Rozpoczęty 31 października szczyt klimatyczny w Glasgow ma z pozoru banalny cel: przywrócić impet działaniom na rzecz zahamowania zmian klimatycznych. – Pomyślcie o dzisiejszych młodych – apelował w dramatycznym wystąpieniu znawca przyrody i autor popularnych filmów sir David Attenborough. – Wyeliminujmy węgiel, samochody na paliwa kopalne i odwróćmy deforestację – sekundował mu gospodarz szczytu, brytyjski premier Boris Johnson. W podobnym tonie utrzymane było wystąpienie prezydenta USA Joe Bidena.

Podniosła retoryka ma uświadomić niedowiarkom upływ czasu i przywrócić ducha porozumienia paryskiego z 2015 r. Chodzi o utrzymanie skali wzrostu temperatury do maksymalnego poziomu 1,5°C.

Czytaj więcej

COP26: Polska niewiele zaoferowała uczestnikom szczytu

Szkopuł w tym, że cel ten nie tylko się nie przybliżył, ale z każdym rokiem się oddala. Konieczne są zatem zobowiązania państw do podwyższonych celów redukcji emisji w perspektywie do 2030 i 2050 r. Nieodzowny jest także pakiet wsparcia dla krajów rozwijających się, zakładający m.in. powstanie funduszu, dysponującego 100 mld dol. rocznie na wsparcie „zielonej" polityki.

Na razie uczestnicy szczytu w Glasgow powtarzają znane już obietnice. Polska będzie podkreślać, że jako kraj członkowski UE zapowiedziała osiągnięcie neutralności do 2050 r. oraz ograniczenie emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r. Warszawa unika deklaracji podania daty odejścia od spalania węgla i podkreśla, że osiągnie neutralność klimatyczną w drugiej połowie obecnego wieku, bliżej 2050 r. W Szkocji są premier Morawiecki oraz nowa minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.

Czytaj więcej

Michał Niewiadomski: Klimatyczna ucieczka w przód