Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego rosyjska gospodarka i obrona powietrzna okazały się nieprzygotowane na wojnę dronów.
  • Jakie obawy skłaniają rosyjskie elity do pośpiesznego wycofywania kapitału.
  • W jaki sposób spadające ceny ropy i zmiany w geopolityce pogarszają sytuację finansową Kremla.
  • Na czym polega systemowy problem rosyjskich władz, który utrudnia skuteczne reagowanie na kryzys.

Wśród rosyjskich elit narasta niepokój związany z eskalacją działań wojennych, jaką Władimir Putin może rozpętać w odpowiedzi na dalekosiężne ataki Ukrainy na Rosję, uważa „The Washington Post” (WaPo). Ataki te obnażyły wszystkie słabości rosyjskiej obrony i rosyjskiej gospodarki. Amerykański dziennik przypomina, że seria ataków ukraińskich dronów, która uderzyła w dziewięć z dziesięciu największych rosyjskich rafinerii ropy naftowej, a także zakłady zbrojeniowe w Woroneżu, Wołgogradzie i obwodzie tulskim, wywołała największy kryzys paliwowy w historii.

Władimir Putin nie jest gotowy na wojnę dronów

To wszystko potęguje niepokój urzędników, którzy już łamią sobie głowy nad tym, jak utrzymać gospodarkę na powierzchni i nie rozsadzić budżetu, którego deficyt przekroczył już 6 bln rubli między styczniem a majem. To kwota 1,5 raza wyższa od poziomu deficytu zapisanego w budżecie Rosji na cały 2026 r.

Czytaj więcej

Putin: Niedobór paliw jest, ale nie krytyczny. Kreml sięga po rezerwy strategiczne

„Nie ma wystarczającej liczby systemów obrony powietrznej, aby chronić naszą infrastrukturę, to oczywiste. Nikt nie wie, co zrobić, aby zwiększyć produkcję. To tragiczna sytuacja, której Putin i jego najbliższe otoczenie najwyraźniej się nie spodziewali. Nie byli przygotowani na długą wojnę i nie są gotowi na wojnę dronów”– przyznał w rozmowie z amerykańską gazetą moskiewski biznesmen (dane do wiadomości redakcji WaPo).

Eskalacja ukraińskich ataków wywołała najgorszy kryzys paliwowy w historii Rosji i jest spotęgowana pogarszającą się sytuacją geopolityczną. Dla Kremla groźnym sygnałem jest też, że front zmienił też Donald Trump. Niedawno zagroził nowymi sankcjami, pochwalił prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i po raz pierwszy podpisał deklarację G7, deklarując poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy. To wszystko są wyraźne „sygnały alarmowe” dla rosyjskich bogaczy, mówi inne źródło bliskie rosyjskiemu korpusowi dyplomatycznemu.

Nadciąga „mobilizacja” rosyjskich depozytów

Spadające ceny ropy naftowej dodatkowo komplikują sytuację w rosyjskiej gospodarce: po zawarciu porozumienia amerykańsko-irańskiego cena baryłki rosyjskiej ropy Urals potaniała do 50 dol., a Kreml przecież musi znaleźć fundusze na zwiększenie wydatków wojskowych. Już dziś co drugi rubel wydany przez budżet (dwie trzecie wpływów podatkowych w pierwszym kwartale) idzie na rozpętaną przez Rosję wojnę.

Dlatego wśród rosyjskiego biznesu narastają obawy, że państwo będzie dążyło do sięgnięcia do prywatnych oszczędności, aby sfinansować wojnę, pisze WaPo. Krążące od końca 2024 r. pogłoski o konfiskacie depozytów przybrały nieoczekiwany obrót w czerwcu, kiedy przywódca partii komunistycznej Giennadij Ziuganow nagle zaproponował „mobilizację” depozytów bankowych gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

Choć później zdementował te słowa, nie rozwiało to obaw najbogatszych. „Rząd może próbować zdobyć pieniądze wszelkimi możliwymi sposobami. Wszyscy myślą o tym, jak najszybciej wypłacić swoje pieniądze i wyjechać” – powiedział moskiewski biznesmen w wywiadzie dla WaPo.

Ten brak przygotowania jest typowy dla systemu Putina, w którym wszystko opiera się na jego dominującej roli, a koordynacja między poszczególnymi gałęziami władzy jest słaba– uważa Tatiana Stanowaja z Centrum Carnegie ds. Rosji i Eurazji. „To odwieczny problem dla rosyjskich władz” i „poważny test dla rosyjskiej gospodarki i społeczeństwa” – podkreśla. „Pozostaje pytanie, czy mają plan działania lub rozumieją, jak poradzić sobie z tym, co się teraz w Rosji dzieje”.