22-latek z UAE Team Emirates nie dał szans rywalom zarówno podczas jazdy indywidualnej na czas, jak i na pierwszych górskich etapach wyścigu.

Pędził na rowerze lekko i pięknie, jakby do wspinaczek pod alpejskie przełęcze nawykł już jako dziecko. Sobotni etap – wymagający, ale wcale nie najtrudniejszy na trasie wyścigu – zakończył ponad trzy minuty przed innymi gwiazdami peletonu.

– Bawi się z nami – mówił Ekwadorczyk Richard Carapaz z grupy Ineos Grenadiers. – W tym momencie jest dla nas po prostu niedostępny – dodawał jeżdżący dla Movistaru Hiszpan Enric Mas.

Kolarstwo ma długą dopingową tradycję, więc kiedy rok temu Pogacar w niezwykłych okolicznościach wygrywał Tour de France, jego wyniki budziły raczej wątpliwości niż podziw. Wszyscy wiedzieli, że ma talent, skoro wygrał Tour de l'Avenir i był trzeci na mecie Vuelta a Espana, ale taki wyczyn w takim wieku? Takie rzeczy się nie zdarzają.

Amerykanin Lance Armstrong, który zamienił opowieść o wielkim powrocie po zwycięstwie nad nowotworem w historię oszusta, zabił heroiczny nimb towarzyszący rywalizacji kolarzy. Dziś, zamiast ekscytować się niezwykłymi wyczynami, odruchowo węszymy podstęp.

Pierwszy trener Pogacara Andrej Hauptman w 2000 roku nie został dopuszczony do Tour de France przez podejrzane wyniki badań krwi, a szwajcarski szef UAE Team Emirates Mauro Gianetti był dyrektorem Saunier Duval, kiedy kolarze tej grupy wpadali na dopingu.

To ślady z otoczenia, samemu Pogacarowi trudno cokolwiek zarzucić. – Miałem wczoraj trzy kontrole: dwie przed etapem i jedną po jego zakończeniu. To chyba najlepsza odpowiedź dla tych, którzy we mnie wątpią – mówił po dziewiątym etapie. Pozytywnego wyniku kontroli nigdy nie miał też jednak Armstrong.

Niektórzy uważają, że Pogacar to prostu talent, jaki rodzi się raz na kilkadziesiąt lat. Ma niezwykłą zdolność do regeneracji, a to, że wytwarzana przez niego moc przypomina wyniki gwiazd dopingowej epoki, może być równie dobrze efektem rozwoju medycyny, suplementacji i metod treningowych.

Zwycięzca Tour de France z 1987 roku Irlandczyk Stephen Roche przekonuje z kolei na łamach „L'Equipe", że Słoweniec w tegorocznej edycji Wielkiej Pętli jest po prostu silny słabością rywali, których w pierwszych dniach wyścigu zdziesiątkowały kraksy.

Pogacar podczas 11. etapu – kiedy kolarze dwukrotnie wspinali się pod Mont Ventoux – jakby na przekór zachwytom i wątpliwościom pokazał słabość. Pod szczytem nie wytrzymał tempa Duńczyka Jonasa Vingegaarda (Jumbo-Visma), ale nie poniósł żadnych strat, bo podczas zjazdu go dogonił.

KLASYFIKACJA GENERALNA

1. T. Pogacar (Słowenia, UAE Team Emirates) 43:44.38

2. R. Uran (Kolumbia, EF Education-Nippo) +5.18

3. J. Vingegaard (Dania, Jumbo-Visma) +5.32

4. R. Carapaz (Ekwador, Ineos Grenadiers) +5.33

5. B. O'Connor (Australia, AG2R Citroen Team) +5.58

6. W. Kelderman (Holandia, Bora-Hansgrohe) +6.16

7. A. Łucenko (Kazachstan, Astana-Premier Tech) +6.30

8. E. Mas (Hiszpania, Movistar Team) +7.11

9. G. Martin (Francja, Cofidis) +9:29

10. P. Bilbao (Hiszpania, Bahrain-Victorious) +10.28 ?