– Priorytetem najbliższych dni i tygodni jest wsparcie humanitarne, militarne dotyczące utrzymania infrastruktury krytycznej, a także stabilności finansowej tego kraju – mówi Mateusz Szczurek, ekonomista Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. – I takie programy na forum społeczności międzynarodowej są oczywiście tworzone – zaznacza.

– Działania wojenne są kosztowne same w sobie, zatrzymana gospodarka uderza też w budżet i zdolność Ukrainy do obsługi zadłużenia – zauważa też Jan Hagemejer, wiceprezes think tanku CASE, dyrektor ds. makroekonomii i handlu. – Dlatego wszelka pomoc w utrzymaniu płynności finansowej ze strony Zachodu jest obecnie bardzo pożądana – komentuje.

 

 

Na koniec ubiegłego roku zadłużenie Ukrainy nie było nadmiernie wysokie, według MFW spadło do 54,4 proc. PKB (to mniej więcej tyle, ile w Polsce). Niemniej, ze względu na stosunkowo niską ocenę wiarygodności kredytowej, ten kraj musi pożyczać pieniądze na rynkach (a połowa długu należy do inwestorów zagranicznych) bardzo drogo. Koszty obsługi zadłużenia pochłaniają ok. 10 proc. PKB rocznie, w Polsce to ok. 1 proc. PKB.

Program gospodarczego wsparcia Ukrainy jest też potrzebny po zakończeniu rosyjskiej agresji. – Jego elementem na pewno powinna być pomoc w odbudowie zniszczonego kraju, całej infrastruktury, w co powinny zaangażować się wszystkie międzynarodowe instytucje, poczynając od UE i EBOR po Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy – ocenia Ryszard Czarnecki, europoseł PiS. – A także jasne wskazanie mapy drogowej do członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej – dodaje.

 

 

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Sama Ukraina kładzie na akcesję do UE bardzo duży nacisk. W miniony weekend prezydent Wołodymyr Zełenski zaapelował o szybką ścieżkę akcesyjną. – Naród Ukrainy na to zasługuje i ma prawo uzyskać członkostwo w Unii Europejskiej. Będzie to kluczowy dowód poparcia dla naszego kraju – stwierdził. W poniedziałek zaś prezydent podpisał wniosek Ukrainy o członkostwo w UE i wkrótce ma on zostać złożony w Brukseli.

Dążenia naszego sąsiada do szybkiej integracji popiera polska dyplomacja, a Ursula von der Leyen niejako zaprasza Ukrainę do UE, mówiąc, że „Ukraina jest jednym z nas i chcemy, aby znalazła się w Unii Europejskiej”.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że nie istnieje, przynajmniej na razie, coś takiego jak szybka ścieżka akcesji. Odwrotnie – jest to proces dosyć długotrwały, który Polsce zajął co najmniej dziesięć lat (od momentu złożenia wniosku o członkostwo). – Wymaga wielu reform i dostosowań, które powinna przejść ukraińska gospodarka i instytucje publiczne, a także zgody innych państw członkowskich na rozszerzenie – wyjaśnia Janusz Lewandowski, europeseł z ramienia PO. – To może potrwać, jednak Ukraina potrzebuje samej nadziei i celu, że to będzie dla niej możliwe w pewnym czasie – podkreśla Lewandowski.

 

 

– Członkostwo w UE to jeden z głównych celów politycznych Ukrainy od wielu lat – analizuje Tadeusz Iwański, kierownik zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich. – Ukraińska gospodarka bardzo by na tym zyskała, przyniosłoby to podobne korzyści jak Polsce, w postaci nie tylko napływu funduszy pomocowych, ale też napływu inwestorów zagranicznych i dostępu do unijnego rynku, co dynamizuje wymianę handlową – mówi Iwański.

Jak przypomina, od ośmiu lat Ukraina ma podpisaną umowę stowarzyszeniową z UE, a od prawie pięciu lat ruch bezwizowy z krajami UE. Umowa stowarzyszeniowa wymaga, by kraj ten w ponad 90 proc. wdrożył unijne reguły prawne (tzw. acquis communautaire, co idzie dosyć opornie, częściowo przez niewydolność ukraińskiej biurokracji, częściowo przez brak woli politycznej), ale nie daje żadnej perspektywy wejścia do Unii Europejskiej. – Patrząc z tego punktu widzenia, już samo przyjęcie wniosku o członkostwo, który prezydent Zełenski w poniedziałek podpisał, byłoby dla Ukrainy dużym krokiem naprzód – ocenia Iwański.

Pojawiają się też postulaty dotyczące redukcji zadłużenia Ukrainy ze strony partnerów zagranicznych. Jak przestrzegają jednak analitycy, trzeba uważać, by nie wiązało się to z wymuszonym bankructwem państwa, czego efektem byłoby obniżenie ocen ratingowych i cofnięcie się w aspiracjach rozwojowych o kilka lat.