Wartość wszystkich tego typu transakcji dokonanych przez firmy z Chin w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku wynosiła 6,5 mld dol. Była aż o 88 proc. mniejsza niż w takim samym okresie roku 2019.
Sytuacja mocno więc odbiega od tej z lat 2008–2009, gdy kryzys na Zachodzie stał się okazją do dużych zakupów zagranicznych dokonywanych przez chińskie spółki. Wówczas jednak przyjmowano chińskich inwestorów z nadzieją, teraz z obawami.
„W porównaniu z latami boomu chińskie spółki z globalnymi ambicjami mierzą się obecnie z bardzo odmiennym środowiskiem. Mają do czynienia z kombinacją wysokiego zadłużenia, trudniejszych warunków płynnościowych w kraju, kontrolą Pekinu nad odpływem kapitału i alergią polityczną na chińskie inwestycje za granicą" – piszą analitycy Rhodium Group.
Fuzje i przejęcie dokonywane przez zagraniczne spółki w Chinach utrzymują się natomiast na wysokim poziomie, gdyż m.in. inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych i Europy korzystają z luzowania chińskich przepisów dotyczących udziałów w miejscowych spółkach. Dotyczy to m.in. branży finansowej.
– Rynek w Chinach jest bardzo duży i mnóstwo inwestorów korporacyjnych patrzy na niego pod kątem długoterminowego rozwoju biznesu – uważa Martin Wong, partner zarządzający w Deloitte China.
„Po raz pierwszy w historii bardziej opłaca się cudzoziemcom kupować w Chinach aktywa z branży technologicznej i przemysłowej, niż budować tam od zera" – zauważają eksperci Rhodium Group.
Wśród dużych transakcji z ostatnich miesięcy były m.in.: przejęcie przez Volkswagena za 1,2 mld dolarów 26 proc. udziałów w produkującej baterie firmie Guoxuan High-Tech, kupno przez Pepsi za 700 mln dol. chińskiego producenta przekąsek Be & Cheery oraz przejęcie za 1 mld dol. przez J.P. Morgan od chińskiego wspólnika udziałów w joint venture w branży funduszy typu mutual.
