Bo trzeba było aż sześciu dni koszmarnego chaosu, bałaganu i atmosfery niemal ataku na państwo, by ludzie odpowiedzialni za przeprowadzenie wyborów przedstawili wyniki głosowania. Te wybory nie przejdą niestety do historii jako triumf dotychczasowej opozycji, przełamanie po latach złej passy wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Trafią do podręczników jako przykład kompromitacji państwa, polskiej nieudolności, a dla wielu pozostaną gorzkim potwierdzeniem słów pewnego ministra spraw wewnętrznych o państwie, które „nie istnieje”. Czy można mówić w tych okolicznościach o triumfie demokracji?