Ostatnia erupcja rozpoczęła się wcześnie rano w niedzielę, kilka godzin po wcześniejszej aktywności sejsmicznej, która zmusiła władze do ostrzeżenia o zbliżającym się niebezpieczeństwie i nakazania ewakuacji z miasta.
Służby i mieszkańcy miasta rozpoczęli budowę barier z ziemi i skał, aby uniemożliwić lawie dotarcie do Grindavik. Zapora została jednak przerwana przez żywioł i strumienie wrzącej lawy dotarły do obrzeży miasta, powodując pożary domów.
Prezydent Islandii Guðni Jóhannesson napisał w mediach społecznościowych, że mieszkańcy miasta zostali bezpiecznie ewakuowani i nie grozi im niebezpieczeństwo, ale istnieje realna groźba zniszczenia infrastruktury.
Islandzka agencja ochrony ludności oświadczyła w niedzielę, że podniosła poziom alarmowy do „wyjątkowego”, najwyższego w trzystopniowej skali.
Jest to piąta erupcja na półwyspie Reykjanes od 2021 r. Po tygodniach trzęsień ziemi 18 grudnia w pobliżu Grindavíku doszło do potężnej erupcji wulkanu. W ramach środków ostrożności ewakuowano już 3800 mieszkańców miasta. W ostatnich tygodniach wróciło ponad 100 mieszkańców, ale w sobotę zostali ponownie ewakuowani.
Położenie Islandii pomiędzy płytami tektonicznymi euroazjatycką i północnoamerykańską, które poruszają się w przeciwnych kierunkach, sprawia, że jest to gorący punkt sejsmiczny i wulkaniczny.
W 2010 r. chmury pyłu powstałe w wyniku erupcji wulkanu Eyjafjallajökull na południu Islandii rozprzestrzeniły się nad dużą częścią Europy, uziemiając 100 000 samolotów i zmuszając setki Islandczyków do ewakuacji swoich domów.