Terrorysta, miażdżąc ich rozpędzoną ciężarówką, uderzył w sedno wartości, na jakich zbudowane jest społeczeństwo zachodniej demokracji. Nasze także. Może jeszcze celniej niż zbrodniarze używający wypełnionych ludźmi samolotów, by zniszczyć wieże World Trade Center. Tam uderzono w symbol wolnego handlu i finansów, tutaj we wspólnotę wartości. Wprawdzie wzięcie Bastylii tyleż jest warte co rzekome wystrzały „Aurory" wymierzone w Pałac Zimowy; twierdza była prawie pusta i ledwie broniona. Ale przetrwało jako metafora, dzień święta narodowego pierwszej wielkiej republiki w Europie.

Jeśli ktoś usiłuje poderżnąć gardło, trzeba się bronić. A zatem więcej bomb na tzw. Państwo Islamskie. Ale skoro tak, to jeszcze więcej uchodźców stamtąd, którzy oczywiście nie znajdą schronienia w Europie jako bracia terrorystów. A może jednak ich wpuścić, wyciągnąć dłoń w imię solidarności, pogodzić się z multi-kulti w naszych miastach? Tyle że wśród każdego uratowanego tysiąca znajdzie się co najmniej jeden nienawistnik, gotów zginąć w samobójczym zamachu. Może wziąć się do islamu, skończyć z tolerancją i poprawnością polityczną? Dlaczego tylko ta religia jest w stanie wytworzyć enklawy samobójczej nienawiści?

Ale przecież chrześcijaństwo też potrafiło nawracać siłą i mordować innowierców. Nawet współczesny hinduizm ma krwiożercze odłamy. Nawet spokojni buddyści w Birmie mordują muzułmańskich sąsiadów.

Nie ma dobrego rozwiązania. Jeśli odgrodzimy się murami srodze strzeżonych granic, zrobimy dokładnie to, czego chcą od nas terroryści: pokażemy wszystkim o innym kolorze skóry, biedniejszym od nas, wyznającym Boga inaczej, że są godnymi pogardy podludźmi. Wtedy najłatwiej będzie o samobójczych zamachowców.