Głośno o tym zjawisku zrobiło się w marcu, gdy ukazała się książka „Flash Boys" znanego publicysty Michaela Lewisa. Według niego amerykański rynek akcji jest ustawiony na korzyść inwestorów zaangażowanych w handel wysokich częstotliwości (HFT), którzy żerują na innych uczestnikach rynku. Amerykańskie instytucje nadzorcze już wcześniej miały świadomość, że zjawisko to stwarza zagrożenia – łączy się z nim m.in. tzw. flash crash, czyli chwilowe, ale gwałtowne załamanie na Wall Street w maju 2010 r. – i szukały sposobów na jego ujarzmienie. Ale książka Lewisa zwiększyła presję na regulatorów, aby zajęły się kontrowersyjną praktyką.
Nadmiar pośredników
Przewodnicząca Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) Mary Jo White swoje – wciąż nieformalne – propozycje uregulowania HFT przedstawiła na początku czerwca. Przedwczorajsze przesłuchanie przedstawicieli giełd i dużych towarzystw funduszy inwestycyjnych przed komisją ds. bankowości amerykańskiego Senatu pokazało, że pomysły White cieszą się sporym poparciem wśród ludzi rynku.
Mianem handlu wysokich częstotliwości określa się trwające ułamki sekundy transakcje z wykorzystaniem superszybkich komputerów i łączy. Pozwalają one inwestorom zarabiać nawet na niewielkich zmianach notowań oraz minimalnych niezgodnościach cen tego samego instrumentu na różnych rynkach. Tego typu błyskawiczne transakcje odpowiadają na Wall Street za niemal połowę wolumenu obrotu akcjami.
Istnieją dowody na to, że HFT zwiększa płynność na rynkach i ich synchronizację, to znaczy sprawia, że nowe informacje są szybciej uwzględniane w cenach wszystkich aktywów. Ale – zdaniem Lewisa – duża część inwestorów zaangażowanych w HFT to drapieżniki, żerujące na tradycyjnych funduszach i w ten sposób szkodzące klientom tych ostatnich, np. emerytom. Owe drapieżniki mogą się włączać w transakcje między innymi uczestnikami rynku, stając się w efekcie dodatkowym pośrednikiem.
Mogą też składać duże zlecenia kupna i sprzedaży akcji, aby anulować je, zanim zostaną zrealizowane, ale już po tym, gdy wpłyną na ceny wykonania ich innych, mniejszych zleceń. Ten rodzaj manipulacji określa się mianem spoofingu.
– Niepokoi nas wzrost liczby pośredników na rynkach – przyznał na wtorkowym spotkaniu z senacką komisją Kevin Cronin, dyrektor ds. handlu w towarzystwie funduszy Invesco. Skarżył się też na to, że inwestorzy stosujący HFT kupują od operatorów giełd szybszy dostęp do strumienia danych, niż mają inni inwestorzy.
Podkopane zaufanie
Krytycy HFT mają sprzymierzeńca w Jeffreyu Sprecherze, prezesie grupy Intercontinental Exchange (ICE), która w ub.r. przejęła operatora największej amerykańskiej giełdy, NYSE. Sprecher ubiegł jedną z czerwcowych propozycji Mary Jo White, ogłaszając już w maju, że zmniejszy liczbę typów zleceń dostępnych na należących do ICE parkietach. Część zleceń służy bowiem wyłącznie inwestorom stosującym HFT, dając im nieuzasadnioną przewagę. We wtorek w Senacie Sprecher apelował do operatorów innych giełd, aby poszli w jego ślady. Jego zdaniem podejrzenie, że operatorzy giełd sprzyjają inwestorom stosującym HFT, sprawia, że inni uczestnicy rynku przenoszą się na alternatywne platformy obrotu akcjami.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora, g.siemionczyk@rp.pl