W tegorocznym budżecie zarezerwowano na wpłatę obowiązkowej składki do kasy Unii Europejskiej 12,3 mld zł, tymczasem za sprawą tegorocznego wzrostu PKB, od którego uzależniona jest wysokość składki członkowskiej, dojdzie do jej podwyższenia o 1,05 mld zł.

Tych dodatkowych pieniędzy resort finansów nie zabezpieczył w nowelizowanym budżecie, mimo że już w maju wiedział o potencjalnym wzroście składki. Teraz zamierza pomniejszyć rezerwę unijną, czyli specjalną pulę pieniędzy, dzięki której może regulować płatności w ramach dotacji z Brukseli m.in. dla firm. – Jeśli to ma oznaczać, że składka członkowska w części zostanie opłacona z pieniędzy Unii, to będzie to rozwiązanie „rewolucyjne” – uważa Jacek Uczkiewicz, polski audytor w Trybunale Obrachunkowych UE (zajmuje się kontrolą wykonania budżetu unijnego).

– To krok – być może mimowolny – w kierunku zamiany środków unijnych, które powinny być przeznaczane na określone inwestycje, na bezpośrednie wsparcie budżetowe. Takie działanie to zaprzeczenie istoty Unii – dodaje. Resort finansów od początku roku stara się tak wykorzystywać unijne pieniądze, aby zabezpieczyć bieżące potrzeby budżetu. Wiosną i latem wymieniał euro z Brukseli na złotówki, aby podnieść dochody państwa i nie dopuścić do wzrostu deficytu. Na koniec października po stronie dochodów wpisał już 27 mld zł z wymiany środków unijnych.

Przedsiębiorcy tymczasem oczekują na przelewy środków unijnych. Pieniędzy nie ma, bo urzędy marszałkowskie nie mogą się ich doczekać od rządu. – Mamy podpisane umowy, inwestycje są realizowane, a pieniędzy brak – mówi Radosław Krawczykowski, dyrektor departamentu wdrażania programu regionalnego Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu. Problemu nie widzi oczywiście resort finansów.

– Ustawa o finansach publicznych mówi, że jeżeli składka do Unii zostanie podwyższona, to na jej sfinansowanie należy w pierwszej kolejności przeznaczyć zablokowane wydatki bądź niepodzielone rezerwy – mówi Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów. Blokada wydatków w poszczególnych resortach byłaby trudna. Mamy listopad i większość wydatków już została zrealizowana. Jedyną niepodzieloną rezerwą jest właśnie rezerwa unijna. Liczy ona ok. 15,7 mld zł, a do dziś pozostało w niej jeszcze ponad 6,7 mld zł. Stąd też minister finansów zwrócił się do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z prośbą o weryfikację wniosków o finansowanie projektów z tej rezerwy. Do końca września środki przewidziane na finansowanie i współfinansowanie projektów unijnych zostały wydane w niecałych 55 proc. Do wydania w ostatnim kwartale zostało jeszcze ok. 16 mld zł, w tym ponad 6,7 mld z rezerwy unijnej.

– Nie wydaje się możliwe, by ta kwota została wydana w całości – mówi wiceminister. – Nie ma więc zagrożenia, że jakiekolwiek zrealizowane projekty nie zostaną sfinansowane. Jak wyjaśnia Krawczykowski, tylko w Wielkopolsce brakuje 120 mln zł, aby zapłacić za faktury. – Gdyby pieniądze były, wykorzystanie funduszy unijnych mogłoby być wyższe – zapewnia dyrektor.

Krzysztof Rybiński, partner Ernst&Young, mówi, że jeśli teraz zapłacimy składkę z unijnych środków, to w przyszłości i tak trzeba będzie te pieniądze oddać przedsiębiorstwom.

Zgodę na zabranie 1 mld zł z rezerwy unijnej musi wyrazić sejmowa komisja finansów publicznych.

[i]Masz pytanie wyślij e-mail do autorki [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ