„Rząd obecnie pracuje nad nowymi rozwiązaniami, które wspomogą grupy, które najbardziej odczują skutki inflacji. Szczegółowe informacje zostaną przedstawione opinii publicznej wkrótce" – tak Centrum Informacyjne Rządu odpowiedziało nam na pytanie o propozycje rozwiązań, które mają się znaleźć w najnowszym rządowym pomyśle, czyli tarczy antyinflacyjnej.

Rąbka tajemnicy uchylił w czwartek wicepremier, minister rolnictwa Henryk Kowalczyk, który na antenie Radia Zet mówił, że tarcza to „potencjalne wyrównywanie dochodów lub redukcja kosztów, jeśli gdzieś wzrosły ponad miarę" z powodu inflacji. Dodał, że może chodzić o pewną kompensację dla najuboższych za ceny energii.

Z kolei minister klimatu Anna Moskwa podała, że rozwiązania mające złagodzić wzrost cen energii są już gotowe i mają ruszyć od 2022 r., obejmując tzw. odbiorców wrażliwych, czyli o niskich dochodach. Obecnie to grupa ok. 2,6 mln osób.

Gaszenie pożaru benzyną?

Inna sprawa, że nad programem rekompensat z tytułu tzw. ubóstwa energetycznego rząd pracuje już od jakiegoś czasu i nie wiadomo, czy będzie on jedynym elementem tarczy antyinflacyjnej. Ekonomiści przestrzegają jednak, że na tego typu osłonach dla najuboższych w zasadzie tarcza powinna się skończyć.

– Gdyby rząd poszedł dalej, zaproponował jakieś masowe transfery dla ludzi, byłoby to gaszeniem pożaru benzyną – ostrzega Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – To luźna polityka banku centralnego, utrzymywanie przez długi czas zerowych stóp procentowych i „dodruk" pieniądza oraz nadmiernie ekspansywna polityka rządu, czyli wydatki o charakterze transferów finansowane z długu, rozpaliły inflację do niebezpiecznych poziomów. Teraz formułowanie jakichś szeroko zakrojonych tarcz antyinflacyjnych może tylko pogorszyć sytuację, jeśli już wystarczy zastosować standardowe instrumenty w ramach polityki społecznej wspierające najuboższych – wyjaśnia Dudek.

Stopy muszą rosnąć

Co w takim razie powinno się znaleźć w tarczy antyinflacyjnej, jeśli celem ma być powstrzymanie galopady cen?

– Obecnie bank centralny, kierujący się strategią bezpośredniego celu inflacyjnego, ma tylko jedno wyjście: zaostrzać politykę monetarną, by ograniczyć wzrost popytu, któremu nie odpowiada odpowiednia dynamika podaży – uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – W górnej fazie cyklu, w jakiej obecnie jesteśmy, stopy muszą wzrosnąć znacząco – dodaje. Także zdaniem innych ekonomistów stopy procentowe powinny dalej rosnąć, do co najmniej 2 proc. w 2022 r., a według Jankowiaka stopa repo powinna nawet wzrosnąć do co najmniej 4,5 proc. w 2023 r.

– Ceną za powrót inflacji do celu będzie wyhamowanie dynamiki PKB do poziomu potencjału albo nawet lekko poniżej niego. Ale za złe policy mix zawsze trzeba kiedyś zapłacić – dodaje Jankowiak.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Rozwiązania na szybko

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, zaznacza, że do szybkiego ograniczenia inflacji przyczyniłoby się m.in. zwiększenie importu energii elektrycznej, co zmniejszyłoby szybko jej cenę hurtową. – A opłata za uprawnienia CO2, zasilająca dziś budżet państwa, powinna być przeznaczona wyłącznie na ograniczenie emisji CO2 i wsparcie inwestycji w tym zakresie – dodaje Gomułka.

Jego zdaniem konieczne jest też szybkie uruchomienie transferów z unijnego Funduszu Odbudowy. – Te środki są denominowane w euro, konieczność ich przewalutowania zmniejszyłaby presję na osłabienie złotówki, które pojawia się przy zbyt luźnej polityce monetarnej – wtóruje Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP. I dodaje, że deeskalacja konfliktu z KE poprawiłaby również wizerunek Polski, co ma istotne znaczenie dla napływu inwestycji zagranicznych, które również niwelują możliwą skalę deprecjacji naszej waluty.

– Rząd mógłby też rozważyć obniżenie podatków od energii elektrycznej, surowców czy paliw – podpowiada Piotr Bielski, główny ekonomista Santander Bank Polska. – Choć nie jest to idealne rozwiązanie, ale obecnie po ten sposób sięga wiele krajów. W krótkim okresie przynosi to ulgę dla konsumentów, ale też obniża koszty działalności przedsiębiorstw, które dziś w dużej mierze przerzucane są na ostateczne ceny – wyjaśnia.

Ekonomiści zgodnie podkreślają, że w dłuższym okresie polityka gospodarcza rządu powinna się skupić na likwidacji ograniczeń podażowych. W tym wąskich gardeł na rynku pracy, które dziś powodują presję na wzrost płac, czy poprzez tworzenie zachęt i dobrego klimatu do inwestycji. I zaznaczają, że Polski Ład może przynieść odwrotne efekty. Dobrze by więc było, gdyby rząd odłożył realizację tego programu przynajmniej o rok.

Inflacja najwyższa od 20 lat

W październiku ceny towarów i usług konsumpcyjnych były już o 6,8 proc. wyższe niż rok wcześniej – wynika z tzw. szybkiego szacunku GUS. Tak wysokiej inflacji w Polsce nie było od 20 lat. Napędzają ją m.in. ceny paliw, które w ciągu roku wzrosły o prawie 34 proc., energii (wzrost o 10,2 proc. rok do roku), a także żywności (4,9 proc.). Ekonomiści podkreślają, że procesy inflacyjne w Polsce mają coraz większą i nieprzewidywalną dynamikę i w związku z tym na początku 2022 r. inflacja może osiągnąć nawet 8 proc. Wówczas też istotnym czynnikiem proinflacyjnym będzie presja popytowa i płacowa, a nie jak dotychczas – głównie podażowa. Niewielką pociechą jest fakt, że także w innych krajach ceny wystrzeliły. Z ostatnich danych Eurostatu wynika, że na Litwie czy w Estonii inflacja w październiku przekroczyła 7 proc.

Jakub Sawulski, główny ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomiczneg

W walce z podwyższoną inflacją kluczowa jest m.in. stopniowa podwyżka stóp procentowych. Ważne jest też odłożenie w czasie niektórych planowanych na 2022 r. inwestycji publicznych – tak by nie potęgować niedoborów pracowników i kryzysu podażowego. Rekomendacja ta nie dotyczy koniecznych tzw. zielonych inwestycji. Nie powinno się też wprowadzać żadnych nowych transferów do ludności, prócz rekompensat za wzrost cen energii i gazu dla najuboższych oraz obniżek podatków – takie działania potęgują wysoki popyt, który jest jedną z przyczyn obecnej inflacji.