I choć od kilku lat władze starają się zmienić sposób obchodzenia świąt narodowych, jak dotąd wielkich efektów nie widać. Nic dziwnego, że o radosne patriotyczne świętowanie apeluje prezydent Bronisław Komorowski. Od początku kadencji zdobywa on zaufanie wyborców lewicy i prawicy poprzez umiejętne balansowanie w centrum sceny politycznej.
Jestem jednak w kropce, gdy do akcji promowania „radosnego patriotyzmu" włączają się osoby, które dumne są z tego, że nawet w czasie wojny nie przelałyby za Polskę choćby kropli krwi. Trudno oczekiwać w czasie pokoju, by deklarować oddanie życie za ojczyznę, ale taka zapowiedź dotycząca czasu konfliktu zbrojnego nie mieści się już w żadnym z kanonów patriotyzmu, jakikolwiek by on nie był.