - dużo łatwiej budować polaryzacje na osi z Ziobrą niż z premierem Morawieckim, który w poniedziałek zadeklarował, że PiS jest “partią tolerancji i zrozumienia dla różnych środowisk”, która nie planuje cenzurować wolności artystycznej.
Czytaj więcej
Atak na TVP jest ofensywą ziobrystów przeciw Nowogrodzkiej i PiS oraz przeciw decyzji o wysłaniu Jacka Kurskiego na posadę marzeń do Banku Światowego.
Dla PiS ustawianie się Solidarnej Polski na tak bardzo skrajnej flance też jest - oczywiście w granicach - całkiem wygodne. To samo widać w sprawie funduszy europejskich, gdzie to Morawiecki i Szynkowski vel Sęk ustawiają się jako zwolennicy kompromisu z Brukselą, a na skrajnej pozycji ustawia się Ziobro. Tak długo, jak takie przeciąganie liny nie zagraża stabilności całego układu, tak długo wszyscy jego uczestnicy mogą znaleźć w nim mniejsze lub większe korzyści. Dlatego trendy widoczne od 2019 tak dobrze będzie widać również w 2023 r. Granicą są wybory - a raczej ustalanie miejsc na listach.
Dla PiS liczy się co innego. Nowogrodzka wychodzi z założenia, że zwycięstwo w 2023 roku i utrzymanie władzy (to dwie różne sprawy) jest możliwe po spełnieniu kilku warunków. Jeden to utrzymanie mobilizacji. W poniedziałek PiS wróciło do doskonale znanej melodii - pokazywania, głównie swoim wyborcom, ale też niektórym z niezdecydowanych - że alternatywa, czyli opozycja jest gorsza. I to na wygodnym dla siebie gruncie wieku emerytalnego i programów społecznych, których odebraniem ze strony opozycji PiS będzie przestrzegał aż do wyborów. Zwłaszcza kierując swoje przesłanie do części żelaznego elektoratu - do seniorów, tak jak w poniedziałek.
Z kolejnej strony europoseł Joachim Brudziński zapowiedział w poniedziałek kolejną rundę objazdów polityków PiS po Polsce, która ma zacząć się w styczniu - jeszcze w tym tygodniu. To też klasyczny dla PiS sposób prowadzenia kampanii czy pre-kampanii wyborczej. To wszystko niezbyt oryginalny plan. Ale wynika z kalkulacji opartej na pogłębionych badaniach i analizach. Pytanie tylko, czy wewnętrzny spór między partiami w koalicji nie przysłoni Nowogrodzkiej prób jego realizacji w roku wyborczym.