Konwencje genewskie, których USA są sygnatariuszem, nie mają większego zastosowania w przypadkach amerykańskich żołnierzy oskarżonych o morderstwa cywilów.

– Tego rodzaju przestępstwa sądzone są w USA na podstawie amerykańskiego kodeksu prawa wojskowego – wyjaśnia wykładowca prawa wojskowego na Uniwersytecie Yale profesor Eugene Fidell. – Można by, teoretycznie, stosować konwencje genewskie, ale nie ma takiej potrzeby. Kodeks to wystarczająca podstawa. Jest tak obszerny, że można na jego podstawie sądzić każde przestępstwo żołnierza.

Jak jednak zauważa profesor prawa Georgetown Law School w Waszyngtonie i były sędzia wojskowy Gary Solis, kary dla żołnierzy oskarżonych o zbrodnie w Iraku i Afganistanie są wyraźnie łagodniejsze od tych z czasów wojny wietnamskiej.

Podczas jej trwania za morderstwa ludności cywilnej skazano przed sądami wojskowymi niemal 100 amerykańskich żołnierzy. Niektórych nawet na dożywocie lub 50 lat więzienia.

A sierżant oskarżony o to, że w 2005 r. brał udział w śmiertelnym pobiciu afgańskiego więźnia, został ukarany naganą, dwumiesięcznym zakazem opuszczania bazy i degradacją o jeden stopień.

Skąd te różnice? Jak zauważają niektórzy komentatorzy, żadna ze zbrodni, jakich popełnienie zarzuca się tamtejszym żołnierzom w Iraku czy Afganistanie, nie jest tak wstrząsająca jak rzeź dokonana przez Amerykanów w wietnamskim My Lai w 1968 r. W ciągu kilku godzin zabili pół tysiąca mieszkańców wioski, chociaż nie znaleźli w niej śladu wroga. Strzelali do rodzin próbujących kryć się w domach, ludzi stojących spokojnie z rękami w górze, dzieci i starców. William Calley, jedyny skazany za My Lai, dostał dożywocie, które potem zamieniono na trzy lata więzienia.

Podczas ostatnich konfliktów najpoważniejszy incydent miał miejsce w 2005 r. w irackiej miejscowości Haditha, gdzie Amerykanie zabili 24 osoby, w tym dzieci i kobiety. Strzelali z bliska. Prokuratura wojskowa podejrzewała, że jednym z motywów była chęć zemsty za wcześniejszy atak na ich oddział. Jednak oskarżenia wobec siedmiu z ośmiu podejrzanych wycofano, proces ósmego został bezterminowo wstrzymany.

Symboliczne wyroki, np. naganę, otrzymali marines, którzy w 2006 r. brali udział w egzekucji Irakijczyka podejrzanego o współpracę z rebeliantami.

Według prof. Solisa znacznie rzadsze niż kiedyś są też przypadki obarczenia dowódcy współodpowiedzialnością za czyny podwładnych.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Jak tłumaczy profesor Fidell, łagodniejsze wyroki wynikają raczej ze zmiany podejścia sędziów niż presji opinii publicznej. – Ona bardzo się tymi sprawami nie zajmuje. Co więcej, w przypadku My Lai i innych spraw wietnamskich była zdecydowanie przeciwna surowym orzeczeniom – mówi Fidell.

Poza tym sędziowie biorą pod uwagę stres. Według kodeksu żołnierz w warunkach bojowych ma prawo do samoobrony (nawet przy użyciu „śmiertelnej siły”), gdy podejrzewa, że jego życie lub zdrowie może być w niebezpieczeństwie.

– Sędziowie zadają sobie pytanie: a co na ich miejscu zrobiliby oni? – dodaje Fidell.

Jego zdaniem na stosunkowo łagodne wyroki wpływa też to, że w przypadku działań wojennych ustalenie prawdziwego przebiegu wydarzeń może być niezwykle trudne.

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=p.gillert@rp.pl]p.gillert@rp.pl[/mail][/i]