Reklama

Łańcuchy, których zrywać nie trzeba

Jak zostanie nazwany dzisiejszy "łańcuch rąk" od Kijowa do Przemyśla? Jaką przyszłość wywróżą sobie w ten sposób ukraińscy studenci protestujący przeciw Janukowyczowi, który zrezygnował z europejskich aspiracji swojego narodu i nie podpisał w Wilnie umowy stowarzyszeniowej z Unią?
Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Fotorzepa/ Rafał Guz

Trudno powiedzieć; próby odgadywania historii są zwykle skazane na porażkę. Ale analogie miewają sens. Dlatego chcę na tych łamach przypomnieć „Bałtycką drogę", bo tak nazwano inny, dziś już legendarny, łańcuch sprzed niemal ćwierć wieku.

Dokładnie 23 sierpnia 1989 roku, w 50 rocznicę podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow, 2 mln obywateli Litwy, Łotwy i Estonii wzięło się za ręce i utworzyło żywy łańcuch od Wilna do Tallina. Był to wyraz protestu przeciwko polityce Moskwy i symboliczne przywrócenie granicy ze Związkiem Radzieckim.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama