– Wycofuję wszystkie roszczenia wobec fundacji i organizacji pozarządowych. Bez opłaty. Każda z tych organizacji dostanie ode mnie pisemną informację o wycofaniu sprawy – napisała fotografka w specjalnym oświadczeniu, które w środę wieczorem opublikowała w mediach społecznościowych. Dodała w nim, że zarówno na nią, jak i na jej rodzinę spadła ogromna fala hejtu, w tym groźby śmierci.

Pisma, które wywołały burzę w internecie

Tydzień temu  liczne organizacje działające na rzecz zwierząt, w tym m.in. Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (KTOZ), otrzymały wezwania od prawnika reprezentującego fotografkę z Katowic – Jagodę G.

Czytaj więcej

Fotografka żąda pieniędzy za zdjęcie Litewki. Prawnik: Sąd zadośćuczynienia nie zasądzi

Domagano się w nich okazania licencji, zaniechania naruszeń, usunięcia ich skutków oraz zapłaty z tytułu naruszenia praw autorskich. W grę wchodziło 1000 zł odszkodowania za wykorzystanie zdjęcia bez licencji, 500 zł zadośćuczynienia za brak oznaczenia imienia i nazwiska autora zdjęcia oraz kolejne 500 zł za nieuprawnioną ingerencję w integralność fotografii. Łącznie roszczenia wynosiły po 2 tys. zł.

Dla fundacji, które w większości opierają działalność na darowiznach, są to znaczące kwoty.

– Czy poseł Litewka chciałby, żeby zdjęcie z jego wizerunkiem pojawiało się w internecie w kontekście kar dla instytucji, które pomagają innym? Mocno wątpimy – pytało KTOZ.

Czytaj więcej:

ZUS Prowizja dla fotografa bez składek. ZUS: brak obowiązku przy prawach autorskich

Pro

Do sprawy odniosła się także Fundacja im. Łukasza Litewki, prowadzona przez jego najbliższych, która kontynuuje działalność charytatywną zmarłego posła. Przyznała ona, że autorką fotografii jest pani Jagoda, a sama sesja została zlecona przez Łukasza Litewkę za jego życia.

– Jest nam niezmiernie przykro, że w obliczu tak wielkiej tragedii mierzymy się razem z państwem z tą sytuacją. Uważamy, że w tych okolicznościach takie roszczenia po prostu nie powinny mieć miejsca, zwłaszcza wobec organizacji prozwierzęcych – tak bliskich Łukaszowi i nam. Przekazaliśmy to również autorce zdjęcia podczas dzisiejszej rozmowy, starając się polubownie wyjaśnić sprawę – napisała fundacja.

Sprawa nie była jednoznaczna pod względem prawnym.

– Skoro organizacje nie działały w złej wierze, nie zarobiły na zdjęciu ani złotówki, a użyły go wyłącznie po to, by poinformować o śmierci posła i uczcić jego pamięć, trudno mówić o zawinionym naruszeniu i realnej krzywdzie autorki. Bez tych przesłanek sąd zadośćuczynienia po prostu nie zasądzi – tłumaczył „Rzeczpospolitej” mec. Mateusz Szczurek, adwokat specjalizujący się w prawie autorskim i obsłudze spółek.

Fotografka: Nie sprawdziłam dokładnie listy adresatów

Sama fotografka w pierwszym oświadczeniu zaraz po tym, jak wybuchła medialna afera zaznaczała, że jej intencją było wyłącznie zwrócenie uwagi na problem, z którym fotografowie i inni twórcy mierzą się na co dzień: wykorzystywanie ich pracy bez zgody, bez informacji o autorze i bez poszanowania praw do stworzonego materiału.

W środę późnym wieczorem fotografka opublikowała kolejne oświadczenie. Przypomniała, że jest autorką zdjęcia Łukasza Litewki, które powstało podczas sesji zleconej jej przez posła za życia.

 – Po jego śmierci to zdjęcie obiegło kraj. Publikowały je największe redakcje, portale i podmioty polityczne. Nikt z nich nie zapytał mnie o zgodę, w wielu przypadkach nie pojawiła się nawet informacja o autorze – napisała.

Podkreśliła, że były to publikacje, na których zarabiano „na wyświetleniach i na zasięgu”.

– Zarabiają zresztą do dzisiaj, również na tej sprawie – zaznaczyła.

Fotografka przyznała zarazem, że zareagowała pod wpływem emocji.

– Zleciłam zewnętrznej firmie przygotowanie i wysłanie pism do podmiotów, które wykorzystały moją pracę. Pisma zaakceptowałam. Nie sprawdziłam jednak dokładnie listy adresatów. A powinnam była to zrobić – napisała.

Jak dodała, wśród adresatów znalazły się fundacje i organizacje, które opublikowały zdjęcie, żegnając osobę, z którą współpracowały i którą znały.

– Nie powinny były dostać tych pism. Gdybym przeczytała tę listę uważnie, nigdy by ich tam nie było. Firma wykonała to, co jej zleciłam. Zaakceptowałam te dokumenty i odpowiedzialność jest po mojej stronie – przyznała.

Fotografka wycofuje roszczenia wobec fundacji i organizacji pomagających zwierzętom, ale podtrzymuje oczekiwania wobec redakcji, portali i podmiotów politycznych, które – jak uważa – zarabiały na wykorzystywaniu jej pracy.

– Za wykorzystanie zdjęcia płaci się jego autorowi. To jedyny powód, dla którego ta sprawa się zaczęła z mojej strony. I on się nie zmienił. Żadne z tych pieniędzy nie trafią do mnie, a w całości na cele charytatywne – zadeklarowała autorka zdjęcia posła Litewki.

Poinformowała również, że podmiot dokonujący wpłaty będzie mógł sam wskazać organizację pożytku publicznego, na rzecz której przekaże pieniądze. Zapowiedziała, że będzie publikować potwierdzenia przelewów.

Gróźby nie pozostaną bez odpowiedzi

W oświadczeniu fotografka opisała też falę hejtu, jaka spadła na nią po wysłaniu pism przez prawnika. Jak podała, w internecie krążą jej dane: imię i nazwisko, nazwa firmy, miasto, adres, telefon oraz adres e-mail.

– Pojawiły się wezwania, żeby mnie napiętnować i żeby podać do mnie namiary. Moja wizytówka w Google została zasypana opiniami osób, które nigdy nie były u mnie w studiu. Zamknęłam profile, bo nie byłam w stanie tego czytać – napisała.

Przyznała, że dostaje w prywatnych wiadomościach groźby, wyzwiska i życzenia śmierci, kierowane również wobec jej rodziny.

Kilka wiadomości, z zasłoniętymi danymi autorów, opublikowała w relacji. Zapowiedziała zabezpieczenie materiału i przekazanie go odpowiednim organom.

– Nikt nie powinien przechodzić przez to, przez co przechodzę ja od tygodnia. Zabezpieczam ten materiał i przekazuję go organom, które są od tego, żeby go ocenić. Możecie uważać, że podjęłam złą decyzję. Podjęłam ją i biorę to na siebie. Moi bliscy nie podjęli żadnej. Nie oczekuję, że wszyscy uznają, że mam rację. Staram się naprawić tę sytuację w jedyny sposób, jaki mam: wycofuję to, czego nigdy nie powinno tam być – napisała.

Na koniec dodała, że nie chciała, żeby zdjęcie Łukasza funkcjonowało w takim kontekście.

– Za to przepraszam jego bliskich oraz wszystkich, którzy go znali – oświadczyła.

Fundacja: Można było wybrać inną drogę

Wycofanie roszczeń komentują już fundacje prozwierzęce.

– Ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy. Długo czekaliśmy na ten moment. Naprawdę długo. Ale… lepiej późno niż wcale – przekazała Fundacja na Rzecz Zwierząt Marzenia Zwierzaków. Zaznaczyła przy tym, że nie wierzy, by fotografka nie wiedziała, do kogo wysyłane są żądania. Wskazała, że zdjęcie, które Łukasz Litewka miał ustawić jako fotografię profilową na Facebooku, nie zawierało podpisu ani informacji o autorze.

– Nie było wiadomo, kto jest jego właścicielem. To właśnie to zdjęcie tysiące osób pobierały i publikowały dalej, informując o tragicznej śmierci Łukasza. Nikt nie chciał przypisać sobie zasługi wykonania tego zdjęcia – podkreśliła organizacja.

– Gdyby od początku wybrano inną drogę, pani fotograf mogłaby dziś zyskać coś znacznie cenniejszego niż pieniądze: szacunek i wdzięczność ludzi. A może i więcej klientów – dodała fundacja.